www.reconnet.pl Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki  Rejestracja  Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Tanto
2010-07-28, 19:58
Opowieści ogniskowe
Autor Wiadomość
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-02-06, 15:47   

Witajcie Siostry i Bracia leśnego szlaku. Zasiądzcie proszę razem ze mną przy tym wirtualnym ogniu. Czas się ogrzać i zacząć kolejną opowieść o dalekiej północy.
Mały Jastrzębiu dzięki za czareczkę czaju, o Brightgrey Przyjacielu! Napij się ze mną z jednej czarki na znak braterstwa. Valdi Bracie jak tam litewska puszcza? Śniegiem okryta? A wilczyska na pewno pod sioła podchodzą? Ach ile bym dał żeby teraz ruszyć gdzieś z łukiem na łowy.
Tak wszyscy już siedzą czas opowieść rozpocząć. Wolfie 78 dorzuć do ognia a ja zaczynam bajanie.

Tajga była cicha i zimna. Przykryta grubą śnieżną szubą. Trwała milcząca i groźna. Dla zwykłego człowieka to środowisko o tej zimowej porze było nieprzyjazne. Kupcy i osadnicy z europejskiej części Rosji nie zapuszczali się w jej głąb czując prymitywny, atawistyczny lęk przed jej odwiecznym i nieprzemijającym majestatem. Puszcza broniła swych tajemnic za pomącą lodowej głuszy i drapieżnych zwierząt. Śmiałkowie ginęli z głodu i wyczerpania choć to matka szczerze obdarowująca wszelkim dobrem swe dzieci.

Ude już od rana był na szlaku. Jego nie przerażała dzika, śniegiem przykryta tajga. To był jego dom. Od dziecka wychowany w jej mrocznych ostępach znał każdy głos i dźwięk, którym przemawiała ta wieczna puszcza północy do niego. Ude był nieodrodnym synem tej pięknej krainy. Młody bo zaledwie liczący około czternastu wiosen hakaski łowca, syn Bolda z klanu Abba- Abcziaka samotnie przemierzał zimową tajgę już od świtu. Bold też był w tajdze ale chcąc nauczyć syna samodzielności podążył w drugą stronę. Chciał aby młodzik nabrał wprawy i ćwiczył samodzielnie umiejętności potrzebne w czasie walki o przetrwanie w syberyjskiej głuszy. Hakasi śpiewali przy ogniskach pieśni o urodzie swej krainy, o jej pięknie, bogactwie i dzikiej naturze. Nie lękali się tajgi ale kochali ją i czcili zdając sobie sprawę z niebezpieczeństw jakie kryje ta cudowna kraina.

Ude przemierzał zimową tajgę na nartach jednak były to inne narty od tych, które my znamy. Ich wiązania umocowane były do desek w odległości jednej trzeciej od czubków nart. Takie ich zamocowanie ułatwiało manewrowanie między drzewami. Ubrany był w skórzane spodnie i kurtkę z wilczych skór, na głowie miał czapkę zachodzącą na kark uszytą także z wilczych wspaniale wyprawionych skór. Całości jego ubioru dopełniał plecak zamocowany na trójkątnym stelażu do którego dowiązany był sajdak z łukiem i kołczan ze strzałami. Młodzieniec podpierał się w czasie marszu oszczepem a u jego pasa zwisał solidny, krótki nóż. Obok młodego myśliwego biegł wielki szaro-bury pies. Zwierze podążało milcząc z nosem przy śniegu. Jego słuch i węch uzupełniał wyostrzone zmysły młodego Hakasa.

Wędrowali tak samotnie do odległego o dzień drogi drugiego szałasu myśliwskiego Bolda. Tam Ude miał przygotować wszystko na przybycie ojca, który teraz zbierał kapkany zastawione na sobole z drugiej strony swojego rewiru łowieckiego. Za skóry soboli upolowanych tej zimy mieli zakupić wiele potrzebnych w tajdze przedmiotów.
Ude marzył o nowych hakach wędkarskich i jedwabnej mocnej lince do wędki oraz nowym krzesiwie. Chciał także w tajemnicy przed ojcem nabyć dla niego nowy grot do oszczepu i ofiarowując go Boldowi pokazać swoją dorosłość. Liczył, że uda mu się spełnić te chłopięce marzenia ponieważ w tym sezonie Bold pozwolił mu założyć własną linię kapkanów. Z tego powodu Ude był bardzo dumny i czuł się bardzo dorosły.

