www.reconnet.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki  Rejestracja  Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Poza systemem
Autor Wiadomość
Hillwalker 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 43
Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 270
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2011-05-31, 09:14   Poza systemem

POZA SYSTEMEM część 1


Mam na imię Stanisław. Stuknęła mi sześćdziesiątka, jakiś czas temu. Nie owijając w bawełnę, mam już 62 lata. Jak na dziadka, wpadłem na dość nietypowy pomysł. Otóż po odchowaniu dzieci, zapewnieniu sobie bytu na skromnym lecz znośnym poziomie, wpadłem na pomysł, by przeżyć coś odmiennego od dotychczasowych doświadczeń, mianowicie oderwać się na jakiś czas od cywilizacji.

Mam bardzo krytyczny stosunek do tego, co nazywamy współczesnym społeczeństwem. Długo mógłbym się rozwodzić nad absurdami, w jakie popadło już dawno temu, ale wyszłoby na to, że jestem starym prykiem, który nie rozumie Nowego Ładu. Więc dość marudzenia.

Żona po usłyszeniu mojej decyzji, załamała ręce i stwierdziła:

- Mogłeś nie czytać tylu książek tego Pałkiewicza.

Strzał jak kulą w płot. Pałkiewicz w żadnym razie nie miał w mojej decyzji udziału. To podróżnik, szukający ambitnych wyzwań, kontaktu z innymi kulturami, wreszcie prawdziwy, może jeden z ostatnich, łowca przygód niczym z kart dawnych awanturniczych powieści. Ja pragnę jedynie pobyć z dala od zgiełku i codziennych małych problemów. Zresztą myśl taka obijała mi się w głowie od dziesięcioleci, a wtedy jeszcze nie znałem nazwiska naszego, jak to się teraz mówi, explorera. Po skończeniu trzydziestki troski przeciętnego człowieka stawały mi się coraz bardziej obce, choć przecież sam tkwiłem w krzątaninie, pracując na to, by utrzymać rodzinę.

Zawsze jednak hołdowałem minimalizmowi.

Po prostu w wieku dojrzałym pomyślałem, by na kilka miesięcy ten minimalizm posunąć poza granice akceptowane przez większość.

Gdzie zatem osiąść, by w czasie trwania tego swoistego eksperymentu nikt nie zawracał mi, hmmm, głowy? Wyobraziłem sobie jedną z bezludnych norweskich wysepek. Surowa natura, ale też mniej dzikiej i niebezpiecznej zwierzyny. Zresztą czy można sobie wyobrazić miejsce lepsze do samotnego pobytu niż wyspa? Rozważałem długo taki plan, niestety rozbił się on o finanse oraz kwestie organizacyjne. Nie uważam, bym potrafił zapewnić sobie wystarczającą ilość pożywienia bez możliwości otrzymywania go ze źródeł tradycyjnych, czyli np. hipermarketu. Tu na usta czytelnika powinien wystąpić uśmiech. Cóż, to jest właśnie dla człowieka miejsce zdobywania jadła- sklep. Zastąpił on pokolenia temu dziewiczą puszczę, a w wielu przypadkach i pole.

Pobyt na wyspie zakończyłby się zażartą walką o przetrwanie, tymczasem w założeniu miało to być odosobnienie kontemplacyjne, chciałem mieć czas na czytanie, na spacery, nie mieć za to w zasięgu wzroku i słuchu innych mediów.

Czy w Polsce to jest w ogóle możliwe? Zaszyć się w lesie, zbudować szałas i w nim mieszkać? W ciągu kilku miesięcy z pewnością znalazłby mnie albo leśniczy, albo przypadkowy grzybiarz lub co gorsza wielbiciel militariów. Więc może pobyt w jaskini? Gdzie jednak znaleźć taką spokojną, nie odwiedzaną przez pijaczków, studentów, turystów, grotołazów... Żyjemy w gęsto zaludnionym kraju. Już moje marzenia zaczynały się rozwiewać, kiedy jeden z moich kolegów, poznany jeszcze w czasach szkolnych, podsunął mi pewien pomysł:

- Jedź na wieś.

