www.reconnet.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki  Rejestracja  Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Tanto
2010-07-28, 19:58
Opowieści ogniskowe
Autor Wiadomość
Valdi 


Pomógł: 9 razy
Wiek: 47
Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 957
Skąd: Litwa-Vilnius
Wysłany: 2010-10-15, 22:33   

Miałem do przejrzenia 2500 postów. Twoją historię tajgi zostawiłem na koniec. Piękne to!Pozdrawiam
_________________
http://wild-terra.blogspot.com
 
     
Walker95 

Wiek: 30
Dołączył: 09 Paź 2009
Posty: 54
Skąd: Poland
Wysłany: 2010-10-18, 15:28   :)

Wow! Siadłem i czytam od pół godziny.
Świetni jesteście.
Mam tu coś ze sobą... Na ognisko z pustym plecakiem - to się nie godzi...







Wredne babsko w spożywczym nie chciało mi sprzedać piwa! :evil:
Opowiadaaajcie... Może mi też się coś zbierze.
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-11-11, 13:34   

Witajcie Leśne Siostry i Bracia!
Jak to dobrze zasiąść znów przy leśnym wirtualnym ogniu razem z Wami. Cieszę się, że zasiadam razem z innymi pieśniarzami, gawędziarzami i bajarzami.
Jestem zmęczony wędrówką , czy ktoś poda mi czareczke czaju?
O dzięki Yaktra. Yaktra a jak tam Twoje wyprawy - bobry to cudowne stworzenia choć nieco kłopotliwe - zwaliły mi drzewo na mój pomost. Zdybi, Mały Jastrzębiu, Valdi, Brightgrey jak miło was widzieć w kręgu ognia.
Tak napiłem się tak więc można zacząć opowiadanie, a Kobra dorzuć do ognia bo wygaśnie. A listopadowe wieczory i noce sa już zimne.


Krótkie syberyjskie lato rozpoczynało swoje rządy. Step pokryty bujną trawą mienił się kolorami kwiatów, mącił w głowach mnogością zapachów. Tajga ta stara matka jak zawsze stateczna, spokojna, mroczna pachniała żywicą, ziołami i specyficzną wonią grzybni. Wielki Jeniesiej toczył swe modre wody szeroko rozlane korytem prastarym jak sama Syberia. Nad jego brzegami kołysał się las wierzby i olch. A po falach modrego Jeniesieju błądziły promienie dawcy życia w tej groźnej krainie – Słońca.

Z dobrodziejstw ciepła jakie daje słońce korzystają wszyscy potrzebujący. Starcy grzeją swoje stare kości, dzieci cieszą się jego ciepłem, wszyscy radują się długim dniem i dostatkiem łowisk. Trawa bujnie porasta dzikie stepowe pastwiska.

W takim to czasie letniego przesilenia z całej krainy podążają w jedno miejsce nad brzegami Wielkiego Jeniesieju wszystkie rody, klany i szczepy Hakasów. Gromadzą się w jednym miejscu. W dolinie nad brzegiem rzeki. Widać tam klany leśne i stepowe. Gromadzą się u stup wielkiego kurhanu tak starego, że nikt nie pamięta jaki lud go usypał. To święte miejsce. Na jego szczycie stoi kamienny posąg wąsatego męża z szablą i kindżałem za pasem. To strażnik słońca. To on budzi je co dnia aby wstało do wędrówki.
W czasie letniego przesilenia Hakasi spotykają się aby uczcić dzieło stworzenia Wielkiego Ugliena , który powołał słońce aby było strażnikiem życia w tej surowej, groźnej a zarazem pięknej krainie. Tańce i modły trwają od wschodu słońca do wschodu słońca. Szamani biją w bębny, tańczą, modlą się, wróżą to czas magii, duchów – przenikanie światów duchów i ludzi.

W dolinie już wiele dni przed przesileniem zgromadziły się wszystkie ułusy Hakasów. Między nimi przybył także i ród Abba- Abcziaka. Rada szamanów plemienia wyznaczyła tego roku Bolda na tego który swym bębnem obudzi słońce i ukołysze je do snu. To Bold ma w tym roku pomagać najstarszej szamance plemienia przy spełnianiu wróżby i składaniu ofiar.

Do tej uroczystości zostały jeszcze dwa dni. Korzystając z tego Ude, który jak zwykle nie mógł usiedzieć na miejscu postanowił po włóczyć się trochę po okolicy, a przy okazji zdobyć coś do jedzenia dla swojej rodziny jak i dla innych członków rodu.