Ude szedł pewnie po przez zimową krainę. Tysiące myśli kłębiło się w młodej głowie. Chłopiec cieszył się mroźnym dniem. Zimowa tajga urzekała go swym groźnym majestatem. Co pewien czas Ude zatrzymywał się i wpatrzony w przepiękne krajobrazy zapadał w pewien rodzaj zadumy. Drzewa okryte śnieżnym całunem w wyobraźni chłopca przybierały postać mroźnych duchów tajgi a innym razem jeźdźców pędzących po stepie. Tajga milczała nawet lekki powiew wiatru nie zakłócał ciszy tego mroźnego dnia. Ude przecinał co pewien czas ścieżki tropów zwierząt. Raz to były tropy łosia innym razem marala. Z przyzwyczajenia chłopiec zatrzymywał się na chwilę nad każdym napotkanym tropem i oglądał go. Po czym cicho prawie szeptem zwracał się do swojego psa jak do przyjaciela – Widzisz, tu przechodził łoś. To stary trop. Zapolowali byśmy na niego Czung.
Pies za każdym razem spoglądał w oczy pana i na znak zrozumienia czy też przywiązania do swojego młodego pana machał ogonem.

Nagle pies skamieniał w pół kroku. I odwrócił się w stronę nie dalekiego jaru. Ude błyskawicznie wysunął buty z wiązań nart i zrzucił plecak. Był gotowy do odparcia nieznanego wroga. Młody łowca nic nie słyszał i nie widział. Zdał się na zmysły psa. Mocniej oburącz ścisnął drzewce oszczepu w oczekiwaniu na atak. Serce biło mu mocno z nerwowego podniecenia i lęku. Oczekiwał drapieżnego zwierza lub co było mało prawdopodobne innego człowieka.

Ude stał tak chwilę aż do jego uszu dobiegł dziwnie znany choć niewyraźny pomruk. Na ten dźwięk sierść na grzbiecie Czunga zjeżyła się i pies obnażył kły. Jednak nie ruszył do ataku. Czekał co każe zrobić mu jego pan.

Ude drgnął, spojrzał na psa i ledwo słyszalnym szeptem powiedział do psa – to rosomak, jest bardzo zły. Ciekaw jestem co knuje ten leśny zbój? Sprawdzimy to piesku?
Czung w odpowiedzi lekko zamerdał ogonem choć sierść na jego grzbiecie podniosła się jeszcze bardziej.

Ude od wiązał od plecaka łubie z łukiem i kołczan ze strzałami. Z pod czapki wyciągnął cięciwę. Przetrzymywał ją tam aby nie zamarzła ani nie zawilgła. Ten sposób przechowywania cięciwy pokazał mu jego ojciec Bold. Cięciwa tak przechowywana zawsze była elastyczna i gotowa do użycia. Ude sprawnie założył ją na łuk. Przełożył pas kołczanu przez pierś, ujął oszczep w prawą rękę a łuk w lewą bardzo powoli ruszył w stronę parowu. Po paru krokach zatrzymał się i wyrwał parę włosów z kurtki. Rzucił je na wiatr. Włosy uniesione lekkim powiewem uniosły się i poszybowały w przeciwna stronę do kierunku marszu młodego hakaskiego łowcy. Ude uśmiechnął się leciutko. Ruszył dalej we wcześniej obranym kierunku. Poruszał się bardzo powoli. Stawiając stopę za stopą szedł w stronę krawędzi stoku. Latem w tym wąwozem płynął strumień teraz zamarznięty milczał.

Ude z każdym krokiem zbliżał się do celu. Kiedy był już blisko słyszał wyraźnie awanturę zwierząt jaka miała miejsce na dnie parowu. Czung powoli szedł na przygiętych łapach obok Ude. Co pewien czas nerwowo unosząc wargi, które odsłaniały potężne śnieżnobiałe kły.

Twarz Ude także ściągnęła się w nerwowym grymasie. Ach ile by dał teraz żeby był przy nim jego ojciec. Zobaczył by jak podchodzi zwierzęta i nie czuje leku. Chociaż serce łomotało mu z napięcia i nieokreślonego lęku. Tyle nasłuchał się przy myśliwskich ogniach o rosomaku, który nie czuje lęku nawet przed niedźwiedziem. Dorośli myśliwi obawiali się rosomaka. Bali się jego złośliwości i przebiegłości oraz dzikiej odwagi. Opowiadali o tym drapieżniku z zabobonnym lękiem. Nazywali go demonem tajgi – podobno stworzył go sam ponury i zły bóg Erlik aby uczynić na złość swojemu bratu dobremu Uglienowi.