Zaprotestowałem, nie chciałem wejść między ludzi, poza tym społeczności wiejskie są hermetyczne i w sumie ludzie wcale nie lepsi od miastowych. Nie dał się jednak zbić z tropu, a przygotował mocne argumenty:

- Posłuchaj, mój syn kilka lat temu kupił kawałek ziemi na Jurze. Postawił domek letniskowy, taką chatkę. Planował jeździć tam na urlopy, no niestety jego życie zawodowe potoczyło się tak, że musiał wyjechać do stolicy, tam wziął kredyt, kupił mieszkanie. Domek stoi zupełnie ostatnio nie wykorzystywany. Porzuć myśli o zamieszkaniu na wyspie Robinsona czy w saharyjskiej oazie. Śmiej się jak chcesz, ale powiem ci, że to jest skrajne zadupie, do innych najbliższych zabudowań z kilometr, jeśli nie liczyć opuszczonego przed laty przysiółka, który składa się z kilku zrujnowanych chat. Teren urozmaicony, nie uświadczysz płaskiego fragmentu, w okolicy oprócz pól liczne obrośnięte dookoła drzewami grupy skał, nawet ponoć jakieś ruiny tam są. Do najbliższego miasteczka pięć kilometrów. Domek nie stoi przy drodze, od szosy prowadzi do niego polna droga. Śmiem przypuszczać, że nikt, zupełnie nikt nie przechodzi w pobliżu. Chyba że złodzieje, tylko że tam nie ma co kraść. Turystów nie spotkasz, sporo szlaków na Jurze, lecz nie w okolicy tej działki. Wzmożony ruch to pewnie panuje w czasie żniw, ale przecież nikt pod chałupę kombajnem nie podjedzie, o ile pamiętam, teren nie jest duży lecz ogrodzony niskim płotem.

- Wiesz, to może nie jest taki zły pomysł...

- Stasiek, to jest doskonały pomysł. W Polsce jest jeszcze sporo dziur zabitych deskami, gdzie nawet psy szczekają nie tą stroną co trzeba... Zadzwonię do syna, ale jestem pewien, że nie będzie miał nic przeciwko, a pewnie nawet się ucieszy, że ktoś tam trochę uporządkuje teren, popilnuje. Tylko od razu mówię, nie licz na wygodę. Jest tylko zimna woda. Brakuje prądu, ogrzewania...

- To bardzo dobrze. Wygodę to mam w domu, nie tego szukam.

- A kiedy chcesz wyruszyć?

- Rozpocznę pobyt, oczywiście jak upewnisz się, że mogę tam pomieszkać, we wrześniu.

- To za dwa tygodnie. Wspominałeś o kilku miesiącach?

- Pół roku.

- No tak. Hmm. Co na to żona?

- Uznała mnie za starego wariata.

- To może ja się nie wypowiem. Nie bierzesz telefonu? Radia?

- Nic z tych rzeczy. Komórki i tak nie naładowałbym. Wiem, zastanawiasz się, co będzie, jeżeli poczuję się źle. Cóż. Niezbadane są boskie wyroki. Pogotowie i tak jechałoby tam ze dwie godziny, znając nasze standardy. Na wszelki wypadek zrobię sobie badania lekarskie, czy nie ma przeciwwskazań. Czuję się zdrowo i młodo, także nie ma co snuć tragicznych scenariuszy. Jeśli chodzi o ekwipunek, to zabiorę dość dużo rzeczy, mam już orientacyjny spis. Zrobimy ze trzy kursy i zostawimy wszystko na miejscu. Będę miał jeszcze do ciebie taką prośbę, żebyś w ciągu tego półrocznego okresu trzy albo cztery razy dowiózł mi dodatkowy prowiant, oczywiście zostawię ci pieniądze. Poza tym mówiłeś, że w odległości pięciu kilometrów jest miasteczko, więc może będę tam czasem zaglądał. Ze względu na żonę skorzystam z pocztowego telefonu żeby powiedzieć, że wszystko w porządku.

- Możesz liczyć na wszelką pomoc z mojej strony.

- Wdzięczny ci jestem bardzo. Uprzedź syna, a ja przygotuję wszystko, co będzie mi potrzebne.




Ciąg dalszy nastąpi w niedzielę.
Cały tekst będzie podzielony na sześć części.
_________________
" YOU create your own reality "
 
     
Michal N 
Metyl Podgrzybek


Pomógł: 10 razy
Wiek: 37
Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 1259
Skąd: Warszawa-Mokotów
Wysłany: 2011-06-01, 10:29   

Ciekawie się zapowiada, wczułem się :-) Czekam na dalsze części.
_________________
 
 
     
Pratschman 


Pomógł: 2 razy
Wiek: 28
Dołączył: 01 Gru 2009
Posty: 227
Skąd: Jarocin/Poznań
Wysłany: 2011-06-02, 18:48   

Ho ho, coś współczesnego, koniec kultur prymitywnych Hakasa :-D
_________________
https://picasaweb.google.com/pratschman

http://kuchniawterenie.blogspot.com/
 
     
Młody 
161 crew


Pomógł: 12 razy
Wiek: 27
Dołączył: 01 Sty 2009
Posty: 910
Skąd: Tychy
Wysłany: 2011-06-03, 11:06   

No i narobiłeś mi chłopie smaka na dalszą część, z niecierpliwością czekam do niedzieli.
_________________
Forum to nie agencja towarzyska-NIE DOGODZIMY KAŻDEMU !

