www.reconnet.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki  Rejestracja  Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
"Z deszczu pod rynnę"- opowiadanko z el. surwiwalu
Autor Wiadomość
Parthagas 
kumpel staffików


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 28 Sie 2007
Posty: 762
Skąd: Mława
Wysłany: 2012-11-12, 00:34   "Z deszczu pod rynnę"- opowiadanko z el. surwiwalu

Jeszcze nie przeredagowane - na ciepło.

„W deszczu”
Wycieraczki nie nadążały zbierać wody z szyby samochodu. Atramentowy mrok dodatkowo potęgował ponury nastrój listopadowego wieczoru.
- Na szczęście do domu już niedaleko – pomyślał naciskając pedał gazu.
Samochód niemrawo przyspieszył, lecz ulewa i wszechogarniająca ciemność sprawiły, że wkrótce znów zdjął nieco stopę.
- Może pojadę żwirówką przez las, zaoszczędzę czasu i nadrobię drogi.
Miał już dość ciągłej jazdy w wypełnionych wodą koleinach, wyżłobionych przez TIR-y pędzące na wschód. Po wjechaniu do miasteczka odbił w prawo. Miesiąc temu też wracał tędy, to była ulubiona droga powrotna. Nawet w deszczu nie straciła wiele ze swej atrakcyjności. Starodrzew przetykany krzewami jałowca i leszczyny sprawiał, że czuło się oddech minionych czasów.
Jechał już kilka dobrych minut, gdy nagle owładnął nim dziwny irracjonalny niepokój. Uczucie, że czegoś się nie zrobiło lub zapomniało o ważnej sprawie.
- Towar w hurtowni wzięty, domek nad jeziorem zabezpieczony, krzewy przykryte geowłókniną, woda zakręcony i spuszczona z rur, wszystko OK. – sapnął i odetchnął z ulgą, a wewnętrzny spokój powoli zaczął rozpływać się ciepłem po całym ciele.
- Tylko nie zesraj się z tej błogości! – zaśmiał się w duchu i wtedy sobie przypomniał...
Miał w miasteczku zatankować paliwo. Odruchowo zerknął na wskazówkę, a ta dramatycznie dochodziła do ostatniej kreski. Niestety, w tak starych samochodach nie ma wskaźnika rezerwy, więc lepiej dolewać częściej do baku niż obudzić się potem z ręką w nocniku, bynajmniej nie napełnionym olejem napędowym.
-Na szczęście silnik pracuje równiutko. Jeszcze z dziesięć kilometrów i dojadę do szosy, a tam już łatwiej –próbował się pocieszyć, choć wiedział, że to gówniana pociecha, gdyż nikt o tak późnej porze nie zatrzyma się. Sam też by nie ryzykował. Ujechał jeszcze z kilometr, gdy wyczuł, iż podłoże traci stopniowo swoją twardość. Ubity żwir rozmókł, a spod niego zaczęła przesiąkać sraczkowata glina. Auto powoli traciło moc. Przerzucił na trójkę, a chwilę później na dwójkę.
W wyobraźni widział, jak paliwo znika błyskawicznie z baku. Nie mylił się. Wkrótce silnik zaczął się dusić i przerywać, by w końcu zgasnąć na amen. Siłą bezwładności samochód zjechał na pobocze i ugrzązł w przypominającej krowie placki brei.
-No to [...], jestem uziemiony i to przez własną głupotę! – stwierdził uderzając dłońmi w kierownicę. Zadzwonić do żony wstyd, wyjdzie na bezmyślnego jełopa, który tylko w ciepłym i przytulnym domku zgrywa wagabundę i znawcę technik przetrwania.
- Chciałeś surwiwalu, to go teraz, [...], masz! Wykazuj się!
Wściekłość zaczęła dominować nad rozsądkiem. Otworzył szybko drzwi i wysiadł z auta. Nadal padało, choć deszcz nie był już tak rzęsisty. Zerknął na zegarek - dwudziesta.
- Ludzie na wiosce oglądają pewnie Wiadomości, raczej nie śpią. Może kupię trochę opałówki lub ropy od rolnika i jakoś doczłapię się do najbliższej stacji – powoli zaczął uspokajać umysł i przypominać sobie szczegóły dość często przemierzanej trasy.
Około pięć kilometrów stąd powinny być zabudowania. Przynajmniej cztery samochody widział na podwórkach, kiedy ostatnio przejeżdżał. Jak nie kupi paliwa, to może podrzucą do najbliższej stacji?
Rozpoczął przygotowania. Pięciolitrowe baniaki po wodzie, które wiózł na pace, opróżnił z reszty zawartości. Dodatkowo zabrał reklamówkę, której kawałki świetnie spełniają rolę uszczelki pod korkiem. Poprawił na głowie kaptur softshella, założył czołówkę, włączył i ustawił średni zakres mocy oraz sprawdził, czy nóż spoczywa bezpiecznie w kieszeni. Uruchomił w telefonie aplikację
TrekBuddy, włączył zapis śladu i tryb pracy w tle, by w razie zagubienia się trafić ponownie do samochodu. Dodatkowo schował do kieszeni latarkę ładowaną korbką, będącą na stanie samochodu, zamknął drzwi na kluczyk, chwycił baniaki i ruszył w mrok.
Szło się opornie. Sportowe buty raz wraz zapadały się w rozmiękłą drogę, lecz wraz z ustępującym deszczem wędrówka nabierała tempa. Przestało padać. Las pachniał uchodzącą w kierunku zimy jesienią. Było mu ciepło, a marsz dodatkowo rozgrzewał. Rozpiął nieco kurtkę, by się nie spocić. Nagle głośny suchy trzask przerwał błogą ciszę. Był to niewątpliwie strzał z broni palnej.