Ostatnie metry dzielące Ude od krawędzi parowu chłopiec pokonał czołgając się. Do jego uszu dobiegały wyraźne odgłosy awantury zwierząt. Ude wyraźnie rozpoznawał teraz gniewne sapanie i powarkiwanie rosomaka i nerwowe szczeknięcia oraz powarkiwania wilków. Cała ta sytuacja bardzo za absorbowała młodego Hakasa. Ciekawość brała górę nad uczuciem lęku.

Ude kiedy był już blisko celu skierował się za pień dużego świerku. Jeszcze raz za pomocą wyrwanej sierści z kurtki sprawdził kierunek wiatru. Duch wiatru sprzyjał młodemu łowcy, wiatr wiał w kierunku z kąt przyszedł. Ude powoli wychylił głowę z za pnia świerku. Jego oczom ukazał się niecodzienny widok nawet jak na tajgę.

Na dnie parowu leżał martwy olbrzymi łoś. Po śladach jakie zauważył Ude wynikało, że martwego łosia znalazły cztery wilki, które teraz bez skutecznie próbowały odpędzić rosomaka, który z kolei chciał cała padlinę zagarnąć dla siebie. Cztery wilki powarkując i złorzecząc rabusiowi próbowały go odpędzić. Co pewien czas atakowały go jednak demon tajgi błyskawicznie odwracał się w stronę napastnika. Jego groźny, zmarszczony w grymasie złości pysk zniechęcał wilka do bliższego zaznajomienia się z jego kłami.
Ude zapomniał się obserwując to niezwykłe widowisko, które dla niego przygotowała Matka Tajga.

Wilki ponawiały co pewien czas podchody i pozorowane ataki na rosomaka ten jednak nie ugięcie trwał przy padlinie łosia odpędzając szarych łowców od im należnego posiłku.
Nagle młody basior zdobył się na odwagę. Kiedy rosomak zatopił kły w zamarzniętym mięsie łosia, młody wilk błyskawicznie skoczył w stronę rosomaka. Ten jednak nie wiadomo jakim sposobem zauważył manewr wilka i błyskawicznie sobie tylko znanym sposobem obrócił się na grzbiet wystawiając w stronę atakującego wilka łapy uzbrojone w ostre długie pazury. Wilk nie zdążył wyhamować i wpadł na tak przygotowanego napastnika. Rosomak chwycił przednimi łapami wilka na wysokości łopatek a tylnimi zaczął błyskawicznie przebierać w okolicy brzucha basiora. Jednocześnie chwycił go zębami w okolicach szyi. W powietrze pofrunęły szare kłęby sierści wilczej a powietrze napełnił skowyt bólu. Wilk uwolnił się z chwytu rosomaczych łap i odskoczył z podkulonym ogonem obficie krwawiąc z licznych ran.

Reszta wilków odskoczyła także uświadamiając sobie, że jednak ich łatwy posiłek najpierw musi nasycić rosomaka leśnego złodzieja i rozbójnika. Ich ataki stały się mniej natarczywe. Młody basior odszedł na bok. Położył się i zaczął wylizywać podrapany brzuch. Na miejscu gdzie leżał pojawiła się plama posoki. Widać zęby czy też pazury rosomaka dosięgły jakiegoś większego naczynia krwionośnego powodując obfite broczenie z rany.

Ude nawet się nie poruszył. Nie czuł zimna ani czasu. Przez głowę przechodziły mu różne myśli. Co w tej chwili ma zrobić, czy wypuścić pierzastych posłańców śmierci w stronę walczących zwierząt czy też zostawić je, wycofać się i zostawić je samym aby dokończyły swój spór. Ude nie mógł zdobyć się na żadne działanie, był oczarowany widokiem.

Nagle zwierzęta zamarły. Wilki stanęły jak by wykute z kamienia i zwróciły łby w stronę północy. Rosomak zaprzestał żerowania i czym prędzej pomknął parowem w sobie tylko znanym kierunku. Wilki po chwili też zniknęły wspinając się na drugą ścianę parowu.
Ude mocno zdziwi się takim zachowaniem zawsze pewnych zwierząt. Jego myśli zaprzątnęła myśl – co skłoniło tych łowców tajgi do ucieczki? Jaki inny łowca tajgi to uczynił. Jedynie mógł to uczynić tygrys. Ale one tu nie występowały. Pamiętał jak jego ojciec opowiadał mu o jednym tylko przypadku kiedy zawędrował w te strony tygrys. Zabrał w tedy ze wsi jedną dziewczynkę, która poszła po wodę do strumienia. Później ojciec Ude wraz z innymi towarzyszami go upolował. Ale było to tak dawno, że Ude był w tedy jeszcze niemowlakiem.