Życie należy przeżyć tak, aby gołębie przelatujące nad Twoim grobem zesrały się z wrażenia.
https://www.fasttrans.com.pl/
 
 
     
thrackan 
Manufaktura strużyn


Pomógł: 10 razy
Wiek: 32
Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 936
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-06-05, 12:37   

Werble już grzmią i gawiedź w oczekiwaniu się zbiera...
Już jest dzień od dawna zaznaczony w kalendarzu... :-D
_________________
Kilka zdjęć: http://www.23hq.com/thrackan/album/list
 
 
     
Hillwalker 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 43
Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 270
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2011-06-05, 16:38   

POZA SYSTEMEM część 2


Piotr, mój przyjaciel i współorganizator nietypowej eskapady, odjechał. Był to trzeci i ostatni kurs niedużym samochodem dostawczym, wraz z ostatnią partią ekwipunku i mną samym. Zamierzam pozostać tutaj pół roku. Jest pierwszy września, dzieci idą do szkoły, młodsze z radością, starsze wręcz przeciwnie, a ja, facet w wieku dość słusznym, kazałem się wywieźć w jurajską głuszę, by posmakować życia surowego, sprowadzić swoje potrzeby do podstawowego, właściwego człowiekowi poziomu. Zastanawiam się, czy to normalne. Większość osób, z którymi rozmawiałem, stukało się w czoło. Cóż, widząc jak funkcjonuje demokracja, pocieszam się, że statystyczny obywatel zawsze się myli, więc mój nietypowy wybór zyskuje na rozsądku.

Tak, rozprostowałem kości i wciągnąłem powietrze, aż po najdalsze zakamarki płuc. Piotr miał rację, jest to okolica odludna. Polna droga, którą tu przyjechaliśmy, prowadzi dalej, w dół, mija kilka zrujnowanych domków, potem wpada do obniżenia terenu, skręca w prawo i podobno prowadzi do wsi. Nie widać z mojego miejsca żadnych zabudowań. Tylko pola i zazielenione ostańce skalne. Od strony z której tu dotarłem dostrzegam szereg drzew, rosną wzdłuż szosy, jedynej twardej drogi w promieniu co najmniej trzech kilometrów.

Domek jest mały. Nie posiada piwnicy. Ma kształt prostokąta o bokach około cztery metry na sześć. Dwie kondygnacje, na dole jedyne większe pomieszczenie, czyli salonik i kuchnia urządzone razem, poza nimi mały przedpokój i ubikacja. Górne pomieszczenie służy tylko do spania, jest tak niskie, że nie można wygodnie stanąć, chyba że na środku, gdzie lekko pochylony dach sięga najwyżej. Tam właśnie, po stromych schodkach, wniosłem większość moich rzeczy.

Zabrałem dużo przedmiotów, sam zestaw trzydziestu książek sporo waży. Zapasy jedzenia, głównie konserwy, suche pieczywo, makaron, przyprawy, oliwę, nawet słodycze, choć za nimi nie przepadam. Poza tym z dwa kilo pomieszanych ze sobą orzechów nerkowca i pistacji. Kiedy ja to zjem? Oczywiście nie mogłem zapomnieć o herbacie, którą uwielbiam. Kilka rodzajów, dla urozmaicenia. Zamiast cukru, cztery litrowe słoiki z miodem.

Muszę przyznać, że na początek pobytu zapewniłem sobie pełen komfort.

Posiadam też dobrze wyposażoną apteczkę. Nie przypominam rozbitka, który zdobywa pożywienie i podstawowe wyposażenie, ułatwiające przeżycie. Jak już wspominałem, nie o to jednak chodzi w tym przedsięwzięciu.

W saloniku jest stół i wygodny fotelik. Kiedy usiadłem i postawiłem przed sobą szklankę parującej herbaty, pomyślałem: No to się zaczęło. Nie mam telefonu ani radia. Jedyne co słyszę, to szum wiatru i śpiewy ptaków, o ile któryś usiądzie w pobliżu domku. Żniwa już ukończone, pola wokół skoszone, większych drzew brak. Pustka.

Mam trzy butle gazowe, wszystkie pięciokilowe. Kuchenka na dwa palniki sprawia, że mogę przyrządzać posiłki niemal jak w domu. Zestaw kilku garnków już tu był, w szafce nad umywalką, podobnie kilka talerzy, szklanek, i nieco sztućców, tych przedmiotów nie musiałem przywozić.

