www.reconnet.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki  Rejestracja  Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Traper - romantyk czy rzeźnik
Autor Wiadomość
Zirkau 


Pomógł: 18 razy
Wiek: 106
Dołączył: 29 Maj 2010
Posty: 1984
Skąd: Zirkau
Wysłany: 2014-12-04, 11:52   Traper - romantyk czy rzeźnik

Jakoś poruszony rozmową o wnykach, pomyślałem, że wielu forowiczów, kocha buschcraft i para się mimowolnym naśladownictwem dawnych traperów. Jest strona romantyczna: piekne zachody słońca, śpiew ptaków, ubiór, zgoda życia z lasem i strona ciemna: polowania (dla jednych romantyczne same w sobie), wnyki, więcierze i inne pułapki.

Film "Ostatni Traper" pokazuje to samo od strony romantycznej, nawet zakładanie wnyków, okraszone ideologią ochrony przyrody.

Więc traper to rzeźnik czy romantyk?
 
     
Bubel 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 32
Dołączył: 08 Wrz 2011
Posty: 551
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-12-04, 12:12   

traper potrzebował mięcha zdobywanego w taki a nie inny sposób. Nie miał za rogiem spożywczaka. Pułapki były opłacalne w porównaniu do zużytej energii i szansy na zdobycie mięcha w polowaniu.
jak będziesz mieszkał w głuszy, 3 dni od najbliższej osady, w chatce którą sam zbudowałeś to osobiście nadam Ci prawo do polowania z użyciem wnyków. Do tego czasu jesteś w lesie turystą, a biorąc pod uwagę ten temat to forumowym trollem.
 
 
     
Zirkau 


Pomógł: 18 razy
Wiek: 106
Dołączył: 29 Maj 2010
Posty: 1984
Skąd: Zirkau
Wysłany: 2014-12-04, 12:19   

Bubel napisał/a:
traper potrzebował mięcha zdobywanego w taki a nie inny sposób. Nie miał za rogiem spożywczaka. Pułapki były opłacalne w porównaniu do zużytej energii i szansy na zdobycie mięcha w polowaniu.


Bzdura. Zależało mu na pozyskaniu jak największje ilości skór- z tego były pieniądze. Nie żył sobie tylko zaszyty gdzieś w głuszy. Robił to dla pieniędzy.

Cytat:
jak będziesz mieszkał w głuszy, 3 dni od najbliższej osady, w chatce którą sam zbudowałeś to osobiście nadam Ci prawo do polowania z użyciem wnyków. Do tego czasu jesteś w lesie turystą, a biorąc pod uwagę ten temat to forumowym trollem.


Dom zbudowałem sam, mieszkam 3 km od najbliższej osady, mam prawo polować w swoim obrębie. Wnykii używam, posiadam "żelazo" które stosuje przeciwko szczurom i szkodnikom w obejściu gospodarstwa - czyli zgodnie z prawem. To może mi jeszcze Inflanty zapiszesz ? :D

A skopiowałem temat, bo tutaj taki nieobecny, a w sumie to forum jest bliższe tej tematyce niż sąsiednie.

Dyskusja jak w temacie: kim był, kim jest i dokąd dąży czy też zanika traperka.
Stosując definicję wikipedii:
Cytat:
Traper – myśliwy, który za pomocą pułapek (ang. trap) poluje na zwierzęta futerkowe (lisy, norki, gronostaje itp.). Określenie to dotyczy zazwyczaj myśliwych z Ameryki Północnej (USA, Kanada), chociaż ludzi trudniących się tym zawodem spotkać można w innych rejonach świata (np. na Syberii).


Więc Bubel, nie trolluj, tylko przemyśl sprawę i napisz coś w temacie. Chyba że chcesz rozbić i ten temat. Napisz co miałeś na myśłi w taki a nie inny sposób?
Bo nie musiał łapać w ten sposób, jest i kilka innych metod, ale nie oszczędza to skór. A o skórach Ty nic nie pisałeś, tylko o mięsie. I potrzebował ich dużo więcej niż mu bezpośrednio byłyby potrzebne do życia.
 
