www.reconnet.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki  Rejestracja  Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
14-23.07.2017. Marshall - Czarna Hańcza Canoe 2017
Autor Wiadomość
Marshall 
f o t o g r a f


Pomógł: 4 razy
Wiek: 45
Dołączył: 25 Lut 2011
Posty: 693
Skąd: Skierniewice, Łomża
Wysłany: 2017-08-04, 14:14   14-23.07.2017. Marshall - Czarna Hańcza Canoe 2017

I po spływie!! Czas na relację. Będzie dłuuugaśnie... Ale kto bogatemu zabroni?


Jak co roku popływaliśmy w doborowym towarzystwie! Jak co roku było przecudownie!



14 lipca, piątek, dzień pierwszy
Głównie trasa. Asfaltowa.

Po opuszczeniu na dwa tygodnie fabryki załadowałem do Świniaka spakowany wcześniej szpej i około 14tej wystartowałem w kierunku północnego-wschodu naszego pięknego, nieszczęśliwego kraju. Cel - Wigry nad Wigrami.

Niedaleko od miejsca startu spotkałem się na autostradowym MOPie z ekipą "3 z LDZ" czyli z Rozrabiarą, Dziedzicem i ich dzieckiem rodzonym Filipem.
Po szybkim powitaniu i pogaduszce pomknęliśmy już na dwa Świniaki w kierunku Warszawy. Korków wielkich jeszcze nie było i naszą ukochaną stolicę minęliśmy niemal niezauważalnie. Po wskoczeniu na S8 zjechaliśmy na BP gdzie czekał na nas Sikor. Teraz już na dwa Świniaki i jeden samochód pruliśmy na Łomżę.
Nie tę do picia, miasto takie na ścianie wschodniej, rodzone moje. Tam właśnie w garażu Marii Matki mojej kanada leży. I po nią zmierzałem.

W Łomży byliśmy około 16tej i - cały czas będąc w pośpiechu - wypiliśmy kawunię, a ja z pomocą Pokemonów oraz kolegów zapakowałem na dach Świniaka swoją kanadyjkę. To był mój pierwszy raz, tzn. z zapakowanym dachem Subarynki. Canoe na dachu sprawiało wrażenie stabilnie i pewnie umocowanego ale pierwsze kilometry z takim żaglem nad sufitem jechałem niepewnie. W końcu jednak nabrałem pewności i cięliśmy drogą na Augustów śmiało.

Na miejsce pierwszego biwakowania dotarliśmy około godziny 19-tej bez przygód wszelakich w tym złych. Rozbiliśmy się z naszymi tekstylnymi chałupami jeszcze przed zmrokiem.

Wigry to wioska nad jeziorem o tej samej - o dziwo - dźwięcznej nazwie Wigry (jeszce kiedyś rowery takie były składaki). Biwakowaliśmy na polu namiotowym "U Haliny" - to nie są tanie rzeczy ale jest tam pięknie.



Do późnego wieczora docierali do nas współspływowicze. Było miło, pomijając fakt otrzymania informacji od właścicieli zagrody iż "ogniska nie będzie, bo za dużo ludzi jest". Słabo jakoś to trafiało do trzeźwych jeszcze umysłów naszych ale nie polemizowaliśmy. Wszyscy się rozbili, wypakowali, uporządkowali swoje graty i wrzucili coś na ząb. Każdy był zmęczony, więc po jednej, czy dwóch herbatach poszliśmy grzecznie spać.

cdn.

[ Dodano: 2017-08-04, 17:24 ]
15 lipca, sobota, dzień drugi

O szóstej jakieś piękne dzwonki z pobliskiego klasztoru odegrały poranne zorze, czy jakieś tam inne skoczne melodie. Obudziłem się i już zasnąć nie mogłem.

Wygrzebałem się więc z ciepłego psiwora i postanowiłem przygotować śniadanie moim pokemonom. Pierwszy poranny posiłek na tym spływie określony był w spływowym menu jako ZŚK, czyli Zestaw Śniadaniowo-Kolacyjny. Składnikami tegoż były, całkiem niezła puszka mięcha z wysoką zawartością tegoż, a małą chemikaliów, ser żółty w plastrach, dżem, jaja na twardo, kakao, herbata. Do wyboru, do koloru!
Zestaw ten przewijał się niemal każdego dnia od rana. "Kolacyjny" był dlatego, że co dzień coś tam z niego zostawało jeszcze na kolację, to dżem, to plasterki sera, itp.