Słońce stało w zenicie kiedy młody łowca wyszedł z jurty pokrzepiony krótkim snem. Bowiem w nocy czuwał nad bezpieczeństwem tabunów koni zgromadzonych rodów. Młodzian okrzepły w wędrówce i znoju koczowniczego życia szybko regenerował siły. Jak zawsze wesół szykował się do drogi. Do siodła troczył sakwę ze skromnymi zapasami oraz wilcza derkę do przykrycia. W sakwie miał nieduży miedziany kociołek, siekierkę oraz ciepłą kurtkę. Do pasa przytroczony miał nóż oraz mieszek z krzesiwem. Na plecach miał swój łuk. Ude i łuk byli nierozłączni. Bold nawet się śmiał, że malec urodził się z łukiem w ręku. Bold był bardzo dumny ze swojego pierworodnego.
Nie widział jednak przygotowań młodzieńca do drogi ponieważ ledwo co otworzył oczy to pierwszą osobą jaką zobaczył był jego najmłodszy syn Bahdur. Ten za ledwie siedmioletni malec był źródłem nie spożytej energii. Tak więc jak tylko Bold otworzył oczy usłyszał – Tatusiu chodź na step, chodź będziemy się uczyć szyć z łuku , chodź poszukamy susłów, chodź … I tak dalej. Bold nie potrafił odmówić temu malcowi tak więc jak tylko spożył posiłek zabrał Bahdura na długi spacer.

Kiedy Ude opuszczał koczowisko ci dwaj siedzieli na wzniesieniu wiele strzeleń z łuku od koczowiska jednak malec kiedy dojrzał samotnego jeźdźca od razu zaczął krzyczeć – Tatusiu zobacz Ude jedzie, patrz tam, tam! Bold przysłonił oczy ręką i uśmiechnął się. Pogładził włosy malca i przyznał mu rację.
- Masz mocne oczy syneczku niczym sokół stepowy, a czujny jesteś niczym stary wilk. Kiedy dorośniesz będziesz wielkim wojownikiem i myśliwym.

Malec radośnie zaczął wołać do Ude – Brat! Brat! Zabierz mnie ze sobą!
Jednak Ude czy to z powodu odległości, która dzieliła go od ojca i brata czy też z powodu zamyślenia nie zareagował na wołanie. Tylko wierny Czung na chwilę zatrzymał się i zwrócił swój trójkątny, kudłaty, szeroki łeb w stronę Bahdura. Do jego psich uszu wyraźnie dobiegł głos malca. Czung zaciągnął mocno powietrza szukając znajomej woni w powietrzu po czym lekkim kłusem podążył za swoim panem.

Kiedy Ude zagłębił się w tajgę odetchnął pełnymi płucami, kochał jej żywiczny mocny zapach. Tak step dawał poczucie bezkresu i wolności jednak tajga, ta mroczna, dzika przedwieczna puszcza dawała poczucie bezpieczeństwa. Ude należał do leśnego odłamu plemienia. Leśni Hakasi ograniczali hodowlę do minimum, hodowali tylko konie a i te na zimę oddawali pod opiekę współplemieńcom ze stepów. Leśni Hakasi byli łowcami, i rybakami. Żyli z tajgi.

Ude wędrował po niej jak po wnętrzu własnego geru. Tajga mówiła do niego swymi dźwiękami, zapachami i tropami pozostawionymi na jej podszyciu. Ude zmierzał do sobie znanych miejsc. Zmęczył go gwar koczowiska. Chciał zaznać ciszy i spokoju. Dorastał, szukał odpowiedzi na wiele nurtujących go pytań. A polowanie miało być tylko pretekstem do opuszczenia koczowiska plemienia.

Słońce zaczynało chować się za drzewami i półmrok zapanował w wiecznym borze kiedy Ude zsiadł z konia. Miejsce na obozowisko wybrał dobrze, strumień dawał czystą chłodną wodę a pobliska polana paszę dla wierzchowca. Ude rozsiodłał swego ogiera i spętał go po czym puścił na popas.

Sam nazbierał drew na ogień, przygotował posłanie ze świerkowych gałązek i zabrał się za przygotowanie posiłku. Czungowi rzucił parę kawałków suszonego mięsa marala a dla siebie przygotował surde czyli prażoną kaszę jaglaną z kawałkami suchej baraniny. To bardzo sycący posiłek można go jeść na sucho jak i po zalaniu gorącą wodą.
Ugotowana a następnie uprażona w tłuszczu kasza jaglana z dodatkiem suszonego rozdrobnionego mięsa długo pozostaje świeża. Surde jak i suszony twaróg był znany ludom stepu od bardzo dawna.

Kiedy woda w kociołku zagotowała się Ude wsypał dwie garści surde do drewnianej miski i zalał wrzątkiem a do pozostałego wrzątku w kociołku dodał herbaty. Kolacja była gotowa.
Ude spożył posiłek, wstał i podszedł do konia, sprawdził pęta. Po czym wrócił do ognia. Tajga była pogrążona w mrokach nocy. Dzienne ptaki zaprzestały swych treli a jedynie nocne stworzenia swoimi posępnymi pohukiwaniami dawały znać o nadejściu nocy. Ktoś inny niż Ude, kto nie obyty był by w nocnym życiu tajgi nie zmrużył by oczu. Jednak młodzieniec czytał głosy krótkiej letniej nocy i nie zauważył nic niepokojącego. Gdzieś daleko kniaził szlachtowany przez lisa zając, puchacz posępnie oznajmiał swoje prawa do terytorium, mały śmigły gronostaj przebiegał poszycie leśne w poszukiwaniu gryzoni. A soból śmigał niczym strzała w pogoni za skoczna polietuchą.