     
Red Nose 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 47
Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 86
Skąd: Suwałki
Wysłany: 2014-12-04, 12:27   

Czy mam skopiowac co tam napisalem o traperach w XIX czy przeczytacie sami ?
_________________
 
     
Red Nose 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 47
Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 86
Skąd: Suwałki
Wysłany: 2014-12-04, 12:54   

Przede wszystkim w XIX w. nie istnialo pojecie "humanitaryzmu","ekologi","teczowych rond","brodatych kielbas" oraz innych wspolczesnych zdobyczy cywilizacji. Wszystko co chodzilo po ziemi bylo zasobem ktory mozna eksploatowac i tylko mozliwosci techniczne byly ograniczeniem.
Traperzy wywodza sie z dlugiej tradycji wczesniejszych "wood runners" oraz francuskich "courier du bouis" czyli ludzi zatrudnianych przez Kampanie Zatoki Hudsona do handlu z indianami i eksploracji terenow. Popyt na futra wsrod wyzszych sfer Europy byl zawsze duzy.
W poczatku XIX w. modne staly sie czarne kapelusze wykonane z filcu z bobrzego futra ktory nadawal im blyszczaczy specyficzny polysk.
Najdrozse kapelusze kosztowaly Londynie rownowartosc ok 200-300 dolarow. Stac na nie bylo wylacznie najzamozniejszych. W tamtym okresie farma na poludniu kosztowala ok 150-200 $ .
Bobry zyly na terenach rzek w poblizu gor, czyli na terytoriach Montany,Wyoming,Idaho,Utah,Oregon,Nevada. Byly to terytoria zamieszkale przez liczne plemiona indianskie skonfliktowane pomiedzy soba. Tereny te NIE BYLY wowczas terytorium US. Przylaczono je dopiero w drugiej polowie XIX w. Byla to ziemia niczyja , niegoscinna i obca. Aby pozyskiwac futra bobrow powstalo kilka kompanii np. Hudson Bay Company,North-West Company,American Fur Company. Firmy te zatrudnialy najemnikow ktorzy na okres 2-3 lat razem wyjezdzali na te tereny polujac na bobry.Najczesciej byli to ludzie z marginesu,dezerterzy,zolnierzez zwolnieni z armii,przestepcy i inne mety. Do tego co bardziej majetni czy obrotni ludzie organizowali swoje wlasne partie zatrudniajac swoich wlasnych ludzi. Grupy te metodycznie pladrowaly obszar zamieszkany przez bobry az do prawie wyginiecia populacji. Nastepnie nastepowal powrot z futrami do cywilizacji. Zaobserwowany iz na takim wyeksploatowanym obszarze populacja bobrow odradza sie po ok 3 latach wiec po tym okresie wyprawe ponawiano. Na bobry poluje sie w wodzie zastawiajac pulapki (trap) przed wejsciami do zeremi. Nie da sie go ustrzelic a poza tym skora musi byc cala. Stad okreslenie "trapper".
Nastepnie bobra trzeba oskorowac , skore wyprawic. Zajmuje to sporo czasu i jest ciezka praca. Wiec robota byla trudna.
Miedzy grupami poszczegolnych kompanii dochodzilo czesto do konfliktow i bitew. Indianie na dodatek zabijali wszystkich obcych na ich terenie. Bobr w wiekszosci mitologii plemion jest zwierzeciem swietym ktore pomoglo odtworzyc swiat po potopie. Stad zycie takiego trapera podczas pozyskiwania bobrow bylo wystawione na ciagle zagrozenie. Generalnie wracalo ich ok 20-30 %. Co wiecej ci ktorzy przetrwali Indian,choroby,warunki pogodowe,kolegow z konkurencyjnej partii czesto konczyli z reumatyzmem stojac godzinami w zimnej wodzie potokow.
Ci ktorzy wracali zostawali bogaczami. Skory bobra skladalo sie w stos ktory nastepnie prasowano w celu transportu. Za taki pakiet placono ok 60-80 $ traper przywozil ok 2-3 pakietow. Czyli w jeden sezon mogl zarobic na farme , porzucic ryzykowne zajecie i zostac statecznym obywatelem na swoim. Lub wrocic na kolejna wyprawe. Najlepsi zarobili ok. 2000-3000 $. Oczywiscie najwiecej zarabialy kompanie ktore np. kroily traperow bez litosci. Dostarczaly sprzet i wyposazenie na wyprawe po zawyzonych cenach a zobowiazania calej partii potracali z przyszlego dochodu po powrocie. Nie mowiac o roznicy cenowej miedzy kupionym futrem a wyprodukowanymi kapeluszami. Traperzy zreszta jak przystalo na prawdziwych wyrzutkow spoleczenstwa nie potrafili zagrzac miejsca ani wpasowac sie w ramy spoleczne ktore porzucili i czesto wracali do zajecia. Raz w roku po sprzedazy skor robili wielkie spotkania zwane "rendez vous" a ktorych bawiono sie, pito,handlowano,wymieniano informacje itp. Jedna wielki bibka. Oczywiscie wiekszosc zarobionej kasy szla na przelew.
Zjawisko trwalo przez ok. 30 lat czyli do lat 1840 kiedy to zmienila sie moda, kapelusze z bobrzego filcu staly sie niemodne i popyt na nie spadl prawie do zera. Traperzy stali sie bezrobotni. Jednak w historii USA zaczal sie nowy okres czyli migracja na zachod do Kaliforni. Traperzy ktorzy znali tereny zaczeli byc zatrudniani jako przewodnicy poszczagolnych grup osadnikow w drodze do nowego swiata. Ale to juz odrebna historia.
Gdyby porownac to do jakiegos wspolczesnego zajecia to podbne do traperstwa bylyby np. przemyt narkotykow z Afganistanu czy diamentow z Konga.Mozna szybko sie dorobic lub stracic glowe.
Wspolczesni traperzy to zwykli pozyskiwacze futer ktore jednak sa pod scisla kontrola,aby nie zaszkodzic gatunkom futerkowym.
Nie ma w tym nic z romantyzmu,przygody.Jeszcze mniej bylo w XIX w. Oczywiscie Holywood nawet z glupiego Tytanica zrobilo romantyczna przygode , ale zejdzmy na ziemie - co to za przygoda ,zatoniecie okretu