Pokemony moje czyli Duży, Mądry i Kudłaty zerwali się na równe nogi około ósmej. Zerwali się jest może napisane troszkę na wyrost, poprawię więc na: wygrzebali się z pieleszy.
Po opitoleniu śniadania czekał nas caaalutki dzień laby i nic nie robienia. Czyli to co ja kocham najbardziej, gdyż bardzo lubię aktywnie spędzać czas wolny.

Na miejsce naszego biwaczenia dotarli tego dnia ostatni zapowiedziani spływowicze. Od rana do wieczora był prawdziwy chillout, niech pokażą to ryciny:
























Pogoda dopisała, bawiliśmy się przednio!

Wieczorem malutkie ognisko, pogaduchy i lulu, gdyż rano...

[ Dodano: 2017-08-05, 10:39 ]
16 lipca, niedziela, dzień trzeci

Pakowanie i przygotowywanie się do wypłynięcia.










Wystartowaliśmy przed południem, może około 11-tej. Jezioro Wigry było w miarę spokojne, wiał tylko lekki wietrzyk, było ciepło. Postanowiliśmy skorzystać z aury i na samym początku popłynęliśmy na przeciwległy brzeg zażyć kąpieli na bardzo fajnie urządzonym kąpielisku.

Później popłynęliśmy w kierunku Czarnej Hańczy i rzeką już płynęliśmy spokojnie z jej nurtem.

Było nas dużo - 17 osad. Siedemnaście kanadyjek z ludźmi i szpejem to nie w kij dmuchał!!

Po drodze robiliśmy krótkie postoje w fajnych miejscach celem kąpieli, napełniania żołądków, czy rozprostowania piszczeli.




















Docelowe miejsce biwaku mieliśmy tego dnia w okolicach Maćkowej Rudy na pięknym polu namiotowym.
Wieczorem tradycyjnie ognisko, kiełbachy, pogaduchy i drogi alkohol.

Trasa dzienna: Wigry - Maćkowa Ruda, ok. 11.60km
Mapka:
http://www.adammarczak.co...ncza_canoe.html

[ Dodano: 2017-08-06, 22:40 ]
17 lipca, poniedziałek, dzień czwarty


Pochmurno było, prognozy zapowiadały deszcz, może nawet burzę. W ciągu całego dnia było jednak ciepło, trochę pokropiło dla strachu tylko.








Tam, pod tą wiatą na drugim planie poniższej ryciny ja i Czikowski kimaliśmy w hamakach.






















Po szybkim pakowaniu popłynęliśmy w dół rzeki. Nikt smutny nie był mimo pochmurnej pogody, ze względu na to chyba, że poprzedniego dnia słońce dało nam popalić!

Pole namiotowe "U Bociana" posiadało kilka fajnych ficzerów w postaci dobrego miejsca na ognisko, wiaty, pomostu skąd można było skakać do wody, sklepu spożywczego w odległości ok. 1,5km oraz sauny.

Tak, sauna... Sauna była niewątpliwą atrakcją tego wieczora. Zarówno dla dorosłych jak i dzieciaków. Budyneczek był całkiem spory, mieściła się w nim kupa ludzi. Na pierwszy ogień szły dzieciaki, które na komendę 1,2,3 wbiegały do tego drewnianego piekarnika i po kilku, może po 10 minutach na tę samą komendę wybiegały i z wrzaskiem skakały do zimnej wody Czarnej Hańczy. I zabawa od nowa... :)

Krzyku i śmiechu było przy tym co nie miara! A i śmiesznie było!

Po kolejnej, czwartej, a może piątej już sesji w saunie i wskoczeniu do rzeki dzieciaki wybiegły na brzeg.
Aleks: No to co, lecimy jeszcze raz?
Kornel: Jeszcze raz do sauny?
A: No tak
K: No to ile razy my będziemy w tej saunie?
A: Na maksa, ile fabryka dała!

Dzieciaki jeszcze kilka razy grzały się i chłodziły, po czym zagoniliśmy je do ogniska. W saunie do późna zostali najwięksi twardziele. Przy ognisku siedzieliśmy do późnej nocy..