Odruchowo wyłączył czołówkę, skrył się za pobliska kępą jałowców i nasłuchiwał.
- Raczej nie powinienem zostać zauważony, nie oddano by przecież strzału, widząc poruszające się w lesie światło. Nikt też nie strzelał bezpośrednio w jego kierunku – analizował sytuację.
Wolał nie ryzykować, czekał na jakiś sygnał, który utwierdziłby go w przeświadczeniu o względnym bezpieczeństwie. Instynkt go nie zawiódł. W świetle przebijającego się niemrawo przez chmury księżyca dostrzegł ciemną plamę przypominającą sylwetkę ludzką, która dość żwawo zbliżała się w kierunku miejsca ukrycia. Oddychał delikatnie, by para z ust nie zdradziła jego kryjówki. Postać wreszcie doszła do drogi. W mroku dało się rozpoznać niektóre szczegóły przybysza. Typ był średniego wzrostu w czapce z daszkiem na głowie, dźwigał coś na ramieniu.
- Pewnie kłusownik tubylec – pomyślał – gówno upolował, więc wraca do domu na ulubiony serial.
Mężczyzna przerzucił ciężki przedmiot na drugie ramię. Rozległ się metaliczny chrobot, prawdopodobnie strzelby lub karabinu. Przy tak słabej księżycowej poświacie ciężko było rozróżnić.
Kłusownik zaklął cicho pod nosem i ruszył drogą w głąb lasu.
- [...], znajdzie mój samochód - pomyślał, poprawiając drętwiejące już nogi od siedzenia w kucki w jałowcach – jak czegoś nie odkręci, to zniszczy lub sprowadzi koleżków. Najczarniejsze scenariusze przelatywały mu przez głowę.
- Trzeba będzie za nim wrócić! – podjął decyzję.
Nagle postać zatrzymała się, zaczęła coś sprawdzać na skraju drogi, a potem ruszyła sobie tylko wiadomą ścieżką w noc. Po chwili kroki kłusownika ucichły.
Odczekał jeszcze pięć minut i ruszył raźno dalej. Stracił już dostatecznie dużo czasu. Po półgodzinnym marszu zamajaczyły między drzewami światła pierwszych wiejskich zabudowań.
- Może to leśniczówka? – pomyślał grzebiąc w pamięci, ale pytanie pokrążyło w głowie i wróciło bez odpowiedzi. Podszedł więc do otwartej na oścież bramy wjazdowej. Ścisnął mocniej w dłoni wycięty przed chwilą leszczynowy pręt, spodziewając się nagłego ataku podwórzowych burków. Psiska jednak nie dawały znać o sobie.
Rozejrzał się po obejściu. W budynku gospodarczym paliło się światło, ruszył jak ćma w jego kierunku. Idąc kątem oka rejestrował otoczenie. Dostrzegł stary przyrdzewiały nieco ciągnik i srebrne wyglądające na nowe bmw. Przy otwartych drzwiach chlewika stał starszy mężczyzna i mieszał w wiadrze jakąś chlupoczącą breję, prawdopodobnie żarcie dla zwierząt.
- Dzień dobry – rzekł spokojnie, żeby nie przestraszyć rolnika i nie nastawić negatywnie do celu wizyty.
Wkrótce wyłuszczył, o co mu chodzi.
- Mam kilkanaście litrów ropuchy do traktora, mogę odstąpić – odparł mężczyzna – poczeka pan, tylko obrządzę świnie.
Chwycił wiadro z brejowatą zawartością i zniknął w jednym z bocznych korytarzy budynku.
Czekając na swego „zbawiciela” postanowił rozejrzeć się nieco po podwórku. Czasami można wyhaczyć na wsi fajne fanty i kupić za grosze. Ciągnik nie przedstawiał się okazale, typowy złom na chodzie. Natomiast znakomicie prezentowało się auto. Widać było, że w jego tunning ktoś włożył sporo serca i kasy. Ciekawe skąd takie cacko? Rolnik nie wyglądał na majętnego. Może jakaś rodzina z miasta przyjechała w odwiedziny? Rozmyślania przerwały dziwne, pojawiające się i niknące cienie, tańczące w rozświetlonych oknach garażu.
- Może to jakaś dziupla z kradzionymi autami? Przez uchylone drzwi zajrzał do wnętrza.
- [...], co oni robią? – zapytał sam siebie, gdyż nie mógł uwierzyć w to, co ujrzał. W centralnym miejscu garażu stał z opuszczonymi do kolan spodniami dwudziestokilkuletni mięśniak i dyszał niemiłosiernie, podczas gdy drugi mężczyzna klęcząc, odwrócony tyłem, energicznie pracował głową w okolicach jego krocza.
Odruchowo wstrzymał odruch wymiotny i już miał się dyskretnie wycofać, gdy za plecami rozległ się donośny radosny głos.
-O, tu pan jest! Mam dla pana dziesięć litrów ropuchy, sześć dych się należy!
W tym momencie oczy „rozkosznych” osiłków i jego spotkały się. Dostrzegł w nich wstyd, przez który zaczęła gwałtownie przebijać nienawiść i żądza mordu. Nie była im raczej na rękę wizyta podglądacza. Większy szybko podciągnął spodnie, chwycił stalową rurę leżącą na warsztatowym stole i ruszył w kierunku drzwi.
_________________
"Mężczyzna musi mieć nałogi, najlepiej wyszukane, w przeciwnym wypadku nie ma się z czego wyzwalać."
http://prymitywnetechnikiprzetrwania.blogspot.com/
Ostatnio zmieniony przez Parthagas 2012-11-12, 23:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
lolek13 
włóczykij