Przywiozłem za to piecyk do ogrzewania, na naftę. Domek ma ściany ocieplone kilkucentymetrową warstwą styropianu, ale nie mam złudzeń, zimą nic to nie da. Zapas nafty wynosi niemal sto litrów, liczę na to, że ciepło nie będzie szybko uciekało, więc nie zamierzam piecyka używać bez przerwy. Na razie w ogóle nie myślę, by go zapalać. Upałów już nie ma, lecz takie zimno to i tak jeszcze komfort.

Posłanie przygotowałem sobie na górze. Moje łóżko to gruby gąbkowy materac, obszyty bawełnianym materiałem. Zapewnia dobrą izolację i jest miękki, wygodny jak normalne łóżko. Mam śpiwór puchowy o temperaturze komfortu nieco poniżej zera, ponadto pozwoliłem sobie na luksus posiadanie kołdry, ciężkiej, grubej i ciepłej. Poza tym jeszcze polarowy kocyk. Uważam, że w nocy, nawet w czasie zimowych mrozów, wychłodzenie absolutnie mi nie grozi. Trudne mogą być poranki, kiedy trzeba będzie wstać, ubrać się, uruchomić piecyk i przygotować śniadanie. Na szczęście jest dopiero wrzesień i nie ma co zawracać sobie głowy groźną zimą.

Porządkowanie przywiezionych rzeczy, przygotowanie kolacji i sprawdzenie mojego schronienia, w tym działania toalety, zajęło mi tyle czasu, że zachód słońca mnie zaskoczył. Wyszedłem na zewnątrz, by odprowadzić wzrokiem znikającą za horyzontem czerwoną tarczę. Z każdym dniem będzie znikała szybciej, a pojawiała się później. Nadejdą chłody i życie stanie się trudniejsze. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Noc przespałem spokojnie. Może dlatego, że domek posiada solidne drzwi, zamykane od wewnątrz na dwie zasuwy. Nikt się tutaj nie włamie. Spałem pod kołdrą i kocem i w ogóle nie zmarzłem. Śpiwór na razie czeka, może skorzystam z niego za miesiąc lub dwa.

Rano ugotowałem makaron i sos z torebki, napełniłem żołądek, potem jeszcze popiłem ciepłą herbatą i ochoczo jak młodzik wyszedłem na dwór. Akurat minęła ósma, zegarek to jedyny elektroniczny gadżet, jaki zabrałem. Uzmysłowiłem sobie, że nie mam dostępu do informacji związanych z pogodą. Mogę opierać się tylko o własne obserwacje. Spodziewałem się błękitnego nieba, tymczasem napłynęły lekkie chmurki. Nie zważając na to postanowiłem odbyć dłuższy spacer. Dotarłem do zdewastowanych zabudowań, jednak postanowiłem nie zwiedzać ich, jest to w końcu czyjś prywatny teren. Moim celem była najbliższa grupa skał, otoczona nadal zielonymi chaszczami i drzewami. Dotarłem tam w zaledwie dwadzieścia minut, następnie zacząłem szukać ścieżki prowadzącej na szczyt wapiennego ostańca. Nie obyło się bez zadyszki i poranionych dłoni; gdzie te czasy, kiedy niemal biegałem po Tatrach. No, ale udało się wejść na samą górę.

Z góry zobaczyłem oddaloną o około półtora kilometra w linii prostej wieś. Zabudowania trzymały się w niedużej odległości od szosy. Nie jest to całkowite odludzie, ale o tym wiedziałem, podobnie jak o tym, że mieszkańcom nie chce się odbywać pieszych wędrówek po polach. Jeżdżą tylko regularnie do najbliższego miasteczka, ale droga szerokim łukiem omija moją siedzibę. Patrząc na wieś, nie zauważyłem żadnego ruchu, jakby była niezamieszkana. Oczywiście, odległość robi swoje, podobnie jak mój niedoskonały wzrok.

Pola ciągnęły się we wszystkich kierunkach, widziałem też inne ostańce oraz jedno wzgórze z widoczną wieżą. Zatem są też i ruiny. Będzie co zwiedzać.