Tu spałem pod tarpem, w hamaku.

Trasa dzienna: Maćkowa Ruda - pole namiotowe "U Bociana" (okolice miejscowości Głęboki Bród), ok. 16.30km
Mapka:
http://www.adammarczak.co...ncza_canoe.html

[ Dodano: 2017-08-10, 07:54 ]
18 lipca, wtorek, dzień piąty

Standardowo - śniadanie, pakowanie, odpływanie. :)




Plan na ten dzień zakładał dopłynięcie w okolice wsi Dworczysko. Nic więcej. Gdzieś tam jest jakieś pole namiotowe. :)

Popłynęliśmy. Pogoda OK, ciepło. Po drodze taka sytuacja:

Na jednej z ładnych łączek przy rzece zatrzymała się na postój ekipa stonek (stonka - kajarzarze). Płyniemy sobie spokojnie, lajtowo, gdy nagle ktoś z brzegu krzyczy widząc kanadę Patryka i Marcela:

- O! Kudłaty z Dużym kapustę wiozą! :)

Pośmialiśmy się, pomachaliśmy ale płynąc dalej zaciekawiło mnie to, że Patryk (Duży) był w koszulce spływowej (na których to mieliśmy swoje imiona, nicki), a Marcel (Kudłaty) miał zwykłą, "cywilną" koszulkę najka czy innej pumy.
Ki czort pomyślałem głośno - skąd wiedzieli, że Kudłaty to Kudłaty??

Okazało się, że już wcześniej się gdzieś mijali i byli żywo zainteresowani, co my w tych beczkach wozimy... :)

Niemal do końca spływu mijaliśmy się z tą ekipą stonek, po drodze kilka razy się spotykaliśmy, podłączaliśmy się na wspólny tratwing. Częstowaliśmy się również różnymi smakołykami w postaci paluszków, piernika, tudzież drogimi alkoholami.

Nie wiadomo do końca skąd te człowieki były, bo każdy mówił co innego, w każdym razie fajna ekipa i gdyby ktoś z nich czytał te moje wynaturzenia to pozdrawiamy serdecznie!! :)






Płynęliśmy sobie spokojnie, lajtowo, dostojnie, jak na kanadyjki przystało. Okoliczności przyrody na całej długości szlaku były piękne do tego stopnia, że łza w oku się kręciła lub wprost urywało dupę.

Cieszy mnie też bardzo, że na tych spływach nikt nigdy (no prawie nigdy) nie marudzi. Wszyscy są szczęśliwi, zadowoleni, uśmiechnięci.

Szczególnie dzieci.




Po kilku godzinach płynięcia wliczając w to krótkie postoje oraz uprawianie tratwingu dotarliśmy na miejsce biwakowania. Całkiem fajne pole namiotowe ze sklepem spożywczym, którego wygląd (sklep urządzony w jakiejś budzie z ciężarówki) w żywo przypominał czasy PRL. Tylko zaopatrzenie nie przypominało. No chyba że Pewex. :)

Sklep sprawiał tak ogromne wrażenie, że aż prosił się o sfotografowanie, czego oczywiście głupi ja nie zrobiłem! Fok & [...] mać!! Najwyraźniej z tego wrażenia! :(

Na polu tradycyjnie, rozbicie chałup, żarcie i luz.
















Tego dnia również kimałem w hamaku. Przy samej rzecze. Dokładnie w tym miejscu, gdzie lansował się Czikowski. Rozwiesił swój hamak, po czym niewiedzieć czemu zwinął tenże i stwierdził, że mu się miejsce nie podoba.
Głupi. :)




Mi się podobało. Rozwiesiłem hamak, tarpa i spałem smacznie nad rzeką jak ta lala.

Wieczorem tradycyjnie ognisko, kiełbaski i różnego rodzaju delicje i pyszności.







Trasa dzienna: Pole namiotowe "U Bociana" (okolice miejscowości Głęboki Bród) - pole namiotowe w okolicy wsi Dworczysko, 14.20km
Mapka:
http://www.adammarczak.co...ncza_canoe.html
_________________
Sent from my Baobab Tree. Marshall® | Adam Marczak
Noże Condor i Mora, Kelly Kettle, krzesiwa, Zebra Billy Can
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 9