Dołączył: 25 Lip 2011
Posty: 9
Skąd: Śląskie
Wysłany: 2012-11-12, 10:59   

No nieźle się zaczyna.
Czekam na ciąg dalszy..
_________________
Życie jest za krótkie żeby siedzieć w domu...
 
     
Apo 
WATAHA Z POPRAWCZAKA


Pomogła: 6 razy
Wiek: 32
Dołączyła: 28 Lis 2011
Posty: 729
Skąd: Lasy Pomorza
Wysłany: 2012-11-12, 13:49   

Dalej, dalej! :)
_________________
look deep into nature and then you will understand everything better

I've got the power to fly into the wind, the power to be free to die and live again. This power's like fire, fire loves to burn!
 
 
     
Młody 
161 crew


Pomógł: 12 razy
Wiek: 27
Dołączył: 01 Sty 2009
Posty: 910
Skąd: Tychy
Wysłany: 2012-11-12, 15:02   

Czekam na c.d.n 8-)

Przyznaj się, campo zaliczył wtopę ? icon_twisted
_________________
Forum to nie agencja towarzyska-NIE DOGODZIMY KAŻDEMU !

Życie należy przeżyć tak, aby gołębie przelatujące nad Twoim grobem zesrały się z wrażenia.
https://www.fasttrans.com.pl/
 
 
     
Parthagas 
kumpel staffików


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 28 Sie 2007
Posty: 762
Skąd: Mława
Wysłany: 2012-11-12, 16:03   

W sobotę miał bliskie spotkanie z krową - poszedł klosz od postojówki.
Wkleiłem kawałek, akcja nieco się zagęszcza.
_________________
"Mężczyzna musi mieć nałogi, najlepiej wyszukane, w przeciwnym wypadku nie ma się z czego wyzwalać."
http://prymitywnetechnikiprzetrwania.blogspot.com/
 
     
Hillwalker 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 43
Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 270
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2012-11-18, 13:02   

Horror kolarski: "Pedały atakują" :mrgreen:
Również czekam, co będzie dalej.
_________________
" YOU create your own reality "
 
     
Parthagas 
kumpel staffików


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 28 Sie 2007
Posty: 762
Skąd: Mława
Wysłany: 2012-12-12, 00:26   

Ciąg dalszy, jeszcze ciepły...