Ude ułożył się do snu, dorzucił do ognia parę grubych drew, w zasięgu ręki postawił swój oszczep. Głowę oparł na siodle i spojrzał w gwiazdy. Tysiące gwiazd przenikały swym blaskiem po między gałęzie zielonego sklepienia tajgi, migotały swym zimnym blaskiem.
Młody łowca zatopił się we własnych myślach o istnieniu, przemijaniu, życiu. Myślał o tym kim jest, kim będzie. Co go czeka gdzieś tam na drogach życia. W końcu zasnął zmęczony, zamyślony. Matka tajga ukołysała chłopca szumem drzew do snu, śpiewała mu o magicznym kręgu życia, narodzinach, życiu i śmierci.

Dusza chłopca oderwała się od ciała i poszybowała w stronę świata duchów. Ude czekała pierwsza wizja, która miała zmienić jego życie. Jednak on sam o tym nie wiedział- spał.
Jednak nie tylko on tej nocy miał doczekać się wizji. W oddaleniu od obozu głównego w szałasie ze skór marali i łosi siedziała samotna stara kobieta. Była to Taz-Marga stara szamanka ludu Hakasów tak stara, że nawet najstarsi nie pamiętali jej jako młodej kobiety. Siedziała przy ogniu, głowa jej zwisała bezwładnie na piersi – spała a jej dusza wędrowała po świecie duchów, szukała odpowiedzi. We śnie widziała młodzieńca, który przeistoczył się w niedźwiedzia. A otaczała go błękitna aura. Kiedy młodzieniec z powrotem stał się człowiekiem stał na kobiercu z ziół. Staruszka ocknęła się. Mamrocząc cicho modlitwy zaczęła wrzucać do ognia zioła i kawałki kości. Czuła, że rodzi się moc wielkiego szamana. Swą modlitwą otoczyła młodzieńca aby mógł w pokoju wędrować po ścieżkach duchów.

Sen- brat strasznej śmierci ukołysał Ude otulił go ciszą nocy jak derką nakrył młodzieńca wilgocią mgły. Ude wędrował po świecie duchów.

Stał na stepie bezkresnym pośród morza traw, nie słyszał żadnego głosu ani dźwięku, na twarzy czuł tylko wiatr. Nagle step znikną a młodzieniec znalazł się w wielkim błękicie, nie było ziemi ani nieba był tylko błękit i żadnego dźwięku. Tylko ten wiatr ale jakoś inny, odmienny Ude nie czół go na skórze. Tak ten wiatr przenikał go całego przechodził przez jego ciało niczym groty strzał. Ale to przenikanie było przyjemne. Nagle wszystko zniknęło, nastał mrok i Ude stanął na dziwnym miejscu. Pierwsza myśl chłopca była – nie widziałem tylu obo w jednym miejscu na raz. Był otoczony szamańskimi drzewami, z ich gałęzi zwisały wotywne szmatki, kawałki skóry i kłaki włosia na pniach tych drzew wisiały czaszki wilków, marali, niedźwiedzi, koni i łosi. Miejsce było mroczne a jego moc potężna prawie fizycznie namacalne. Ude rozglądał się wokół siebie. Nagle pośród drzew zobaczył konia. Nie był to zwykły wierzchowiec, jego maść była kolorem śmierci. Niesamowita bladość przenikająca się z sinym kolorem rozkładu. Koń patrzył na chłopca prawie przeźroczystymi oczami. Jednak w tej upiorności było piękno tym bardziej, że koń był osiodłany w piękny rząd nabijany suto srebrem i haftowany bogato. Ude spokojnie podszedł do tego wierzchowca. Chwycił za tręzle, poklepał łopatkę konia. Rumak stał spokojnie lekko drobiąc nogami o smukłych pęcinach. Pod dłonią chłopca drżał.
Nagle ciszę świętego miejsca zakłócił ryk niedźwiedzia. Bestia wypadła z pomiędzy świętych drzew. Ude sięgnął na plecy lecz nie znalazł tam kołczanu a przy boku sajdaka. Błyskawicznie i bez zastanowienia wskoczył na grzbiet koński aby uciec bestii. Niedźwiedź gnał w jego kierunku. Młodzieniec krzykiem i mocnym uderzeniem wodzy poderwał wierzchowca z miejsca do galopu. Koń skoczył i ruszył niczym strzała wypuszczona z najszlachetniejszego wschodniego łuku. Jednak niedźwiedź następował gnał zaraz za wierzchowcem. Był ogromny tak, że Ude prawie czuł jego gorący oddech na swoich plecach.