Podsumowujac - rzeznik i na dodatek aspoleczny
_________________
Ostatnio zmieniony przez Red Nose 2014-12-04, 14:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
niszka 


Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 16 Maj 2013
Posty: 289
Skąd: z pomiędzy
Wysłany: 2014-12-04, 13:18   

Bardzo ciekawy wywód, Red Nose, dziękuję za wklejenie. Choć nie spieszę się ze zgodzeniem z wnioskiem postawionym na końcu.

W ogóle cieszę się Zirkau, że zapodałeś temat. Mam nadzieję, że nie zostanie zbyt szybko zakrzyczany i zbojkotowany :)

Bubel, mam problem z komunikatami przez Ciebie nadawanymi, mogę Cię prosić, byś się jakoś ustosunkował do Twojego poniższego wpisu z innego wątku:

Cytat:
jeśli o mnie chodzi: wiele razy "na sucho" zakładałem i testowałem podstawową pętlę z drutu rozwieszaną na łąkach na ścieżkach deptanych przez zające (pełno ich u mnie za domem).
Prosta pętla z drutu która pod naciskiem zaciska się na ofierze. można testować własną ręką. Do tej pory najwięcej trudności sprawiło mi montowanie na terenie trawiastym w taki sposób by zwierzę nie mogło się wyrwać wraz z wnykiem.


w kontekście tego, co piszesz tutaj?

Cytat:
jak będziesz mieszkał w głuszy, 3 dni od najbliższej osady, w chatce którą sam zbudowałeś to osobiście nadam Ci prawo do polowania z użyciem wnyków. Do tego czasu jesteś w lesie turystą, a biorąc pod uwagę ten temat to forumowym trollem.


Bo, z tego co rozumiem, sam ćwiczysz zakładanie prostych pułapek - po co? No i druga sprawa - skoro nie chcesz nic w nie złapać, to dlaczego zakładasz je właśnie na ścieżkach zajęczych?
_________________
http://alchemiawolnosci.blogspot.com/
 
     
Sikor 


Pomógł: 4 razy
Dołączył: 29 Wrz 2014
Posty: 219
Skąd: Radom
Wysłany: 2014-12-04, 13:40   

Po przeczytaniu tego elaboratu trudno coś dodać, a tym bardziej ująć 8-)
Pewnie znalazłoby się kilku traperów, którzy zaczynali jako romantycy (agitacja działała), ale w najlepszym przypadku kończyli jako rzeźnicy. Chociaż ja bym ich nie nazywał rzeźnikami, po prostu robili swoje, żeby przeżyć.
_________________
Krótko i na temat.
 
     
niszka 


Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 16 Maj 2013
Posty: 289
Skąd: z pomiędzy
Wysłany: 2014-12-04, 14:04   

No właśnie - "rzeźnik" ma jakiś taki zły wydźwięk.