Odtrącił rolnika z kanistrem, wbiegł w bramę i po kilku susach zatopił się w ciemnościach lasu. Nawoływania mieszane z przekleństwami to zbliżały się, to nieco cichły.
- Błądzą po omacku – pomyślał z dziką satysfakcją – nie mają koncepcji na poszukiwania, debile!
Nagle rozbłysły światła latarek, a jakiś głos stwierdził – O, tu zostawił ślady, już jest nasz!!!.
Zapalił czołówkę, przysłaniając czerwony filtr. Rzeczywiście, zostawiał idealnie wyraźne ślady. Należało działać i to szybko. Zerknął na zarejestrowany przez TrekBuddy szlak i sprawdził swoje położenie, po czym ruszył w kierunku samochodu. Odgłosy pogoni nieco się oddaliły, lecz ślady protektora zostawiał nadal wyraźne. Miał w tym jednak cel.
Gdy doszedł do miejsca spotkania z kłusownikiem, wzmógł czujność, nasłuchiwał. Cisza. Podreptał jeszcze chwilę w stronę ścieżki i zgrabnie przeskoczył na porośniętą mchem ściółkę. Zrobił jeszcze kilka wyraźnych śladów, złamał w widocznym miejscu gałązkę i wskoczył na pobliską karpę. Obok niej leżały świeże gałęzie po ścince. Wziął najbardziej rozłożyste i rzucił przed siebie. Delikatnie wszedł na nie, a następnie cisnął kolejną wiązkę. Operację powtórzył kilkanaście razy. Znacznie oddalił się od karpy, mech skończył się, ustępując miejsca butwiejącym już na ściółce liściom i igliwiu z modrzewi. Stanął bezpośrednio na podłożu. Obuwie zostawiało minimalne ślady. Przywiązał gałęzie do podeszew i człapał jak w rakietach śnieżnych, wysoko unosząc nogi. Po kilkuset metrach pozbył się i tego balastu. Postanowił rozeznać się w terenie. Wyciągnął telefon i w tym momencie usłyszał strzały i wrzaski.
Prawdopodobnie chłopki nadziali się na zaczajonego kłusownika.
- No, przynajmniej wiadomo, gdzie zostało niebezpieczeństwo – odetchnął z ulgą – a paliwa, jak nie było, tak nie ma.
Sytuacja była kiepska, ale nie tragiczna. Na niekorzyść przemawiała dość późna pora – 23:15. Nie, nie obawiał się duchów, lecz niepokoju w domu z powodu jego długiej nieobecności. Profilaktycznie wyciszył telefon. Przy okazji zerknął na mapkę. W pobliżu była rzeka i jakieś zabudowania. Może tam spróbować coś zorganizować? Na dodatek wyrzucił butelki od wody, gdyż tylko przeszkadzały w ucieczce.
- Kurczę, a gdyby tak pobiec szybko do tamtego gospodarstwa, chwycić kanisterek, który pewnie porzucili na podwórku i okrężną drogą dotrzeć do samochodu? Ryzykowne, ale może się udać. Wybrał jednak teren nadrzeczny. Mimo mroku szedł dość żwawo, gdyż do rzeki prowadziła wysypana grubym żwirem i kamieniami droga. W czerwonym świetle czołówki widać było ślady opon ciężkiego samochodu. Przyspieszył kroku. W mroku zamajaczyły zabudowania. Wszedł między drzewa i sprawdził mapę. Był już w pobliżu strugi. Podkradał się ostrożnie. Cisza, tylko szelest spadających z gałęzi kropel niedawnego deszczu i szum rzeczki. Zabudowania okazały się zrujnowanym opuszczonym gospodarstwem, które stanowiło tymczasową bazę dla ciężkiego sprzętu, pracującego przy pogłębianiu pobliskiego stawu. Sprawdził, czy nie ma stróża lub psa. Nie było nikogo. Maszyny po głębszych oględzinach okazały się stare, sfatygowane, ale, sądząc po poczynionych postępach w pracach, sprawne.
- Gdzie maszyny, tam paliwo!
Obszedł wszystkie dokładnie. Jedynie do koparki dopięty był stalowymi taśmami nieduży kanister. Niestety całość łączyła solidna kłódka. Pogmerał w zamku wszystkimi kluczykami, jakie posiadał, lecz kłódka ani drgnęła. Wszedł na maszynę. Na ogół na takim sprzęcie są metalowe skrzynki z częściami i narzędziami. Nie mylił się. Nawet nie była zamknięta. Jedynie ktoś przez oczko w zamknięciu przełożył kawałek drutu. Rozgiął go, wyciągnął i podniósł skrzypiące wieko. Na dnie skrzynki leżały zniszczone łożyska i szpilka od gąsienicy. Chwycił szpilkę i zeskoczył z koparki. Włożył koniec szpilki w ucho kłódki i mocno przekręcił. Usłyszał metaliczny trzask i kłódka upadła na ziemię. Wyjął dyndające ucho ze skobelka, rozgiął obejmy i wyciągnął kanister. Było w nim około połowy paliwa. Otworzył wlew – ropa. Czas wracać do samochodu.
Zerkając na ślad na mapce szybko dotarł na miejsce. Błyskawicznie otworzył wlew i przez szmatkę nalał paliwa do baku. Podniósł maskę, profilaktycznie przepompował, szybko zatrzasnął i wskoczył za kierownicę. Przekręcił kluczyk w stacyjce. Samochód zaskoczył bez problemu. Postanowił nadłożyć drogi i wracać przez miasteczko. Spotkanie z kłusownikiem lub chłopkami nie było teraz wskazane. Szybko wytyłował i przy dźwiękach „Raining blood” Slayera ruszył w kierunku domu. Deszcz ponownie zaczął sączyć się z nieba. Zapowiadała się męcząca podróż.