Kiedy by ktoś był przy Ude w leśnym obozowisku zobaczył by młodzieńca oddychającego niczym w gorączce, rzęsisty pot kroplił się na jego czole, chłopiec męczył się i zmagał we śnie ze strachem, odwiecznym towarzyszem człowieka.
Wierny Czung nie spał czuwał nad swoim panem. Nie mógł zrozumieć z czym walczy jego pan. Pies gdyby widział wroga oddał by za swojego pana życie, jednak tego wroga nie widział. Mimo to jeżył sierść i obnażał kły. A może tym szóstym zmysłem właściwym zwierzętom wiedział co się dzieje, czuł to i widział.

Ude gnał na koniu a niedźwiedź galopował za nim. Koń bez trudu przeskakiwał leśne wykroty, powalone drzewa. Gałęzie chłostały Ude po twarzy. Mimo snu młodzieniec czuł ból i zmęczenie. Ude cały czas ponaglał konia do szybszego biegu. Aż drogę zagrodziło mu urwisko, strome, piaszczyste osuwisko. Ude smagnął konia i krzykiem ponaglając go do wysiłku podjechał na szczyt, bestia była tuż za nim. Dzika galopada trwała nadal Ude przemierzał tajgę, mroczną, dziką milczącą. Uciekał, bał się chciał żyć.
Nagle pojawił się wąwóz szeroki, głęboki o stromych zboczach. Ude zjechał w dół, niedźwiedź został na szczycie. Ude chciał podjechać pod szczyt drugiego stoku. Koń osuwał się, stawał dęba nie mógł podejść. Chłopiec zeskoczył z niego i ciągnąc go za uździenicę zaczął zdobywać ścianę parowu. Niedźwiedź spokojnie stał na przeciwległym brzegu parowu. Kiedy Ude zdobył ścianę i zamierzał dosiąść konia niedźwiedź pojawił się przed nim, wielki, potężny i groźny. Zwierz stanął na tylnych łapach i przeraźliwie ryknął. Ude dobył noża i skoczył na bestię.
Nagle wszystko zniknęło znów był wielki błękit jednak w tym zawieszeniu tej próżni istnienia Ude nie był sam. Dziwne postaci tworzyły krąg wokół niego. Stali tam mężowie starzy i młodzi, odziani w starodawne stroje. Szpiczaste czapy, i suknie szamańskie. Z kręgu wystąpił jeden mąż stary, z twarzą zaznaczoną bliznami po pazurach niedźwiedzia na jego piersi wisiał poczwórny sznur pazurów niedźwiedzich. Hakasi zabierają tylko jeden pazur zabitemu niedźwiedziowi aby ten mógł bez problemu nadal polować i żyć w Krainie Wiecznych Łowów. Tak więc ten, który nosił ich aż cztery rzędy na swojej szerokiej piersi musiał być wielkim łowcą. Ude szepnął do siebie Abba-Abcziak.

To był Abba-Abcziak praprzodek Ude, praojciec rodu do którego należał Ude.
Szaman podszedł do Ude spojrzał oczami w głąb duszy młodzieńca i nie ruszając ustami przemówił bezgłośnie tak, że Ude nie słyszał słów on je czuł całym sobą. Abba-Abcziak powiedział – Ude synu Bolda mojego syna, synu mój podążaj z nami. Po czym obrócił się i odszedł Ude posłusznie poszedł za nim. Inni szamani otoczyli go i zaczęli bić w bębny. Ude był pośród nich.

Chłopiec obudził się był cały mokry od potu. Szybko wstał, dorzucił do ognia. Kiedy szykował się do opuszczenia obozowiska była jeszcze noc. Ude wydobył z sajdaka łuk, na plecy założył kołczan z pierzastymi strzałami o pięknych kościanych grotach. I nie przestając myśleć o śnie zagłębił się w mrok otaczającej go tajgi. Poruszał się bezszelestnie niczym leśny duch. Jego usta poruszały się bezgłośnie. Ude modlił się o pomyślność łowów – O Duchy łowiska, tajgi, powietrza wspomóżcie mnie na łowieckich ścieżkach, sprawcie aby moje strzały nie chybiły celu, aby zwierze poddało swój bok pod moje strzały. O Wielki Ojcze mojego klanu Potężny Abba – Niedźwiedziu. Ojcze spraw abym zrozumiał swój sen.

Pierwsze promienie słońca przeniknęły leśna gęstwinę, budził się dzień witany gwarem treli leśnego ptactwa, odwieczną letnią muzyką, modlitwą do Słońca. Ude przycupnięty na skraju leśnej podmokłej polany czekał na marala lub łosia. Młodzieniec ukryty za młodymi brzozami był niewidoczny dla marali pasących się na łące. Trzy młode byki o ładnych choć małych porożach otulonych scypułem pasły się spokojnie. Ude czekał. Czekał aby byk podszedł do niego blisko. Ude był cierpliwy. Tego nauczył go ojciec. Stary Bold zawsze powtarzał – wyczekaj synu puszczenie cięciwy. Nie spiesz się traf zwierzę tak aby nie cierpiało. Co ci da posłanie strzały w bok zwierza kiedy ono ujdzie głęboko w tajgę i będzie uciekać długo przed tobą. Zwierze będzie się męczyć a jego duch po jego śmierci nie będzie ci łaskawy w Krainie Wiecznych Łowów gdzie wszyscy zmierzamy. A tak nie sprawnie rażone pociskiem z twego łuku będzie w zemście ostrzegać inne zwierzęta przed tobą.