Choć przecież rzeźnik też fach wykonywany niekoniecznie przez sadystycznych i bezdusznych morderców ;)

No i, co słusznie zauważył tre33 traper traperowi nierówny ;) Też bym chciała wiedzieć, czy rozmawiamy przede wszystkim o pierwowzorze (wtedy zamieniam się z marszu w czytelnika łaknącego kapki historii) czy o "traperstwie" współczesnym.
_________________
http://alchemiawolnosci.blogspot.com/
 
     
Red Nose 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 47
Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 86
Skąd: Suwałki
Wysłany: 2014-12-04, 14:28   

Wspolczesne traperstwo w niczym nie przypomina pierwowzoru. Wspolczesnie jest to na nieduza skale,ilosc zwierzyny jest bardziej kontrolowana niz trzebiona. Zwlaszcza iz zwierzeta futerkowe to najczesciej gatunki niezbyt cenne dla ekosystemow (nie jestem ekologiem wiec moge sie mylic). Wiekszosc futer i tak pochodzi z hodowli. Dochod nie jest jakis oszalamiajacy.
Co ciekawe w XIX w. Rosji carskiej istnial rownie duzy przemysl futrzarski na Syberii.
Rosyjski odpowiednik traperow to "promyszliennik" (dzisiaj przetlumaczylibysmy to na "przemyslowiec"). W Rosji byl to rzeczywiscie przemysl z faktoriami i ogromnymi zyskami.
Niestety Mosfilm nie wykreowal postaci promyszliennika tak jak zrobilo to Hollywood z traperem :)
Rosjanie po prostu nie potrzebuja mitu zalozycielskiego jakim jest zdobywanie pogranicza w kulturze amerykanskiej.
_________________
 
     
lukas123z 


Dołączył: 27 Gru 2013
Posty: 56
Skąd: Opalenica/woj.wlkp
Wysłany: 2014-12-04, 15:44   

A ja dla zainteresowanych polecam książkę Arkadyego Fiedlera "Kanada pachnąca żywicą". Z tego co wiem to jest dość znana, ale jeśli ktoś nie czytał to dość dużo o traperach i sprawach w okół nich w niej jest.
Jak na przykład to że Indianie nie tylko wyżynali traperów, ale i sami często pozyskiwali skóry i aby kupić za nie strzelbę musieli ich mieć tyle że ułożone na sobie były jej wysokości (łatwo domyślić jaki zysk z tego miała owa "Hudson Bay Company" szczególnie że specjalnie robili dla Indian takie z dłuższymi lufami). Albo historia pewnego trapera który trochę niechcący udomowił wraz z żoną Indianką kilka bobrzątek, zaliczył zwrot o 180 stopni i był chyba jednym z głównych powodów zakazania polowań na nie.
 
 
     
Zirkau 


Pomógł: 18 razy
Wiek: 106
Dołączył: 29 Maj 2010
Posty: 1984
Skąd: Zirkau
Wysłany: 2014-12-04, 16:54   

Jak już omówiliśmy kim byli i są traperzy może omówimy rodzaje pułapek jakie stosowali?
 
     
Dźwiedź 
brat cebka


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 22 Wrz 2013
Posty: 709
Skąd: GoldenCity
Wysłany: 2014-12-04, 17:42   

Red Nose, - zawęziłeś temat do pierwszych mieszkańców "juesej" - w większości ludzi, którzy nie radzili sobie na starym lądzie i szukali szczęscia za oceanem, nieżadko musieli go szukać bo w Europie czekał ich stryczek, ewięc razcej do "grzecznych" nie należeli i tłukli wszystko co im wlazło pod lufę bez różnicy zwierz czy człowiek - wbrew temu co pokazują nam westerny z Johnem Waynem.

Ale byli też inni, do dziś mieszkający np w regionach dalekiej północy, czy syberyjskich krainach.
Z filmowym romantyzmem to to ma niewiele wspólnego ale nazywając ich zwykłymi rzeźnikami jest co najmniej niewłaściwe i mowa nie tylko o tych dzisiejszych ale i o ich przodkach traktujących tajgę jak religię.

Co do rzekomego braku filmów o syberyjskich traperach to polecam "Dersu Uzała" - postać historyczna, najciekawiej przedstawiona w filmie wyreżyserowanym przez Akiro Kurosawę ( w moim avatarze kadr z właśnie tego filmu ).
Naprawdę gorąco polecam.