[ Dodano: 2013-03-30, 21:10 ]
Czując ogólne rozluźnienie i ulgę na duszy, zatrzymał się na „małe siku”, by dopełnić swój cudowny stan komfortem w pęcherzu.
Deszcz przybierał na sile, więc znów zajął miejsce za kierownicą. W międzyczasie przebrał się w suche ciuchy. Dobrze, że wziął je z domku. Jechał dobrych piętnaście minut. Poprzez krople dało się dostrzec światła miasteczka. Wtoczył się wolno na ryneczek, a potem podążył w kierunku wylotówki, gdzie znajdowała się całodobowa stacja benzynowa z małym sklepikiem.
- Przydałoby się coś przekąsić, gorącą herbatką też bym nie pogardził – pomyślał podjeżdżając pod dystrybutor. Miał dwie stówy, nalał za sto pięćdziesiąt, reszta na wszelki wypadek.
Pierwsza w nocy. O tej porze, nie licząc pracownika, nie uświadczy w takiej mieścinie żywego ducha. Podszedł do okienka i uprzejmie witając się zapłacił za paliwo. Kupił też dwa batoniki i zamówił herbatę z cytryną. Czas wlókł się niemiłosiernie. Cisza. Nieopodal przejechał samochód, usłyszał kilkakrotne trzaskanie drzwiami.
- Nawet i tu Nocnych Marków nie brakuje – pomyślał – nie każdemu dnia wystarcza na załatwienie wszystkich spraw.
- Co pan tak po nocy jeździ, jeszcze co złego pana po drodze spotka? – usłyszał za plecami głos. Odwrócił się, przerywając rozmyślania. Zaskoczenie odebrało mu możliwość logicznego myślenia. Kompletny intelektualny paraliż. Kilka kroków od niego stał chłopek z dwoma pedrylami. Poznali go od razu, ale udawali, że widzą pierwszy raz. Delektowali się chwilą. W końcu ogarnął nieco myśli i pozwolił wciągnąć się w grę.
- Nie jest tak źle, to spokojne tereny, poczciwi ludzie, często jeżdżę po Warmii, gdyż uczestniczę w rajdach terenowych, z jednego właśnie wracam, zaraz powinni dojechać koledzy – łgał jak najęty, by zyskać na czasie i zbić nieco z tropu swoich prześladowców.
- Pan z Warszawy, rejestracja chyba stołeczna? – zapytał jeden z osiłków.
- Lepiej ją zapisz, Heniek pracuje na komendzie, to jutro sprawdzi, co to za jeden! – dodał drugi – może to jakiś złodziej albo podglądacz? Pedryle puścili do siebie oczko, a większy wyjął ołówek i notesik i zapisał numery. Atmosfera zaczęła się zagęszczać.
- Jakieś nie złodziej, to nie masz się co chłopie martwić, zyskasz tylko znajomych, odwiedzimy cię kiedyś, poznasz nas z rodziną, wypijemy kawkę, dobre znajomości trzeba pielęgnować! – ciągnął swój wywód cwaniak z notesikiem – a adresik jutro będziem mieli!
Poczuł ucisk w gardle, mózg zalała mu fala gorąca. Wiedział, że kmioty nie popuszczą i pewnego wieczora w najmniej odpowiednim momencie zawitają do jego domu.
- Herbata dla pana! – krzyknął pracownik stacji, podając ją w styropianowym kubku. Nie miał już na nic ochoty, ale wlał w siebie nieco gorącego płynu. Odetchnął głęboko kilka razy, gdyż sparzył się w język. To pozwoliło mu nieco opanować myśli.
- Kazik, kiedy wracasz do domu, podwiózł byś nas? – odezwał się milczący do tej pory stary rolnik.
- Za pół godziny kończę zmianę, to was podrzucę – odparł pracownik stacji.
Pomyślał, że najwyższy czas opuścić stację.
- No czas już na mnie – rzekł do tubylców i wyrzuciwszy kubek po herbacie do kosza, zrobił kilka kroków w stronę samochodu.
- Niech pan jedzie, wkrótce się spotkamy – krzyknęli młodzi, a starszy wycelował w niego z palca, jakby strzelał z pistoletu.
Ruszył gwałtownie, ale zgodnie z przepisami przejechał przez miasteczko, gdyż nie chciał poznać Heńka z miejscowego posterunku.
Wyjechał poza teren zabudowany, przyspieszył. Gdy minął prostopadłą drogę, która prowadziła do gospodarstwa pedryli, nieco zwolnił, a właściwie się toczył. Z lewej strony zauważył wybrukowaną drogę z kierunkowskazem na jakąś wioskę. Skręcił, przejechał kawałek i wbił się w leśną ścieżkę. Na szczęście nie była rozmokła. Postanowił działać, czas naglił. Przedarł koszulkę na pół i dokładnie owinął obydwoma kawałkami buty, ściskając wszystko sizalowym sznurkiem. Wyjął z kieszeni wszystkie przedmioty i wrzucił do schowka w aucie. Zostawił tylko nóż, który dodatkowo przytwierdził karabińczykiem do paska. Założył gumowane rękawice, zamknął samochód i ukrywszy kluczyki za zderzakiem, przeszedł przez szosę i ruszył lasem w stronę gospodarstwa. Chciał być przed nimi.
_________________
"Mężczyzna musi mieć nałogi, najlepiej wyszukane, w przeciwnym wypadku nie ma się z czego wyzwalać."
http://prymitywnetechnikiprzetrwania.blogspot.com/
Ostatnio zmieniony przez Dąb 2013-04-02, 20:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Parthagas 
kumpel staffików