Ude pomny słów swojego ojca czekał. Maral pasąc się coraz bardziej zbliżał się do kryjówki młodego Hakasa. Ude czekał, nie zwracał nawet uwagi na drobne czarne muchy, które natarczywie właziły mu do nosa i oczu. Ude prawie fizycznie czuł uderzenia serca marala był nim. Wołał go do siebie w myślach. Kiedy młody maral podszedł do ukrycia Ude na dwadzieścia kroków, Ude powoli napioł łuk nie spuszczając marala z oczu. Kiedy koniec pierzyska strzały dotknął kącika ust Ude zamarł w bezruchu. Chwila trwała, czas zamarł . Ude był jednym ze swoim łukiem, maralem, tajgą. Palce prawej ręki Ude wyprostowały się szybko jak myśl uwalniając cięciwę, strzała pomknęła do celu. Słychać było ciche kląśnięcie kiedy dotknęła skóry marala. Byk jęknął zebrał się w sobie i skoczył. Odbiegł kawałek jednak nie widząc myśliwego ani go nie czując zatrzymał się po chwili. Strzała mu przeszkadzała jednak, zwierze nie boi się bólu ani śmierci. Zwierze boi się instynktownie drapieżnika, myśliwego , żywiołu. Maral stał chwilę po czym powoli próbował się położyć. Ból jednak spowodował to, że zwierz skoczył w bok i zatoczył się, grot naruszył naczynia krwionośne. Maral postąpił parę kroków i położył się leżał chwilę spokojnie, po czym spróbował wstać. Jednak upadł na ziemię. Ude patrzył z ukrycia na agonię zwierzęcia. Młodzieniec był spokojny, modlił się – Wybacz Dychu Ojcze wszystkich marali, że posłałem strzałę w bok twojego syna. Jego mięso i skóra oraz poroże jest potrzebne mojemu rodowi. Uszanuję twojego syna ani jedna część nie zmarnuje się.

Maral jeszcze raz uniósł głowę po czym położył ją na miękkim kobiercu traw, stęknął a jego dusza uleciała do Krainy Wiecznych Łowów. Ude podszedł do upolowanej zwierzyny oddał jej ostatni pokłon. Szanował kazde życie i nie odbierał go dla zabawy a dla zapewnienia bytu i istnienia swojego rodu. Taki to już jest krąg życia. Takim go stworzył Wielki Uglien na początku czasu.

Ude przystąpił do sprawiania zwierza. Był sam tak więc zajęło mu to sporo czasu. Kiedy wrócił do obozowiska plemienia był to już najwyższy czas. Ludzie szykowali się do święta, tańców , składania ofiar i czytania wróżb. Szamani stroili bębny nad gorącem ognia strojni w swoje szaty. Bold już dawno stał twarzą do słońca i prowadził je po nieboskłonie śpiewając w bęben modlitwy do duchów świata. Stara Taz-Marga karmiła posąg Strażnika Słońca, a szamani powoli schodzili się pod kurhan i zaczynali śpiewać i modlić się bijąc w bębny. Ludzie gromadzili się do o koła świętego kręgu, czekali na zachód słońca.

Kiedy słońce zachodziło w tą najkrótszą noc w roku szamani czuwali aby Strażnik Słońca nie zaspał zmęczony czuwaniem i obudził słońce pomóc miał mu w tym Bold. Pomocnicy szamanów układali z czterech stron kurhanu wielkie stosy drewna, miały zapłonąć jak tylko słońce ułoży się do snu za horyzontem. Miały chronić Strażnika Słońca przed złymi duchami. Muzyka bębnów miała zamilknąć na chwilę przed wschodem i miał tego pilnować Bold i to on miał następnie pierwszy uderzyć w bęben kiedy słońce miało się ukazać na wschodzie. A następnie pilnować aby zmęczone nie zaprzestało wędrówki.

Słońce zaszło szamani kręgiem otoczyli kurhan i ognie zwykli ludzi utworzyli krąg zewnętrzny. Oba ludzkie kręgi zaczęły się poruszać szamani krążyli w lewo a ludzie w prawą . Dwa tańczące kręgi zespoliła pieśń bębnów. Ude był przy matce i rodzeństwie. Dumnie wpatrywał się w sylwetkę swojego ojca, który stał na szczycie kurhanu wpatrzony na wschód czekał na pojawienie się Ojca Słońce aby go przywitać. Stosy płonęły żywym ogniem, ludzie śpiewali święte pieśni i tańczyli po okręgu. Symbolu życia i śmierci, cyklu przyrody nie przemijania wiecznego czasu.