Podczas zejścia znalazłem dwa grzyby. Zachęciło mnie to do intensywnych poszukiwań, przeszukiwałem podszyt na kolanach, ale udało się znaleźć jeszcze tylko dwa. Dobre i to, jutro na śniadanie jajecznica z grzybkami. Kiedy wyszedłem spomiędzy drzew, usłyszałem grzmot. Niebo pokrywały chmury, chmurzyło się zresztą od samego rana. Ciężkie krople deszczu wymusiły szybki marsz, ale i tak do drzwi dotarłem przemoczony.
_________________
" YOU create your own reality "
 
     
Ciek 
awski

Pomógł: 8 razy
Wiek: 21
Dołączył: 25 Paź 2009
Posty: 737
Skąd: z kanapy przed TV
Wysłany: 2011-06-05, 16:50   

Jeśli w następnych częściach pojawi się też sex to będzie idealnie :)
 
     
Hillwalker 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 43
Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 270
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2011-06-05, 17:37   

Pewien pan, prawie nie znając języka, dawno temu wypełniał formularz i w rubryce "sex" wpisał- "no" :-D
Zatem: seksu nie będzie!
Opowiadanie jest dość statyczne, mam nadzieję, że trochę akcji będzie w dwóch ostatnich częściach, ale nie obiecuję, bo ich jeszcze nawet nie zacząłem pisać.
_________________
" YOU create your own reality "
 
     
thrackan 
Manufaktura strużyn


Pomógł: 10 razy
Wiek: 32
Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 936
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-06-05, 17:57   

Hillwalker, Twoje opowiadanie jest tak rzeczywiste... tym bardziej kuszące do osobistej realizacji... damn...

Czy kolejnych części możemy się spodziewać w cyklu tygodniowym?
_________________
Kilka zdjęć: http://www.23hq.com/thrackan/album/list
 
 
     
Michal N 
Metyl Podgrzybek


Pomógł: 10 razy
Wiek: 37
Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 1259
Skąd: Warszawa-Mokotów
Wysłany: 2011-06-05, 18:00   

Dobre jest, czuć klimat chatki na odludziu, też bym tak chciał, ino zabrał bym jakieś stare radio łapiące tylko długie fale :-)
_________________
 
 
     
thrackan 
Manufaktura strużyn


Pomógł: 10 razy
Wiek: 32
Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 936
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-06-05, 18:13   

Michal N napisał/a:
ino zabrał bym jakieś stare radio łapiące tylko długie fale

Niech zgadnę: Program Pierwszy Polskiego Radia?
Mam tak na działce. Stare, nieprzestrojone radio Unitra. Radiowe słuchowiska Jedynki umilają późne wieczory :-)
_________________
Kilka zdjęć: http://www.23hq.com/thrackan/album/list
 
 
     
Hillwalker 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 43
Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 270
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2011-06-05, 20:57   

thrackan napisał/a:
tym bardziej kuszące do osobistej realizacji...

Chciałbym tak chociaż na miesiąc się odizolować... Sterta książek, cisza, szum wiatru... Niestety, na razie jest to niewykonalne.
A szkoda.
_________________
" YOU create your own reality "
 
     
kalyk3 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 22 Lis 2009
Posty: 307
Skąd: Kraków
Wysłany: 2011-06-05, 21:07   

Hillwalker napisał/a:
Chciałbym tak chociaż na miesiąc się odizolować... Sterta książek, cisza, szum wiatru... Niestety, na razie jest to niewykonalne.
A szkoda.


Ahh, a już myślałem, że w ostatniej części napiszesz, że tak właściwie przeżyłeś to sam i to wszystko nie jest zmyślone.

Mimo wszystko czekam z niecierpliwością na kolejną część :mrgreen:
_________________
“All good things are wild and free.” Henry David Thoreau
 
     
dziul 


Dołączył: 06 Mar 2010
Posty: 199
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-06-05, 22:16   

:mrgreen:
Hillwalker
Hmmm... na razie jestem w sytuacji właściciela tej chatki...
Kiedyś będę (mam nadzieję) w skórze tego wynajmującego mieszkańca... czyli bohatera Twojej opowieści.
Jednak moje plany zmierzają do stałego "przeflancowania" się na odludzie ;-) :mrgreen:
Takie półroczne pobyty już mam za sobą...

Więc dalej opisuj co mnie czeka :D
 
 
     
abyss 

Pomógł: 1 raz
Wiek: 55
Dołączył: 08 Lut 2008
Posty: 113
Skąd: całkiem duża wieś
Wysłany: 2011-06-06, 00:30   

Ciek napisał/a:
Jeśli w następnych częściach pojawi się też sex to będzie idealnie :)


Jeżeli myślisz o dziewczynach ze "słonecznego patrolu" to nic z tego nie będzie.
Problemem jest to, że zwykle te "młode i chętne" mają tryb życia nie do zniesienia /na dłużej niż miesiąc czy dwa/ dla faceta w słusznym wieku, niestety. Znajomy rozwiódł się z tego powodu - bo on: książka, ona: dyskoteka. Co nie znaczy, że znudzona turystka nie może zawitać do "kurnej chaty" - na zasadzie statystycznego przypadku :)

P.S. też pasuję do klubu starszych panów, do 50-tki 3 lata
 
     
nicco 
....................