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 28 Sie 2007
Posty: 762
Skąd: Mława
Wysłany: 2013-04-01, 22:01   

Zacinało się badziewie i taki efekt, nie mogę edytować. Mam prośbę - niech ktoś mądry usunie!
_________________
"Mężczyzna musi mieć nałogi, najlepiej wyszukane, w przeciwnym wypadku nie ma się z czego wyzwalać."
http://prymitywnetechnikiprzetrwania.blogspot.com/
 
     
ewa 


Wiek: 39
Dołączyła: 19 Wrz 2012
Posty: 81
Skąd: Polska
Wysłany: 2013-04-02, 09:54   

Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy :mrgreen:
_________________
kłamstwo ma krótkie nogi
 
     
Stryjon 

Wiek: 23
Dołączył: 24 Gru 2010
Posty: 18
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2013-04-03, 22:01   

ja też - fajne ! ;-)
 
     
ewa 


Wiek: 39
Dołączyła: 19 Wrz 2012
Posty: 81
Skąd: Polska
Wysłany: 2013-04-22, 09:12   

Parthagas chyba bardzo zajęty :cry:
_________________
kłamstwo ma krótkie nogi
 
     
Parthagas 
kumpel staffików


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 28 Sie 2007
Posty: 762
Skąd: Mława
Wysłany: 2013-04-24, 00:34   

Remont, remont, remont...
_________________
"Mężczyzna musi mieć nałogi, najlepiej wyszukane, w przeciwnym wypadku nie ma się z czego wyzwalać."
http://prymitywnetechnikiprzetrwania.blogspot.com/
 
     
ewa 


Wiek: 39
Dołączyła: 19 Wrz 2012
Posty: 81
Skąd: Polska
Wysłany: 2013-06-24, 11:04   

Wakacje już prawie, może czas się znajdzie :?:
_________________
kłamstwo ma krótkie nogi
 
     
Parthagas 
kumpel staffików


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 28 Sie 2007
Posty: 762
Skąd: Mława
Wysłany: 2014-01-22, 22:32   

I to by było na tyle. Ostatnia część opowiadania.