Ude tańczył i śpiewał tak jak inni. Wśród ludzi plemienia.
Nagle stara Taz-Marga podniosła się ze swojej skóry, na której siedziała u stup kamiennego Strażnika Słońca zeszła z kurhanu przeszła krąg szamanów, którzy rozstąpili się nie przerywając tańca podeszła do Ude ujęła go za rękę i przemówiła – Nie jesteś już dzieckiem Ude i nie należysz do tego świata twoje miejsce jest w kręgu szamanów.
Widziałam to dzisiejszej nocy. Wstąp do kręgu duchów młodzieńcze. Ude poszedł za nią. Szamani wpuścili go między siebie.

Ude zaczął krążyć śpiewając razem z nimi o trwaniu świata i chwaląc Duchy Stwórcze. Bold uśmiechnął się kiedy w kręgu zauważył Ude. Matka Ude płakała. Jej syn przestał być dzieckiem. Ta piękna, mądra i pracowita kobieta modliła się o pogodne, dobre i spokojne życie dla swojego pierworodnego. Jej serce mówiło o wielkich czynach jakich dokona w przyszłości jej syn Ude.
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
 
     
kalyk3 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 22 Lis 2009
Posty: 307
Skąd: Kraków
Wysłany: 2010-11-11, 14:31   

Zaiste, prawda to, że umiesz dobrze pisać ;-)

Po przeczytaniu aż się chce wyjść w dzicz. Szkoda tylko, że okazji nie ma.

Świetny tekst. Nie myślałeś nigdy o złożeniu wszystkich opowiadań o hakasach w ładną całość i wydaniu ich?
_________________
“All good things are wild and free.” Henry David Thoreau
 
     
yaktra 
tropiciel/ fotograf


Pomógł: 5 razy
Wiek: 57
Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 833
Skąd: z krainy szaraka
Wysłany: 2010-11-11, 16:37   

Witaj Hakasie.
Zasiądę i ja do Twojego ogniska aby posłuchać tej opowieści.

Niezwykłe opowiadanie, a jednak takie ludzkie, hmm życie.
Hakas napisał/a:
Yaktra a jak tam Twoje wyprawy - bobry to cudowne stworzenia

Zostawiłem je w tym roku w spokoju, przebudowa wałów Regalicy stała się dla tych stworzeń stresująca. Głupio by było je jeszcze dodatkowo płoszyć kiedy zasiadka może się nie udać...
Wrześniowe wyprawy kierowałem na ambonę aby wabić Jelenie. Wabiłem byka i zawaliłem sprawę.
Dorzucę i ja garść drew do ogniska;
powstanie opowieść; Egzamin z rury.
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-11-11, 18:13   

Witaj Yaktra! Witaj Kalyk3!
Miło mi, że opwiadanie podoba się. Myślałem nad wydaniem tych opowiadań jednak czekam a żeby jeszcze trochę się ich uzbierało.
Niecierpliwie czekam na twą opowieść Yaktra.
A tym czasem zasiadajcie przy ogniu i roskoszujcie się jego ciepłem w ten listopadowy wieczór.
Hakas
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
 
     
Hillwalker 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 43
Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 270
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2010-11-11, 18:43   

Nareszcie nowe opowiadanie! Ostatnio niewiele się działo w tym dziale, gdzie amatorzy pisania mogą liczyć na ciepłe przyjęcie ze strony leśnej braci.

Hakas napisał/a:
bobry to cudowne stworzenia choć nieco kłopotliwe - zwaliły mi drzewo na mój pomost

Przypomniała mi się bardzo dobra książka, gdzie autor sporo pisze o tych inteligentnych stworzeniach: "Historia opuszczonego szałasu", autor- Grey Owl. Autor był traperem i przewodnikiem leśnym w Kanadzie, choć urodził się w Anglii, z czasem zaczął wieść życie indianina. Puszcze dalekiej Północy nie miały przed nim wielu tajemnic. Polecam wszystkim, jego opowieści troszkę przypominają teksty Hakasa, bije z nich podobne umiłowanie przyrody i ludzi żyjących w zgodzie z naturą.
_________________
" YOU create your own reality "
 
     
yaktra 
tropiciel/ fotograf


Pomógł: 5 razy
Wiek: 57
Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 833
Skąd: z krainy szaraka
Wysłany: 2010-11-11, 19:01   

Hillwalker napisał/a:
bije z nich podobne umiłowanie przyrody i ludzi żyjących w zgodzie z naturą.

he he takich jest więcej. Choć nie ukrywam, że gdym mógł żyć w otoczeniu przyrody ( nie musząc zarabiać na siebie i nie tylko ) to pewnikiem wyprowadził bym się jak najdalej od ludzi. W największą dzicz. Ale nie wyobrażam sobie ( JEDNAK ) braku internetu i wiadomości czy opowiadań z "reconeta". Możliwość dzielenia się przygodą jest również potrzebna jak opowiadania Hakasa.
Pozdrawiam Y.
;-)
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-11-11, 19:07   