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 29 Sty 2009
Posty: 108
Skąd: Lubelskie
Wysłany: 2011-06-06, 19:43   

Ja też czytam to opowiadanie z zainteresowaniem i czekam na ciąg dalszy . :)
Pozdrawiam
 
     
slaq 
Prezes


Pomógł: 4 razy
Wiek: 38
Dołączył: 20 Wrz 2007
Posty: 712
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-06-06, 20:24   

thrackan napisał/a:
Radiowe słuchowiska Jedynki umilają późne wieczory

Słuchowiska są w pytkę, jak i wieczorki poetyckie.
Zaś poranne płomienne kazania o moralności rodziny ech .. :mrgreen:
Grzymuś je uwielbia :mrgreen:

Rzadko śledzę opowiadania, ale druga część tego jest naprawdę przednia ;-)
Pozdrawiam.
_________________
https://www.youtube.com/watch?v=iMyo8I8AKmY
 
 
     
Michal N 
Metyl Podgrzybek


Pomógł: 10 razy
Wiek: 37
Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 1259
Skąd: Warszawa-Mokotów
Wysłany: 2011-06-07, 01:54   

Wolna Europa rządzi 8-)
_________________
 
 
     
Hillwalker 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 43
Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 270
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2011-06-13, 09:55   

POZA SYSTEMEM część 3


Koniec października zaskoczył piękną, ciepłą i słoneczną pogodą. Przestawiłem się już na nowy sposób życia, spokojnego, zrelaksowanego. Siedziałem na krześle, które wystawiłem przed domek i wygrzewałem twarz w Słońcu. Zaczynała być ogorzała jak u zaprawionego wędrowca. Pomyślałem, że po ponad pięciu tygodniach pobytu warto odwiedzić pobliskie miasteczko. Stęskniłem się za widokiem ludzi.

Trudno w to uwierzyć, ale naprawdę nikt nie przechodził w pobliżu, od kiedy tu jestem, a w każdym razie nikogo nie widziałem. Wieczorem słychać w oddali poszczekiwania psów, kilka razy wioskowe burki mnie odwiedziły, podchodząc nieufnie do niskiego płotu. Nie daję im pokarmu, nie chcę tu zwabić większej grupy, spłoszyłyby sarny, które widuję niemal codziennie.

Wstałem, rozprostowałem kości i przygotowałem się do wyjścia. Do średniej wielkości plastikowej butelki wlałem przestudzoną herbatę, wrzuciłem do woreczka garść orzechów, parę kromek chrupkiego pieczywa, portfel, wszystko to wylądowało w plecaku i wyruszyłem do cywilizacji, nie zapominając o starannym zamknięciu mojej siedziby. Szybkim marszem powinienem niespełna pięciokilometrowy odcinek pokonać w niecałą godzinę.

Ruch jest ważny. Zauważyłem, że aby zachować dobre samopoczucie, muszę się codziennie porządnie zmęczyć. W mieście nie zauważa się tak dokładnie tej potrzeby, jesteśmy zajęci tyloma drobnymi czynnościami, rozmową, telewizją, że zaczynamy myśleć o aktywności fizycznej jako czymś wcale niekoniecznym.

W jurajskiej samotni nie mogę sobie pozwolić na zbyt długie lenistwo. Przed tysiącami lat ludzie spędzali każdy dzień niezwykle aktywnie, mamy tą energię w sobie do dzisiaj, ona musi znaleźć ujście. Jednym z lepszych sposobów są szybkie spacery w ładnej okolicy.

Do miasta dotarłem jak na skrzydłach, czując młodość w mięśniach. Życie miejscowości koncentruje się wokół kwadratowego rynku. W jego wybrukowanym środku rośnie kilka kasztanowców. Są ogromne, pewnie dwa razy starsze ode mnie. Wokół każdego postawiono ławeczki, niemal wszystkie zostały już zajęte przez miejscowych staruszków oraz babcie. Panie skupiały się na plotkowaniu, mężczyźni odpoczywali, tudzież dyskretnie popijali piwo. Co ciekawe, nie widziałem wielu młodych ludzi. Może byli w szkole, nie minęła jeszcze trzynasta.

Obszedłem rynek. W kiosku kupiłem dwie gazety, ale nie zawierające bieżących informacji z życia politycznego. Jedną popularnonaukową, jedną, dla przeciwwagi, poruszającą zagadnienia nie będące jeszcze w kręgu zainteresowania większości naukowców, inaczej mówiąc zjawiska paranormalne. Świetnie się czyta takie rzeczy.