Podążał lasem, a spadające z drzew krople idealnie głuszyły kroki. Oczy przyzwyczajone do mroku rozróżniały kontury. W niewielkiej odległości zamajaczył drewniany płot zabudowań. Podszedł, sprawdził trwałość jego konstrukcji. Sprawiał wrażenie solidnego, więc złapał za szczyt sztachet, wybił się, podciągnął na rękach. Jeszcze jeden ruch i był na terenie gospodarstwa. Wzmógł czujność, ale właściciele jeszcze nie dotarli. Postanowił przygotować się na to spotkanie. Wychodził bowiem z założenia, iż będzie ono ostatnie. Przede wszystkim, pomyślał, należało znaleźć odpowiednie narzędzia. Jako pierwsze zgarnął oparte o ścianę obórki widły, których cztery długie ostre szpikulce obiecywały szybkie rozwiązanie przynajmniej jednego problemu. Oparł je o płotek ogródka niedaleko wjazdu na podwórze. Mógł stamtąd zaatakować, nie będąc zauważonym. Nie podniecając się zbytnio przyszłymi wydarzeniami, ruszył na dalszy rekonesans. Przyświecał sobie czołówką, zmieniwszy uprzednio filtr rozpraszający na czerwony, nie chciał bez potrzeby ryzykować.
Przy wierzejach stodoły ujrzał wsunięty pod okucie zawiasu zardzewiały sierp, który po wyjęciu i przejrzeniu okazał się idealnym narzędziem do walki na bliskie odległości. Uderzył nim kilkakrotnie w leżącą pod stodołą sprasowaną belę słomy – wbijał się idealnie, zostawiając szarpane otwory. Zatknął go w płot obok wideł. Brakowało mu jeszcze jednego narzędzia. Z poprzedniej wizyty pamiętał nagromadzenie różnego rodzaju rur i prętów łomopodobnych w garażu. Ruszył, rozbryzgując błocko. Miał wrażenie, że brodzi w krowich odchodach. Odruchowo zaświecił czołówką – zwykłe błoto, w które zamieniło się niemal całe podwórko. Drzwi były zamknięte na kłódkę. Znał wiejskie obyczaje i wiedział, że powinny być gdzieś w pobliżu. Zbyt dużo osób korzysta z zabudowań, by klucz nosić przy sobie lub zostawiać w domu. Zerknął pod wiadro stojące obok – pudło. Puszka na parapecie garażu też okazała się pusta. Obejrzał ściany w pobliżu drzwi – nic charakterystycznego. Jedynie na krokwi wystającej z muru zauważył brudną szmatę zawieszoną na gwoździu. Zerwał ją. Pod nią dyndał wesoło klucz. Wsunął w otwór kłódki – pasował idealnie. Szybkim ruchem otworzył drzwi garażu i wsunął się do środka. Zerknął na posadzkę – zostawiał mokre ślady, ale przez szmaty nie przebijał ślad bieżnika. Odetchnął z ulgą. Do jutra powinno wszystko wyschnąć. Odsunął w czołówce czerwony filtr i omiótł białym światłem wnętrze pomieszczenia. Żadnych większych narzędzi! Na stole, obok imadła, walało się kilka niedużych kluczy i małych wkrętaków krzyżakowych. Czas uciekał. Skierował wzrok na pokryty zatłuszczonymi deskami kanał samochodowy. Może tam coś wrzucili? – pomyślał. Podniósł kilka desek i skierował strumień czołówki w głąb. Kanał wydawał się bardzo głęboki, lecz oparta o jego ścianę solidna metalowa drabinka pozwalała bez problemu zejść. Ostrożnie, z lekkim zdenerwowaniem, schodził po brzmiących metalicznie szczebelkach. W końcu stanął na betonowej posadzce.
Kanał przypominał długi korytarz i nie kończył się bynajmniej na kilku metrach. Miał wrażenie, że skręca pod kątem 90 stopni. Opuściły go resztki zdrowego rozsądku, ruszył dalej zapominając o rychłym powrocie właścicieli. Tunel, w który kanał przechodził, przypominał konstrukcyjnie zupełnie inną budowlę, wykonaną dość dawno temu. Na ścianie zauważył czarny napis „BUNKER” i strzałkę pod nim, skierowaną w głąb pomieszczenia. Znajdował się we wnętrzu poniemieckiego schronu przeciwlotniczego. Kierowany ciekawością ruszył dalej. Po kilku krokach zauważył w bocznej ścianie masywne, metalowe drzwi z zasuwą i potężną sztabą, przypominającą klamkę. Na środku był mały szklany wizjer. Niby nic nadzwyczajnego, ale sączyła się z niego żółtawa poświata. Nie wierzył, by ktoś tu przebywał, ale na chwilę wyłączył czołówkę. Rzeczywiście, światło było wyraźne, rzucało jasną plamkę na przeciwległą ścianę. Profilaktycznie wyjął nóż, zgasił czołówkę i odsunął zasuwę. Była naoliwiona i ustąpiła bez problemu. Nacisnął klamkę i pociągnął drzwi do siebie. Czuł ich ciężar, musiały ważyć przynajmniej tonę.
Zalała go fala sztucznego światła. Jednocześnie dotarły do jego uszu dziwne szmery i tumult, jaki robią przestraszone w zamknięciu zwierzęta. Zerknął do pomieszczenia. Drugą przeszkodę stanowiła zaopatrzona w kłódkę krata, którą od drzwi dzielił dwumetrowy korytarzyk. Za kratą stała grupa sześciu, może siedmiu osób płci obojga, wtulonych w siebie i patrzących z przestrachem. Wyglądali nędznie, ubrani częściowo, ale czyści i zadbani.
– Co tu, do cholery, robicie? Więzi was tu ktoś? – rzucił do nich kilka pytań. Nie odpowiadali. Widać było, iż wiele przeszli i nie były to raczej miłe przeżycia.
- Mogę was uwolnić, ale później radźcie sobie sami, właściciele wkrótce tu będą. Decydujecie się, czy gnijecie dalej w tej norze?! Skinęli w milczeniu głowami. Rozejrzał się wokół. Na ścianie we wnęce wisiał kluczyk. Błyskawicznie chwycił go, otworzył kłódkę i odciągnął skobel.
- No gotowe! – warknął i zaczął otwierać kratę. Ruszyli jak zombie. Odepchnęli go gwałtownie razem z kratą i gdyby się jej kurczowo nie trzymał, runąłby na posadzkę. Nie zważając na jego obecność, w zasadzie traktując go jak powietrze, ruszyli do wyjścia. Podążył za nimi. Mimo ciemności poruszali się niezwykle zwinnie, znali teren. Musieli więc być wyprowadzani na zewnątrz. Gdy wychodził właśnie z garażu, przed bramą rozbłysły światła samochodu. Jeden z właścicieli wyszedł z auta i mocował się w błocku z bramą, próbując ją otworzyć. Po niedawnych więźniach nie było już nawet śladu, zniknęli, jakby rozpuścili się w znów nasilającym się deszczu. Podbiegł do płotu, gdzie wcześniej przygotował narzędzia. Cały sprzęt zniknął! Pięknie przygotowany plan wziął w łeb!
- K.urwa! – zaklął pod nosem. Zaczął nerwowo rozglądać się szukając miejsca ukrycia. W pobliżu garażu dostrzegł kilka beczek. Skrył się za nimi tymczasowo, gdyż właśnie wjeżdżający samochód omiatał reflektorami całe podwórko. Nagle pojazd zatrzymał się i zgaszono światła.
- Co za jebane błoto! – usłyszał głos jednego z wysiadających mężczyzn – Zostaw samochód na dworzu, z cukru nie jest!
Dwóch pozostałych także wysiadło i plaskając buciorami w błocie ruszyli w stronę drzwi domostwa.
Nagle przed nimi wyrosło kilka cieni. Rozległy się wrzaski, które szybko przemieniły się w charchot i rzężenie. Nie reagował, czekał na rozwój wydarzeń. Cienie zniknęły. Pod schodami domu pozostały trzy czarne wzgórki, które nieco poruszały się, by wkrótce znieruchomieć. Poczuł woń ciepłej krwi. Nie podchodził, wiedział, co się stało, kto wymierzył sprawiedliwość. Szybko przeskoczył płot i ruszył lasem w kierunku samochodu. Nagle usłyszał huk. Obejrzał się. To płonęło gospodarstwo.
Do domu miał ponad 60 kilometrów, nie spieszył się. Ogarnęła go fala spokoju. Wycieraczki raz po raz zgarniały rzęsiste krople deszczu. Nie miał ochoty włączać w radiu muzyki. Jego muzyką był deszcz bębniący o karoserię.
_________________
"Mężczyzna musi mieć nałogi, najlepiej wyszukane, w przeciwnym wypadku nie ma się z czego wyzwalać."
http://prymitywnetechnikiprzetrwania.blogspot.com/
 