Witaj Hillwalker!
Osobiście bardzo lubię czytać książki Grey Owl-a bije z nich miłość do przyrody. Daleko mi jeszcze do kunsztu pisarskiego Grey Owl-a czy Curwooda lub Londona. Jako dziecko zaczytywałem się trylogią łowców pierwszy tom "Łowcy wilków" (moim zdaniem najlepszy) drugi tom (Łowcy złota) i trzeci tom można powiedzieć dopisany przez Marlicza zupełnie sknocony to "Łowcy przygód"
Hakas
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
Ostatnio zmieniony przez Hakas 2010-11-11, 19:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Hillwalker 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 43
Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 270
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2010-11-11, 19:26   

O, widzę że podobne lektury kształtowały naszą wyobraźnię. Co do "Łowców" - czytając Curwooda wydaje się takie proste napisanie podobnej powieści. Próba Marlicza udowadnia, że to jednak nie taka "bułka z masłem". "Łowców Wilków" i "Łowców Złota" czytałem jednym tchem, rewelacja, przyroda, przygoda i dreszcz emocji.
_________________
" YOU create your own reality "
 
     
yaktra 
tropiciel/ fotograf


Pomógł: 5 razy
Wiek: 57
Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 833
Skąd: z krainy szaraka
Wysłany: 2010-11-11, 19:30   

Coopera to nikt z Was nie czytał ?
Naszych rodzimych autorów jak Korda czy Karpowicz też nie ???
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-11-11, 19:39   

Coopera wszystko prawie przeczytałem a ze wstydem muszę przyznać że Korda i Karpowicza nie czytałem Podaj proszę tytuły ich książek a na pewno znajdę je i przeczytam.
Hakas
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
 
     
yaktra 
tropiciel/ fotograf


Pomógł: 5 razy
Wiek: 57
Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 833
Skąd: z krainy szaraka
Wysłany: 2010-11-11, 19:42   

w moim guście to;
Korda - Wadera
Karpowicz - Żelazny Wilk

Tytus Karpowicz ma świetny styl...
edyta;
w wikipedii jest błąd, Tytus Karpowicz nie napisał Wadery...
 
     
wolf78 


Pomógł: 4 razy
Wiek: 41
Dołączył: 27 Mar 2008
Posty: 194
Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2010-11-11, 19:46   

Hakasie :-) kolejne Piękne opowiadanie :-) trzymaj tak dalej :-) z niecierpliwością czekam na następne
_________________
http://wilkwkuchniczylimojegotowanie.blogspot.com/
 
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-11-11, 19:48   

yaktra napisał/a:
w moim guście to;
Korda - Wadera
Karpowicz - Żelazny Wilk

Tytus Karpowicz ma świetny styl...
edyta;
w wikipedii jest błąd, Tytus Karpowicz nie napisał Wadery...


Tylko tyle :-/ myślałem, że więcej do czytania będzie.

Dzięki Wolf 78 - kiedy sie w końcu spotkamy??
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
 
     
yaktra 
tropiciel/ fotograf


Pomógł: 5 razy
Wiek: 57
Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 833
Skąd: z krainy szaraka
Wysłany: 2010-11-11, 19:54   

Hakas napisał/a:
Tylko tyle :-/ myślałem, że więcej do czytania będzie


Nooo Hakasie Twoje wyprawy na rybki nieco cię zmęczyły kiedy w googlach nie chce ci się grzebać.
Tytus Karpowicz
Piotr Korda
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-11-11, 20:12   

yaktra napisał/a:
Hakas napisał/a:
Tylko tyle :-/ myślałem, że więcej do czytania będzie


Nooo Hakasie Twoje wyprawy na rybki nieco cię zmęczyły kiedy w googlach nie chce ci się grzebać.
Tytus Karpowicz
Piotr Korda


Nie prawda :-P

To nie lenistwo tylko umiejętność wykożystania dostępnego źródła informacji. To takie żekł bym survivalowe :mrgreen:

Poza tym myślę już nad nowym opowiadaniem. Tak to już jest koncze jedno i zaczynam myśleć nad następnym. Mam nadzieje, że to świerzo wklejone będzie się podobało.
Pozdrawiam Hakas
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
 
     
Valdi 


Pomógł: 9 razy
Wiek: 47
Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 957
Skąd: Litwa-Vilnius
Wysłany: 2010-11-12, 13:04   

No coś niesamowitego....poczułem zapach lasu czytają tą nową część...Dzięki Ci
_________________
http://wild-terra.blogspot.com
 
     
maly 


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 16 Sie 2008
Posty: 507
Skąd: Mazowsze Wschodnie
Wysłany: 2010-11-12, 19:39   

Hakasie już wczoraj miałem to napisać ale tak mnie zagadałeś że całkiem zapomniałem :mrgreen:
Co do opowiadania to jest to jedno z najlepszych w Twoim wykonaniu!!! Dzięki takim opowiadaniom człowiek chce od razu zagłębić się w las i poczuć to, co czują bohaterowie Twoich opowiadań...Wielkie dzięki Bracie Niedźwiedziu!!! Czekam na następne opowiadanie!!! Więc nie leń się... icon_twisted
Błękitne niebo!!!
_________________
Jeśli jeden człowiek coś potrafi , to i ja mogę się tego nauczyć...!
 