Ude błyskawicznie puścił oszczep i sięgnął po strzałę do kołczana. Instynktownie wydobył ją i założył na cięciwę. Kontem oka spojrzał na Czunga. Pies drżał na całym ciele Jednak jego zachowanie nie przypominało Ude żadnych wcześniejszych zachowań jego czworonożnego przyjaciela. Nawet jak jesienią asystował ojcu przy polowaniu na niedźwiedzia Czung bez leku ruszył na pomoc suce ojca, która brała tego potężnego włodarza syberyjskiej głuszy. A teraz pies drżał.

Ude trwał tak chwilę wytężając wszystkie zmysły. Gotowy na podjęcie walki na śmierć i życie z niebezpieczeństwem czającym się gdzieś w głębi potężnego mroźnego boru. Czekał.
Nagle gdzieś z oddali Ude swoim wyostrzonym przez naturę i napięcie słuchem wyłapał jakiś dziwny pomruk, który narastał i nabierał mocy z każdą chwilą. Nagle pociemniało i krótki zimowy dzień nagle zamienił się prawie w noc.

Ude zamarł wsłuchany w pomruk, który narastał i szedł w stronę młodego łowcy. Ude wyszeptał jedno tylko słowo – PURGA.

Tak ,to była Purga, zimowa burza, która swoim lodowym tchnieniem wydzierała życie za równo ludzi jak i zwierząt. Purga nabierała mocy gdzieś na pustyniach lodowych północy. Wzrastała tam w siłę i z potężną mocą gnała w stronę tajgi. Kiedy w nią uderzała drzewa łamały się niczym sucha zeszłoroczna trzcina w ręku dorosłego męża. Purga pędziła przez tajgę niczym tabun rozszalałych koni przez step Syberii. Niszczyła wszystko. Myśliwi nawet doświadczeni często składali jej daninę ze swojego życia.

Serce Ude biło ze strachu jak oszalałe. Chłopiec stał tak chwilę skamieniały ze strachu i wpatrzony w stronę nadchodzącej purgi.

Nagle otrząsnął się z tego dziwnego bezsilnego odrętwienia. Rozejrzał się po okolicy. W odległości mocnego rzutu oszczepem zobaczył wykroczony potężny świerk. Potężny wykrot skierowany był w stronę nadchodzącej burzy. To świadczyło, że musiała go obalić inna potężna zimowa burza i huragan. Ude podbiegł do pozostawionych rzeczy. Chwycił je i biegiem na ile pozwalał mu na to głęboki śnieg ruszył w stronę upatrzonego schronienia.
Tam za wykrotem schował łuk, kołczan, plecak, oszczep i narty. Z plecaka wydobył siekierę i zaczął okrzesywać z pnia powalonego świerku gałęzie. Następnie układał je opierając je o pień powalonego świerku. Pracował tak szybko jak tylko mógł. Szałas szybko nabierał kształtu. A purga zaczynała szaleć na dobre. Północna wichura tańczyła w koło chłopca a w jej podmuchach dało się prawie słyszeć przerażającą groźbę, zapowiedz nieszczęścia i śmierci – Będziesz mój chłopcze! Mój ...! Mój...!...mmóóójjjjj....!!

Temperatura spadała z każdą chwilą, powietrze kłuło gardło i płuca lodowymi igłami. Wypierało oddech, zamarzała krew w żyłach. Ude nie przestawał pracować rąbał kolejne gałęzie i układał blisko wykrotu. Szałas nabierał kształtów a ocalenie było coraz bliżej.
Czung instynktownie przywarował w pobliżu pozostawionych rzeczy chłopca i kiedy ten oddalał się po za zasięg psiego wzroku. Czung szczekał wskazując w ten sposób drogę chłopcu wracającemu z kolejną naręczom gałęzi. Kiedy szałas był gotowy Ude wsunął się do niego. Pies podążył za swoim panem i opiekunem.

Ude oddychał ciężko, był bardzo zmęczony. Odwiązał od plecaka derkę z wilczych skór i okrył się nią. Usiadł otulony w nią opierając się plecami o wykrot.

Było to doskonałe schronienie. Zwarta ściana ziemi i splątanych korzeni nie przepuszczała zimnych podmuchów huraganu, który szalał na zewnątrz. Mocne grube ściany szałasu nie puszczały śniegu, który zaczął sypać, tworząc zwartą ścianę przez którą nic nie było widać na wyciągnięcie ręki.