Jest też trochę filmów rosyjskojęzychnych - pięknych - ale nie ma w nich pościgów samochodowych i strzelanin więc nie są znane w naszym kinie. :-(
Mam przyjemność znać ten język więc możecie tylko pozazdrościć możliwości ich oglądania :-P

Zirkau, -w filmie "Dersu Uzała" też trochę o pułapkach jest i parę patentów surwiwalowych, sporo z nich wykorzystywałem.
_________________
BUK, HUMOR i DZICZYZNA
 
     
Michal N 
Metyl Podgrzybek


Pomógł: 10 razy
Wiek: 40
Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 1260
Skąd: Warszawa-Mokotów
Wysłany: 2014-12-04, 18:00   

Tak mi się przypomniały "Opowieści ogniskowe" Hakasa,
http://www.reconnet.pl/viewtopic.php?t=248
_________________
 
 
     
Zirkau 


Pomógł: 18 razy
Wiek: 106
Dołączył: 29 Maj 2010
Posty: 1984
Skąd: Zirkau
Wysłany: 2014-12-04, 20:09   

Romantyzm będzie zawsze, gdy jest tęsknota za dawnymi czasami. A ludzki umysł pamięta miłe chwile. Życie bywa ciężkie a ludzie różni. Nawet współczesne myślistwo nie zabija a pozyskuje zwierzynę.

Ja uwielbiam traperów jacy są opisani w "Ostatni Mohikanin", "Pionierowie" czy też u Wernica.

Jeżdża po świecie, podróżują, a w sumie informację skąd posiadają pieniądze jest zawsze głeboko zakumuflowane, półgębkiem opowiedziane.

Co do pułapek. Traperstwo ma się tak do myślistwa jak rybaczenie do wędkarstwa.

Jedne z najbardziej niebezpiecznych, to tzw. żelazo. W druciane, często wejdziemy i jeśli na spokojnie to się uwolnimy bez szwanku. Te natomiast były czasem też przyczyna zakończenia kariery nawet tych co sami je zakładali:


Do treningu to mozna takie pułapki zakładać, które nie robią krzywdy:
 
     
Dźwiedź 
brat cebka


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 22 Wrz 2013
Posty: 709
Skąd: GoldenCity
Wysłany: 2014-12-04, 21:34   

Na tą ostatnią ( tyle że z kosza wiklinowego ), za dziecka, łapaliśmy cukrówki - tak nazywaliśmy dzikie gołębie, nie wiem czy to poprawna nazwa ale tak je nazywaliśmy - często wydziobywały ziarno kurom więc trzeba było sie jakoś nimi zająć.
_________________
BUK, HUMOR i DZICZYZNA
 
     
Parthagas 
kumpel staffików


Pomógł: 7 razy
Dołączył: 28 Sie 2007
Posty: 785
Skąd: Mława
Wysłany: 2014-12-04, 21:38   

Jako dziecko testowałem pułapkę na ptaki, podpatrzoną z jakiejś książki o Indianach. Uprościłem ten patent wyzyskując obręcz od roweru. Zamiast szprych dałem pręciki z drutu stalowego w ten sposób, by utworzyła się kratka, jak w rakiecie tenisowej. Między oczka małe wnyki z plecionki stalowej, całość przywiązana do trzech kamieni. Podsypałem pszenicy i czekałem na kury. Pierwszy wpadł gołąb, potem dwie kury. Po zadowalających testach zwierzaki wypuściłem, a pułapkę wyrzuciłem.
_________________
"Mężczyzna musi mieć nałogi, najlepiej wyszukane, w przeciwnym wypadku nie ma się z czego wyzwalać."
http://prymitywnetechnikiprzetrwania.blogspot.com/
 
     
Red Nose 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 47
Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 86
Skąd: Suwałki
Wysłany: 2014-12-04, 21:48   

Kolega Zirkau przedstawil wspolczesna polapke zywolowna , jedyna dopuszczalna w polskim prawie i przepisach dotyczacycych wykonywania polowan.