     
Walker95 

Wiek: 30
Dołączył: 09 Paź 2009
Posty: 54
Skąd: Poland
Wysłany: 2010-12-20, 15:49   

Jeszcze sobie zgasiłem światło, przyciemniłem monitor, włączyłem cichy trzask ognia w tle i zapaliłem świeczkę na biurku...

Coś... niesamowitego.
 
     
karol12221 

Wiek: 22
Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 67
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2011-01-29, 14:05   

Hakas te opowieści, które piszesz są cudowne (choć mało ich ostatnio :-P :mrgreen: ). Widzę, że lubisz łuk więc życzę ci celnych strzałów.

Z łuczniczym Pozdrowieniem
Karol
 
 
     
BRAT_MIH 
Mihu


Pomógł: 8 razy
Wiek: 43
Dołączył: 21 Sty 2011
Posty: 355
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2011-02-04, 15:59   

Bardzo fajnie, tysiące książek w życiu przeczytałem, to jest świetne. Styl pisania przeniósł mnie w czasie, możesz pisać książki dla młodzieży, tylko czy teraz młodzież jeszcze czyta książki ? 8-)
_________________
"Nie ma nikt na świecie domu jak my mamy, jest zielony latem , zimą śnieżnobiały, mamy dach z gałęzi, z mchu miękkiego łóżko, lampą jest nam księżyc ponad leśną dróżką. Idą, idą leśni, kompas mają z gwiazd ... "
 
 
     
wilk4561 
Wędrowiec

Pomógł: 1 raz
Wiek: 28
Dołączył: 04 Sty 2010
Posty: 183
Skąd: Okolice Kępna
Wysłany: 2011-02-04, 19:19   

Nie wiem czy zaliczam się jeszcze do młodzieży czy nie, ale gdyby Hakas napisał książkę to z pewnością bym ją kupił. A młodzież dużo czyta wbrew pozorom. Może nie tyle co kiedyś. Ale są jeszcze młodzi ludzie, którzy cenią sobie dobrą literaturę.
_________________
Kup se Morę
 
 
     
vladek 

Wiek: 24
Dołączył: 13 Gru 2010
Posty: 14
Skąd: Lublin
Wysłany: 2011-02-04, 19:57   

BRAT_MIH napisał/a:
... tylko czy teraz młodzież jeszcze czyta książki ? 8-)


Większość młodzieży (biorąc pod uwagę moich znajomych ze szkoły) nie lubi książek "bo przecież są filmy i gry" ale np ja bardzo sobie cenię dobrą literaturę. (tylko nie lubię tych narzucanych przez szkołę) Uważam, że czytając książkę lepiej i zdrowiej spędzę czas niż śliniąc się przed ekranem. A i książkę zawsze można ze sobą zabrać w teren.
 
 
     
yaktra 
tropiciel/ fotograf


Pomógł: 5 razy
Wiek: 57
Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 833
Skąd: z krainy szaraka
Wysłany: 2011-02-07, 18:38   

karol12221 napisał/a:
Hakas te opowieści, które piszesz są cudowne

też tak uważam.
karol12221 napisał/a:
mało ich ostatnio

bo wiesz Karol to nie takie proste sklecić coś dobrego. Są dni kiedy zapędy są tak wielkie, że klawiatura kipi, a Ty sam się denerwujesz, że słabo i za wolno nań piszesz. Są dni kiedy pustka taka w głowie siedzi, że ni rusz, nic nie napiszesz. To się nazywa ( przepraszam poetów, że użyję ) natchnienie. Myśli muszą być twórcze a łączyć je trzeba z papierem na który je przelewasz. W tym przypadku na wirtualny papier.
Najczęściej jest to wieczór lub noc kiedy można skupić się nad tym co robisz. Zdarza się, że są to przeżycia chwili lub całe nasze życie. Opowiadania starszych ludzi zwanych bajarzami dają nam tak pozytywnego "kopa" że chcemy spróbować swoich sił w tym temacie.
Język Polski jest naszym zwolennikiem/ przyjacielem, jest tak bogaty, że można w kilkunastu słowach przekazać myśli tak kolorowo jak kolorowo odbiera ten świat czytelnik. Ubierasz słowa w swoją wyobraźnię i widzisz to CO CZYTASZ
Sory Hakas, że się wciąłem...
puścimy wodze fantazji i zróbmy coś, coś z niczego :568:


Twórczość
~yaktra | poezja / humor

Twórcze myśli tak nieskładne,
że aż prycham, fee nieładne.
Taką pustkę mam dziś w głowie,
że aż trudno wierzyć sobie.

Myślę myślę, znów nic z tego,
zmienię stare w coś nowego.
A po chwili, znów nic z tego...
_________________
Okiem naszych obiektywów http://yaktrafotografia.jimdo.com/
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 11