Wokół rynku, upchnięte jeden przy drugim, działały małe sklepy. Głównie spożywcze, ale też oferujące artykuły gospodarstwa domowego. Zastanowiłem się, czego potrzebuję. W sumie jedzenia nadal miałem dużo, ze sprzętów posiadałem wszystko co niezbędne. Na wszelki wypadek kupiłem sześć sporych konserw mięsnych i trzy puszki gotowej zupy - „grochówki żołnierskiej”.

Jak szaleć to szaleć. Dołożyłem jeszcze kabanosy.

Znalazłem też niedużą restaurację. Oferowali tradycyjne obiady za zupełnie rozsądną cenę, wystrój był schludny, ściany pokryte boazerią, leśnymi obrazami i kwiatami, niestety sztucznymi. Zamiast stolików: drewniane ławy i pasujące do nich krzesła.

Młody pan w marynarce jadł obfite drugie danie. Spojrzał na mnie i zobaczyłem w jego wzroku jakby lekką niechęć.

No tak. Trudno się dziwić, od trzech dni się nie goliłem, na plecach mam płócienny plecak, teraz, przez te konserwy, dość kanciasto wypchany. Normalny dziad wędrowny.

Uśmiechnąłem się do niego, myśląc: „schematy, synku, schematy”. Udał, że mnie nie dostrzega. Zrzuciłem więc bagaż i zwróciłem się do pani, która właśnie pojawiła się za ladą i chyba przygotowywała odpowiedź, że nie wydają darmowego jedzenia. Uprzedziłem ją, mówiąc:

- Proszę mi podać kartę dań oraz nalać małe piwo. Czy jest sok imbirowy?

Zbiło ją to z tropu, oczywiście zrobiła, o co poprosiłem. Co prawda mieli tylko sok malinowy, ale niech tam. Zamówiłem dwa drugie dania, kotlet schabowy z zestawem surówek oraz pierogi z mięsem. Och, dawno nie czułem się tak syty. Zapłaciłem za wszystko, dodając napiwek. To ostatecznie przełamało jej nieufność. Rozmawialiśmy o miasteczku, co ciekawego się tu dzieje. Narzekała na to, co mnie urzekało, czyli spokój, brak atrakcji w rodzaju imprez muzycznych, występów znanych ludzi. Mówiła o braku turystów po sezonie i wspomniała o zimie, która potrafi odciąć od świata okoliczne wsie.

Ta ostatnia informacja wywołała u mnie olśnienie – też muszę myśleć o zimie. Jeśli utrudnia życie mieszkańcom pobliskich wsi, to tym bardziej utrudni mnie. Po wyjściu z restauracji wszedłem do sąsiedniego sklepu i kupiłem rzecz niezbędną, kiedy nadejdą śniegi. Że też wcześniej o tym nie pomyślałem, że bez dużej łopaty do odgarniania śniegu w tej małej chatce po prostu mnie zasypie.

Wracałem z pełnym plecakiem, pełnym brzuchem i wielką czerwoną łopatą na ramieniu, budząc zainteresowanie mijających mnie kierowców. Powrót trwał pół godziny dłużej, nie tylko ze względu na obciążenie, ale przede wszystkim teren. Miasteczko leżało w głębokiej kotlinie i musiałem dreptać pod górę, dopóki nie wyszedłem na bardziej otwartą przestrzeń pól i ugorów.

Z ulgą otworzyłem drzwi mojego domku. Traktowałem go jak swój, choć przecież miał innego właściciela. Przebywając w samotności, człowiek zaczyna traktować swoje schronienie inaczej. Te cztery ściany i dach nabrały charakteru. Wracając z każdego spaceru, widziałem chatkę z daleka i uśmiechałem się do niej. Ile drobnych, wspaniałych radości umyka nam w codziennym miejskim życiu! Gonimy za mamoną i różnymi potrzebami, nawet nie zdając sobie sprawy, że część z nich została nam narzucona przez podstępną reklamę. Tymczasem ja nie posiadam teraz telefonu, komputera, telewizji, radia, i wcale mi tego nie brakuje. Mój świat wypełniła ta cicha okolica. Nie jest to przecież dzikie odludzie, a już pozwala spojrzeć z dystansem na współczesny styl życia.

Zaczął się listopad, a wraz z nim nadeszły chłodne poranki. Pierwsze przymrozki. Zacząłem wchodzić do śpiwora. Pomieszczenie u góry domu jest niskie, ale może przez to dość ciepłe. Wszystkie ściany, w właściwie dach, są od środka ocieplone, nic nie przecieka. Materac miękki i wygodny, także wysypiam się zupełnie dobrze.