Pulapki uzywane przez traperow to wspomniane zelazo :




Traper zabieral na wyprawe kilkadziesiat takich pulapek w roznych rozmiarach ktore rozmieszczal wokol zeremi i musial je codziennie obchodzic. Pulapki byly bardzo cenne, indianie je zdejmowali ,zabierali inni traperzy czy po prostu gubily sie. Bez pulapek nie bylo bobrow,bez bobrow - kasy.
Bobr nie byl wyzywieniem,raz na jakis czas traper ustrzelil jelenia czy inne ptactwo.
Generalnie na wyprawe traperzy zabierali ,kawe ,cukier ,alkohol, proszek do mycia zebow,make itp. zdpbycze owczesnej cywilizacji.
Ubiory traperow w luznym stopniu nawiazywaly do stylu spotkanych plemion,najczesciej byly roznokolorowe i krzykliwe,popularne byly koszule z bawelny calico zdobionej we wzory,dosyc drogi arykul w tamtych czasach. Traperzy unikali uzywania i stosowania ubiorow czy akcesorii pochodzacych od plemion, chociaz czesto otrzymywali takie w drodze wymiany handlowej. Spotkanie z wroga grupa indian posiadajac np. banalny woreczek od przeciwnego plemiona konczylo sie smiercia.Indianie traktowani byli jako prymitywni tubylcy,wrogowie, a kontakty handlowe byly wylacznie narzedziem dyplomacji i zapewnienia sobie wzglednego spokoju.Traperzy gardzili indianami i vice versa. Obraz trapera wspolzyjacego z plemionami jest falszywy. Traperzy czesto zyli z kobietami indianskimi ale otrzymywali je w drodze handlu co bylo normalna praktyka tamtych czasow.Czesto sprzedawali je lub wymieniali podczas rendez vous. Nie wplywalo to w zaden sposob na stosunki z plemieniem z ktorego pochodzila kobieta.
Traperstwa nie mozna w zaden sposob mylic z myslistwem czy ekologia.
Byl to wylacznie przemyslowy sposob pozyskania futer i dochodowy interes.
Kopalnia wiedzy - rowniez dokumentów historycznych na ten temat jest http://www.mtmen.org/

A tutaj link do amerykanskiej grupy rekonstrukcyjnej ktora jest nasza inspiracja i wzorem
Robia to bardzo dobrze i poki co duzo na brakuje do ich poziomu ale staramy sie.

Kiedys tak sobie dyskutowalismy na temat tego czym sie roznily umiejetnosci trapera od survivalu. I doszlismy do wniosku ze survival koncentruje sie na przezyciu przy minimalizacji zasobow a traperzy koncentrowali sie na maksimum przyjemnosci i wygody przy posiadanych zasobach. Czesto z boku wyglada podobnie dla kogos kto widzi nas spiacych zima w sniegu w futrze i na galazkach. Ale dla nas istotne jest jak to zrobic zeby bylo milo i przyjemnie i zawsze wolimy wybor cieplejszej opcji jezeli jest dostepna.

[ Dodano: 2014-12-04, 23:03 ]
lukas123z napisał/a:
Albo historia pewnego trapera który trochę niechcący udomowił wraz z żoną Indianką kilka bobrzątek, zaliczył zwrot o 180 stopni i był chyba jednym z głównych powodów zakazania polowań na nie.

Grey Owl - nie do konca traper bo byl to angielski chlopak ktory naczytal sie romantycznych powiastek na ten temat i wyjechal do USA w latach 20-tyhc XX w.
Zwiazal sie z kobieta z plemienia Ojibwa i bawil sie bushcraft itp. W pewnym momencie zajal sie ochrona przyrody i mistycyzmem.
Poza romantyzmem i wiedza z zakresu bushcraftu jego historia nie ma nic wspolnego z traperstwem. Ot barwna postac ale nic nie wnoszaca.
_________________
 