W szałasie panował mrok. Ude namacał plecak sięgnął do niego i wydobył skórzany woreczek z suszonym mięsem. Jeden kawałek podał psu. Czung wziął go z ręki pana. I szybko zjadł. Ude swój żuł powoli wsłuchując się w potężny skowyt wiatru i odgłos burzy śnieżnej.

W szałasie było ciepło jego grube ściany otulone teraz śniegiem dawały poczucie bezpieczeństwa. Ude posilał się wspominając opowiadania ojca i innych myśliwych. Przypominał sobie jak to słyszał przy ogniach jak stary Orczu opowiadał, że kiedyś jak go złapała groźna purga i szukał schronienia kiedy był na skraju wyczerpania to w koło niego zaczęły latać duchy tych, których purga zabrała z tej ziemi. Opowiadał, że ich dusze krążą w lodowym wichrze i wołają żywych do siebie. Stary Orczu opowiadał, że słyszał głos swojego ojca, który zginął w czasie takiej właśnie zimowej burzy gdzieś na szlaku. Nie wrócił do wsi. Mówił, nawet czuł jak ojciec go obejmuje i ciągnie, jak ten duch się śmiał i wołał – Chodź Orczu nie bój się to ja twój Ojciec Kajgyr! Chodź synu ….. Chodź…!!!
Ude kiedy sobie to przypomniał jeszcze bardziej wsłuchał się w wicher północy w jego zawodzenia i jęki. Coraz bardziej słyszał głosy duchów, zmarłych myśliwych, którym dusze zabrała Purga. Ude słyszał jak duchy płakały i zawodziły.

Gdzieś niedaleko z głuchym hukiem runęło złamane drzewo. Ude instynktownie schował się pod pniem wykrotu. A wichura nic nie traciła na mocy a jeszcze nabrała siły i mocy.
Ude czuł się taki samotny. Ile by dał żeby być razem z ojcem. Czuł by się taki bezpieczny. Już kiedyś razem przeżyli podobny taniec zimowych żywiołów. Bold spokojnie siedział w tedy na posłaniu ze skór w szałasie i odwracał myśli syna od burzy opowiadaniami i żartami.

A teraz Bold w swym schronieniu siedział w tajdze o dzień drogi od syna i jego myśli były tak ponure jak zimowy wicher. Nie bał się o siebie bał się o Ude.
Bold siedział i zanosił modły do duchów opiekuńczych i totemu o życie i zdrowie swojego pierworodnego.

Modlił się słowami – O Wielki i Czcigodny Stwórco świata i wszystkiego co żyje proszę Cię nie zabieraj mego syna Ude do Krainy Wiecznych Łowów nie pozwól demonowi północnego wiatru wydrzeć duszy tego młodego chłopca. O duchy Przodków strzeżcie swego potomka Ude przed demonem północnego wiatru O Wielki i Potężny Abba Ojcze mojego Klanu i Rodu spójrz na swojego syna Ude, Ty który jednym uderzeniem łapy łamiesz kręgosłup łosia, Ty którego boi się wilcza wataha i myśliwi słabego serca. Który swoim rykiem odpędzasz wszelkie złe i słabe duchy odpędź swoim rykiem demona północnego wiatru od schronienia mojego syna Ude, który jest też Twoim synem Ojcze mój wielki Abba (niedźwiedziu).

Bold schroniwszy się pod śniegiem okrytym świerkiem w zaciszu tej śnieżnej jamy pod konarami starego świerku czekał tylko aby huragan przycichł i śnieżyca ustała. Kiedy tylko nawała oddaliła się ruszył od razu w stronę drugiego szałasu. Szedł bez odpoczynku niesiony niepokojem i lękiem o syna.

W tym czasie Ude zmęczony czuwaniem i strachem zasnął w swoim schronieniu okryty wilczą burką i przytulony do psa. W schronieniu, które wykonał było bezpiecznie. Ude nawet nie wiedział kiedy purga przeszła. Kiedy się obudził nawet najmniejszy podmuch nie zakłócał majestatu ciszy odwiecznej tajgi.

Ude odrzucił gałęzie, którymi zasłonił wejście do swojego szałasu. Wyszedł na zewnątrz. Rozejrzał się w koło, przeciągnął się i zaczął się śmiać. Wszystkie lęki nocy i burzy odeszły w zapomnienie. Teraz Ude stał dumny patrząc na szałas i tajgę. Tak! Jest dorosły samotnie przetrwał Purgę- pokonał demona północnego wiatru. On syn szamana przyszły szaman swojego plemienia. Był dumny.