     
Michal N 
Metyl Podgrzybek


Pomógł: 10 razy
Wiek: 37
Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 1259
Skąd: Warszawa-Mokotów
Wysłany: 2014-01-23, 09:47   

Mocne!
_________________
 
 
     
Annael9 

Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 23 Lis 2012
Posty: 91
Skąd: spod lasu
Wysłany: 2014-01-28, 09:37   

Masz rację. Podoba mi się. Lubię opowiadania, które dobrze się kończą :-D Poproszę o więcej :595: :one: i niech cię wena i dobry humor nigdy nie opuszcza
 
     
Parthagas 
kumpel staffików


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 28 Sie 2007
Posty: 762
Skąd: Mława
Wysłany: 2014-01-31, 12:25   

Dzięki. Mam kilka pomysłów na opowiadanka, powieść oraz beletrystyczny poradnik dla dzieci i młodzieży - coś w klimatach Setona - dydaktyzm z przygodą w czasach współczesnych.
Na początek jednak coś z różową Morą w tle. W ten weekend coś wieczorkiem się pojawi. Spróbuję zagęścić atmosferę, a jak wyjdzie, sami osądzicie.
_________________
"Mężczyzna musi mieć nałogi, najlepiej wyszukane, w przeciwnym wypadku nie ma się z czego wyzwalać."
http://prymitywnetechnikiprzetrwania.blogspot.com/
 
     
miśka 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 02 Mar 2011
Posty: 202
Skąd: 3miasto
Wysłany: 2014-01-31, 19:10   

Parthagas napisał/a:

Na początek jednak coś z różową Morą w tle. Spróbuję zagęścić atmosferę

eh, kończy się jak zwykle
:D
 
 
     
Annael9 

Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 23 Lis 2012
Posty: 91
Skąd: spod lasu
Wysłany: 2014-02-01, 21:54   

https://www.google.pl/sea...iw=1366&bih=588


A która to różowa Mora z tych :566: :roll: :mrgreen:
 
     
Kopek 
TRAMPek łikendowy


Pomógł: 5 razy
Wiek: 36
Dołączył: 10 Mar 2009
Posty: 806
Skąd: Z największej dziury
Wysłany: 2014-02-03, 11:34   

Wstyd się przyznać ale to pierwsze opowiadanie jakie przeczytałem na Reconnie. Wrażenia pozytywne. Parthagas, takie rzeczy opowiada przy ognisku, a co dopiero w jego wyobraźni siedzi. Mam tylko pytanie. Co się stało z kłusownikiem? Wykończyli go podczas pościgu czy zabrali na warsztat?
_________________
"Czasem- i mówię to zupełnie szczerze - żal mi, że nie wychowano mnie jak włóczęgi. Nie związanego z żadnym miejscem, obowiązkami i ludźmi."

https://picasaweb.google.com/104741303823098287225/Kopek03?authkey=Gv1sRgCM_9oNu9idCdWg
 
     
Parthagas 
kumpel staffików


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 28 Sie 2007
Posty: 762
Skąd: Mława
Wysłany: 2014-02-03, 13:57   

Jak to we wsi, postrzelali, poklęli, kłusownik swój chłop, więc pogodzili się.
_________________
"Mężczyzna musi mieć nałogi, najlepiej wyszukane, w przeciwnym wypadku nie ma się z czego wyzwalać."
http://prymitywnetechnikiprzetrwania.blogspot.com/
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 10