     
steppenwolf 


Dołączył: 13 Lip 2010
Posty: 198
Skąd: mazowieckie
Wysłany: 2014-12-04, 23:53   

Czy w naszym kraju jest w obiegu termin traper? Moja skromna wiedza przemawia za twierdzeniem, że tak nie jest; szybciej można mówić o kłusowniku. Jedyne dziewicze tereny do odłowu zwierzyny, to parki narodowe, a te – rzecz oczywista – są chronione. Mój ojciec, człowiek nawykły do pozbawiania życia zwierzyny, miał jedynie problem z zabijaniem owiec i baranów (ich milczenie). Wieprzki i dawcy wołowiny z własnego chowu, to nie była gorzka pigułka do przełknięcia. Kiedy jednak we własnym lesie napotykał wnyki (mimo 83 lat nadal codziennie odwiedza las), ostro i aż do skutku zwalczał to zjawisko. Czy byłby dobrym traperem? Myślę, że gdyby żył w Stanach, bądź w Kanadzie, takim by był.
Mam za sobą przeczytanie „Wadery” i „Rudogrzywej ……” Piotra Kordy, szeregu książek Fiedlera, Szklarskich i innych. Przede mną leży powieść Grey-Owla „Pielgrzymi puszczy” (jeszcze nie przeczytana) i przyznam, że lektura tych i innych powieści czyni traperstwo czymś romantycznym, chociaż kiedyś był to po prostu sposób na życie.
I na deser: w dzieciństwie pomagałem ojcu w 'świnobójstwie', a teraz co najwyżej zabiję kurę, a królica już drugi rok biega swobodnie w obrębie obejścia, będąc samowystarczalną, pominąwszy okres zimowy, kiedy trzeba jej coś podrzucić. Ekonomika każe ją pozbawić życia, ale nie potrafię tego zrobić; gdy tym czasem żona zabijała i królika i przedstawicieli rodu koziego. Konieczność sprawiłaby, że stałbym się traperem nie z powodu tęsknoty za czymś, co minęło, lecz z potrzeby chwili. Na początku byłoby to bardzo bolesne. Wiązałoby się z zachowaniem podobnym do tego typowego dla Indian (prośba o przebaczenie za pozbawienie życia, podyktowanego przymusem – „zabijam, by żyć”). Z czasem weszłoby to w krew.
Czy w naszym kraju jest w obiegu termin traper? Trzeba byłoby pogrzebać w historii Polski, by stwierdzić od kiedy lasy i zwierzyna zamieszkująca ją, stała się własnością panującego władcy.
 
     
Sikor 


Pomógł: 4 razy
Dołączył: 29 Wrz 2014
Posty: 219
Skąd: Radom
Wysłany: 2014-12-05, 00:45   

steppenwolf napisał/a:
Trzeba byłoby pogrzebać w historii Polski, by stwierdzić od kiedy lasy i zwierzyna zamieszkująca ją, stała się własnością panującego władcy.

W czterotomowej epopei Antoniego Gołubiewa pt. "Bolesław Chrobry" jest mowa o tych sprawach. Mówiąc krótko, wszystko należało do władcy. Chociaż z wyegzekwowaniem tego narzuconego prawa były duże trudności.
Ale romantyzmu nie było. Bo korzystanie z "zasobów naturalnych" obywało się pod kontrolą przedstawicieli władcy. To był dziki kraj. Jeszczce nie wszyscy byli wyznawcami Jezu Chrysta.
_________________
Krótko i na temat.
 
     
filon1995 

Dołączył: 29 Lis 2014
Posty: 8
Skąd: Mazowsze/Mszczonów
Wysłany: 2014-12-05, 02:11   

A ja uważam że romantyzm życia na odludziu to kwestia ukształtowania gustu. Moim zdaniem traper to zwykły człowiek który obrał taką drogę życiową i tyle. W filmie ostatni traper jest ukazane piękno przyrody i styl życia. Była też scena ukazana czy zostaje i żyje swoim życiem czy będzie żyć w mieście i pracować. Jeżeli chodzi o Polskę to naszymi traperami byli chłopi. Mimo zakazów władców budowali oni proste konstrukcje które dawały im pokarm i skóry. Reasumując nie mogę porównać go ani do romantyka ani do rzeźnika bardziej stoika. Ale to moja skromna opinia;).
 
     
Zirkau 


Pomógł: 18 razy
Wiek: 106
Dołączył: 29 Maj 2010
Posty: 1984
Skąd: Zirkau
Wysłany: 2014-12-05, 08:34   

Pięknie ktoś opisał gdzie kończy się romantyzm a zaczyna prawdziwe życie ktoś w opowiadaniu "Zima w Bieszczadach" a tu mała próbka tekstu:
Cytat:
12 sierpnia.
Przeprowadziliśmy się do naszego nowego domu, Boże jak tu pęknie. Drzewa wokół wyglądają tak majestatycznie. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy pokryją się śniegiem.

11 listopada.
Wkrótce zaczyna się sezon polowań. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś może chcieć zabić cos tak wspaniałego, jak jeleń.....

4 stycznia ....
Powinni powystrzelać te pieprzone zwierzaki. Ze tez myśliwi nie rozwalili wszystkich w sezonie!

18 maja
Przeprowadziłem się z powrotem nad morze. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś kto ma odrobinę zdrowego rozsądku, może mieszkać na jakimś zadupiu w Bieszczadach.