Patrzył z zachwytem na otaczający go las, który strzelał w górę wyniosłymi drzewami okrytymi biała szubą śniegu. Niedaleko szałasu Ude zauważył powalone drzewa. Wszedł do szałasu zabrał siekierę i ruszył nazbierać suszu na opał. Jego młode serce cieszyło się , będzie co miał opowiadać przy ogniach myśliwskich, czuł się dorosły.

Szybko rozniecił ogień, posilił się i napił gorącej herbaty. Wkrótce był już na szlaku.
Znacząc ponowę swoim śladem nart podążył do celu aby przygotować wszystko na przybycie ojca. Ude odebrał kolejną ważną lekcję, która pozwoli mu a następnie jego dzieciom i wnukom nabyć umiejętność przetrwania w surowej krainie północnej ziemi.

Bold parł przed siebie. Jego siła i wytrwałość na szlaku potęgowana lękiem gnała go na skrzydłach wiatru w stronę obozu myśliwskiego do którego wysłał swego syna. Szron obficie przykrył wąsy i przód czapki oraz pierś kurtki. Bold sunął na nartach szybko. A śnieg który obsypywał się z niskich gałęzi zupełnie przeistaczał go w leśnego ducha łowów i szlaku.

Wędrówka pełna lęku trwała do momentu kiedy to Bold zauważył ślady nart na śniegu i psi trop.

Stanął obejrzał go uśmiechnął się i ruszył po nim w przeciwnym kierunku aby sprawdzić jak Ude przetrwał noc. Nie był w tej chwili potrzebny swojemu Synowi. Chciał aby ten cieszył się zwycięstwem w samotności.

Ślad mówił mu jedno – Twój syn Ude żyje i ma się dobrze.
Stary łowca ruszył odebrać egzamin z przetrwania swego syna a następnie ruszy na uroczysko złożyć ofiary za ocalenie syna Duchom Tajgi.
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
Ostatnio zmieniony przez Hakas 2010-02-08, 00:02, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
wolf78 


Pomógł: 4 razy
Wiek: 41
Dołączył: 27 Mar 2008
Posty: 194
Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2010-02-06, 17:24   

Witaj Hakasie :-) opowiadanie :-) Mistrzostwo :-) ,kiedy widzieliśmy się w autobusie :mrgreen: zostawiłem czapkę :cry: taki byłem podekscytowany spotkaniem :-) . Pozdrawiam i nie przestawaj pisać :-)
_________________
http://wilkwkuchniczylimojegotowanie.blogspot.com/
 
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-02-06, 18:22   

Witam Wolfie78!
Też mi było miło spotkać Ciebie w czasie podróży. Szkoda tylko,że tak krótko było dane nam rozmawiać.
Mam nadzieję, że się zobaczymy nad pięknym jeziorem w wiadomym miejscu.
Hakas
Ps. Cieszę się że opowiadanie się podoba.
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
 
     
Valdi 


Pomógł: 9 razy
Wiek: 47
Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 957
Skąd: Litwa-Vilnius
Wysłany: 2010-02-07, 22:37   

Powoli, słowo za słowem pochłaniałem twe opowiadanie. Kiedy doczytałem do końca, trochę żałowałem, że to już koniec. Cóż ...czekam na następny kawałek pięknej opowieści! Pozdrawiam
_________________
http://wild-terra.blogspot.com
 
     
Brightgrey 
Chce zmienić nick:D

Wiek: 34
Dołączył: 11 Lut 2009
Posty: 120
Skąd: skątowni
Wysłany: 2010-02-07, 23:44   

Panie i panowie. Chwilowo dwie takie szybkie ilustracje lekko nawiązujące do opowiadań Hakasa:

http://picasaweb.google.c...928032005907810
http://picasaweb.google.c...156068419182498

Jeżeli czas pozwoli to w miare możliwości będę starał sie umieszczać je jak najczęściej, niemniej dotąd nie mogłem sobie pozwolić na więcej zabawy.Prosze o wybaczenie i cierpliwość.