Pewnego dnia przyjechał Piotr. Ucieszyłem się na jego widok, przywitał się serdecznie i szybko wszedł do domu, siąpił marznący deszcz. Akurat od dłuższego czasu piecyk naftowy grzał pełną mocą, więc w głównym pomieszczeniu panowała komfortowa temperatura.

- Nadchodzi zima, a to oznacza koniec żartów – powiedział – Przywiozłem ci trzydzieści litrów nafty, powinno na jakiś czas wystarczyć.

- Jeszcze nie zużyłem wszystkich zapasów.

- Bo było dość ciepło. Zapowiadają bardzo niskie temperatury w grudniu, chociaż nie stresowałbym się prognozami długoterminowymi. Mam też dla ciebie trzy litry miodu, trochę cukru, jakieś dżemy i chyba ze czterdzieści sporych konserw. Ponadto preparaty witaminowe i na dziś i jutro kilkanaście bananów.

- Dbasz o mnie. Wielkie dzięki.

- I co, radzisz sobie chyba dobrze, z tego co widzę?

- Nie ma problemów. Kilka razy miałem gorszy nastrój, ale to w pierwszych tygodniach. Samotność była takim podstępnym wrogiem. Miałeś rację, kiedy przed wyjazdem uprzedzałeś, że okolica jest rzadko odwiedzana. Raz tylko poszedłem do miasteczka, niedawno, i wtedy miałem okazję porozmawiać z innymi ludźmi. Nie pytałem tylko o najnowsze doniesienia ze świata. Też nic mi nie mów, to jest taka zamierzona blokada informacji, ciekaw jestem, jak odbiorę aktualną sytuację w polityce i gospodarce po półrocznej przerwie. Rodzina sobie radzi? Mam nadzieję, że się nie martwią przesadnie.

- Chyba już przywykli.

- To dobrze. Kiedyś żeglarze wypływali na długie rejsy i jakoś bliscy musieli sobie radzić, nie mając z nimi żadnego kontaktu.

Rozmawialiśmy jeszcze godzinę, potem Piotr musiał jechać i znowu zostałem sam. Dni stawały się krótsze, na szczęście miałem zapas świec i niewielką lampę naftową, no i oczywiście czołówkę i latarkę, z zapasem baterii.
_________________
" YOU create your own reality "
 
     
Młody 
161 crew


Pomógł: 12 razy
Wiek: 27
Dołączył: 01 Sty 2009
Posty: 910
Skąd: Tychy
Wysłany: 2011-06-13, 11:26   

Pięknie, czekam na część o zimie.
_________________
Forum to nie agencja towarzyska-NIE DOGODZIMY KAŻDEMU !

Życie należy przeżyć tak, aby gołębie przelatujące nad Twoim grobem zesrały się z wrażenia.
https://www.fasttrans.com.pl/
 
 
     
Michal N 
Metyl Podgrzybek


Pomógł: 10 razy
Wiek: 37
Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 1259
Skąd: Warszawa-Mokotów
Wysłany: 2011-06-13, 14:39   

Fajnie się czyta, wciąga choć to nie bagno ;-) .
_________________
 
 
     
wolf78 


Pomógł: 4 razy
Wiek: 41
Dołączył: 27 Mar 2008
Posty: 194
Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2011-06-13, 14:55   

Bardzo sympatycznie się czyta :-) czekam na dalszą część ,byle szybko! ;-) :-)
_________________
http://wilkwkuchniczylimojegotowanie.blogspot.com/
 
 
     
xGh0st 

Wiek: 39
Dołączył: 22 Lis 2009
Posty: 50
Skąd: Kraków
Wysłany: 2011-06-14, 18:17   

Podzielam opinie poprzedników i czekam na dalszą część :)
 
 
     
Akai Ryuu 
Dawny Nowicjusz 1


Dołączył: 01 Gru 2009
Posty: 2
Skąd: Jelenia Góra
Wysłany: 2011-06-14, 18:33   

Po prostu super! Niby zwykłe życie a tak ciekawe,i inne.
 
 
     
rob30 


Dołączył: 02 Sty 2010
Posty: 249
Skąd: Sosnowiec/Spojené kr
Ostrzeżeń:
 1/4/6
Wysłany: 2011-06-14, 23:42   

Tak, jakoś dziwnie się mnie skojarzyło...
http://marekhlasko.republika.pl/index2.htm

edytka. bo coś link blokuje. Chodzi o opowiadanie "pierwszy krok w chmurach" icon_twisted
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 9