Nazywanie kłusownictwem używanie wnyków to jest w Polsce, gdzie prawo reguluje sposób pozyskania zwierzyny. Ale nie widzę nic złego w nauce stawiania takich pułapek. Człowiek w wojsku uczy się nie takich rzecz. Chodząc do sekcji MMA, karate, BJJ i Kravmaga itp. tez uczymy się robić krzywdę bliźniemu a jednak bez potrzeby nie wykorzystujemy tych umiejętności. Bo to nie wnyki tworzą czy ktoś jest kłusownikiem. A chęć pozyskania zwierzyny która jest mu nie należna. Stosując łapkę na myszy nikt nie nazywa Was kłusownikiem. Więc proszę też nie stawiajcie znaku "=" między wnykami a kłusownikami. Bo kłusownikami są też nieuczciwi myśliwi, co obywają się bez wnyków.
Jednakże by te wszystkie pułapki były skuteczne musimy nauczyć sie biologi zwierząt - czy są są duże, silne, którędy chodzą, co najbardziej lubią...., co jest ich słabym punktem.
 
     
Red Nose 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 47
Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 86
Skąd: Suwałki
Wysłany: 2014-12-05, 08:47   

Moim zdaniem kierujecie sie podobienstwami ale calkowicie blednie.Traper to nie ktos kto chodzi po lesie i zaklada wnyki zeby dorobic do renty. To nie mysliwy polujacy z przyjemnosci, czy zeby kontrolowac populacje.To nie eremita szukajacy samotnosci.
To zjawisko XVIII-XIX w. zwiazane z handlem futrami. To tak naprawde najnizszy w hierarchii pracownik pewnej galezi przemyslu. Jak wielkiej ? John Jacob Astor zaczal bawic sie w handel futrami z poczatku XIX w. Zaczal organizowac partie traperskie a potem w miare rozwoju interesu siec faktorii. Zyski ktore z tego czerpal inwestowal w nieruchomosci. Z czasem stal sie najwiekszym posiadaczem nieruchomości w Nowym Jorku i pierwszym w historii uSA multimilionerem.
Te zjawisko z przed 200 lat ma niewiele wspolnego z dzisiejszym traperstwem.Technicznie wciaz wyglada to podobnie ale nie a skala,zasieg zjawiska i mentalnosc.
A najwiekszym nieporozumieniem jest laczenie trapera z wielbicielem indian,przyrody i ekologii. To wszystko byly przeciwnosci z ktorymi musial walczyc.
_________________
 
     
MlKl 


Pomógł: 14 razy
Dołączył: 19 Paź 2010
Posty: 605
Skąd: Błonie
Wysłany: 2014-12-05, 08:53   

O traperstwie na terenach dzisiejszej Polski można pewnie mówić mając na myśli czas wędrówki ludów ok V w naszej ery. Opustoszałe po odejściu Gotów i Wandalów tereny przez ok sto lat były stopniowo zasiedlane przez Słowian. Resztki germańskich osadników robiły za Indian. Słowem - warunki porównywalne z zasiedlaniem Dzikiego Zachodu. Już w VIII wieku istniały silne ośrodki władzy lokalnej i kształtowały się zręby państwa. I mniej więcej od tej pory miejsce trapera zajął kłusownik, w wersji legalnej - książęcy, czy królewski łowczy.
_________________
Spieszcie kochać moderatorów - tak szybko odchodzą...
 
     
Red Nose 


Pomógł: 1 raz
Wiek: 47
Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 86
Skąd: Suwałki
Wysłany: 2014-12-05, 10:10   

Polowanie za pomoca pulapek,sidel itp. bylo obecne we wszystkich kulturach na przestrzeni tysiacleci. Jest to bardzo pierwotna forma polowania. Jednak jest roznica miedzy polowaniem na wlasne potrzeby i lokalnej spolecznosci a zbiorowym zjawiskiem zorganizowanym do rozmiarow przemyslu. Patrzenie przez atrybut pulapki prowadzi do niewlasciwych skojarzen.
_________________
 
     
Zirkau 


Pomógł: 18 razy
Wiek: 106
Dołączył: 29 Maj 2010
Posty: 1984
Skąd: Zirkau
Wysłany: 2014-12-05, 10:18   

Kwestia pułapek a etycznego podejścia. To np. zdaje się przerażające, ale dopóki polowali Indianie nie miało wpływu na liczebność stad:


jednak, biali potrafią zawsze przedobrzyć:
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.15 sekundy. Zapytań do SQL: 11