Pozdrawiam serdecznie
_________________
NEVER GIVE UP
 
 
     
thrackan 
Manufaktura strużyn


Pomógł: 10 razy
Wiek: 33
Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 936
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-08, 00:41   

Hakasie, ten rozdział stał się właśnie moim ulubionym.
Pod wpływem Twoich opowiadań zacząłem szukać informacji o ludziach i kulturze, których tak żywo opisujesz. Niestety, nawet w katalogu Biblioteki Uniwersyteckiej (BUW), znalazłem jedynie słownik rosyjsko-hakaski. Internet obdarzył mnie tylko kilkoma skrawkami informacji (co mnie nieco zdziwiło, natknąłem się na pisownię "Chakasi" jak i "Hakasi" - która jest poprawna? Czyżby pierwsza była zwyczajnie spolszczeniem?)... Czy możesz nakierować na godne polecenia tytuły lub strony, po polsku lub angielsku? Językiem rosyjskim władam jeszcze zbyt słabo, by sprawnie w nim czytać, jeżeli jednak znasz w nim spisane źródła - również poproszę. Ich lektura byłaby najprzyjemniejszą metodą nauki wschodniej mowy.

Edit: Uch, ja durny! Dopiero przypomniałem sobie, że mieszkam dwadzieścia minut spacerem od Biblioteki Narodowej, gdzie wedle katalogów mają nieco literatury po rosyjsku w temacie.

Brightgrey w swej galerii napisał/a:
Ze snu.Na długo przed pojawieniem sie "Wojny Światów";]

Czy przypadkiem nie połknąłeś więc jednej cyfry podając wiek w profilu? ;-)
http://pl.wikipedia.org/w...%C5%9B%C4%87%29
 
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-02-08, 01:10   

Drogi Przyjacielu cieszę się,że podoba Ci się to co piszę. Tak jak napisałeś pisownia przez CH... to spolszczenie. Ja spotkałem się jeszcze z określeniem Tatarzy Abakańscy.
Co do opisów kultury i obyczaju to jest jedno monumentalne dziełe z XIXw niestety tytuł tej publikacji zapomniałem.
Jestem zainteresowany słownikiem o którym piszesz. Bardzo ciekawa to musi być pozycja z miłą chęcią bym ją przeczytał i poznał.
Sam szukam materiałów na ten temat.
http://images.google.pl/i...N%26start%3D162

Taki dziwny link znalazłem. Znajdziesz tam malutkie ziarenko informacji. Mam nadzieję, że ten link będzie działał.
Tylko trzeba przewinąć kubizm :-/
Hakas
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
 
     
thrackan 
Manufaktura strużyn


Pomógł: 10 razy
Wiek: 33
Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 936
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-02-08, 01:58   

Dziękuję za ten link - bardzo poszerza moje skromne wiadomości.

Sprawdzę, co mogę zdziałać w sprawie słownika.
_________________
Kilka zdjęć: http://www.23hq.com/thrackan/album/list
 
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-04-05, 16:22   

Witajcie Leśne Siostry i Leśni Bracia. Jak miło znów zasiąść przy wirtualnym ogniu razem z Wami. O! Dzięki unabomber - dobrą herbatę zaparzyłeś. Noce jeszcze chłodne tak więc thrackan podłóż do ognia bo chłodem ciągnie.
Widzę, że Valdi, Zdybi i Mały Jastrząb tak na mnie patrzą, że już wiem o co chodzi. Tak więc herbata jest i do ognia podłożone więc słuchajcie Przyjaciele mej kolejnej opowieści...

Mroźny syberyjski dzień miał się już ku końcowi. Tajga szykowała się do snu. Nawet wiatr, który cały dzień hulał w koronach wiekowych świerków, modrzewi i cedrów strącając z nich okiść wprost na kaptury wędrowców. Ustał, przycichł i zdawało się, że zmęczony całodzienną hulanką układa się gdzieś daleko do snu szykując sobie posłanie na szczytach gór sajańskich.

Tak jak wiatr, tak i dwóch wędrowców północnego łowieckiego szlaku szykowało się na spoczynek.

Słońce zmierzało powoli ku zachodowi, obdarzając syberyjską tajgę ostatnimi łaskawymi spojrzeniami. Dlatego też wędrowcy uwijali się szykując schronienie na noc. Mocno zbudowany, szeroki w plecach myśliwy odziany w skórzane spodnie i buty oraz koszulę znosił drewno na ognisko. Brnąc po kolana w śniegu a czasami nawet zapadając się prawie po pachwinę w nakrytych śniegiem wykrotach znosił uschłe pnie świerków i modrzewi, młodszy, gibki i wiotki niczym trzcina czy też paroletnia witka wierzby pokrywał ramową konstrukcję szałasu świerkowymi gałęziami czyniąc z nich zwarty i mocny dach , przez który nie przebije się śnieg czy też wiatr.

Praca nie była im obca a ze zgodności ruchów i współpracy widać było, ze nie pierwszy raz są razem na łowieckim szlaku. Kiedy by się im lepiej przyjrzeć można by było się domyśleć, że to ojciec i syn. I tak było w rzeczywistości. Byli to Bold i jego syn Ude. Nierozłączni na łowieckiej ścieżce od kąt Ude ukończył dwanaście wiosen. Przeżyli już razem nie jedną łowiecką przygodę. A łowcy ich plemienia już od dwóch zim przy ogniach w tajdze czy też w ułusach opowiadali historie, których bohaterami było tych dwu łowców z klanu Abba- Abcziaka.

Kiedy kolejny raz Bold wrócił z bagażem drewna na opał Ude widząc okrytego śniegiem ojca ze śmiechem powiedział – Ojcze! Wyglądasz jak Kampalen!! I zaczął się śmiać. Na to Bold się lekko skrzywił i odpowiedział – Ude! Nie wymawiaj imienia tego, którego lepiej w tajdze nie spotkać.

Ude szybko zreflektował się, że tym razem nie powinien tak żartować aby nie ściągnąć nieszczęścia na leśny obóz. Mimochodem zerknął na psy, które zmęczone całodziennym marszem teraz spały zwinięte w kłębki niedaleko ognia.
Bold zrzucił z ramienia ładunek drewna po czym podszedł do tobołków leżących obok konstrukcji szałasu, odwiązał od podróżnego worka miedziany kociołek i ująwszy w dłoń siekierkę, którą miał wcześniej zatkniętą za pas ruszył do odległego o jedno strzelenie z łuku jeziorka po wodę. Ude odprowadził ojca wzrokiem. Widział jak Bold niknie za pniami starych majestatycznych drzew.

Kiedy Bold zniknął za drzewami Ude nagle poczuł jak by ktoś z ciemności tajgi mu się przyglądał. Spojrzał na psy, jednak te spokojnie spały nie sygnalizując swym zachowaniem najmniejszego zaniepokojenia. Ude jeszcze nigdy nie czuł się tak dziwnie. W głowie wciąż słyszał słowa Bolda - …Nie wymawiaj imienia tego, którego lepiej w tajdze nie spotkać…

Dziwny lęk zamieszkał w sercu chłopca, a przecież Ude już nie raz wędrował po przez tajgę sam i nawet sam stawiał czoła rosomakowi i śnieżnej burzy. A teraz słowa ojca zasiały w jego młodym a można jeszcze powiedzieć dziecięcym sercu lęk. Bo cóż Ude miał tylko czternaście wiosen. Ale kiedy starzy łowcy mówili - … Ude ty jesteś jeszcze dzieckiem. Wtedy zawsze odpowiadał podnosząc wysoko głowę – Nie jestem dzieckiem ma już czternaście wiosen!!
A teraz zdał sobie sprawę, że jest dzieckiem. Najchętniej pobiegł by za ojcem ale wiedział, że Bold skarcił by go wzrokiem. A to było najgorsze dla Ude. Ojciec nigdy go nie uderzył wystarczyło, że spojrzał swoimi dzikimi oczami w oczy syna i ten rozumiał. Bold był zawsze wyrozumiały dla Ude i kiedy nawet malec mocno nabroił Bold bronił go tłumaczył przed wszystkimi jego zachowanie.

Z tych rozmyślań wyrwał Ude daleki chrzęst kroków. Chłopiec od razu rozpoznał w nich chód ojca. Błyskawicznie sięgnął pod nogi po śnieg, ulepił kulę i czekał kiedy czarna sylwetka Bolda wynurzy się z mroku. Jak tylko rozpoznał kształt rzucił śnieżką w ojca.
Rzut był celny bo odpowiedział mu silny głos Bolda- Ude!! Ja ci zaraz … zobaczysz… ty nicponiu… poczekaj ty..ty… !!! Bold miotając w syna te słowa śmiał się.
Jak tylko Bold odszedł do ognia odstawił kociołek pełen wody, odłożył siekierę i ruszył w pogoń za synem. Ten śmiejąc się zaczął umykać kryjąc się za pniami drzew. Psy pobudzone wcześniej głosem Bolda a teraz dzikim pościgiem dołączyły do zabawy. Stara Isza dogoniła Ude i łapała go lekko zębami za nogawki i rękawy pomagając swojemu panu złapać nicponia za to Czung jej w tym przeszkadzał chroniąc w zabawie Ude, który był jego panem. W końcu Bold dopadł syna, obalił na śnieg i nasypał Ude śniegu na twarz. Ude bronił się zawzięcie jednak nic nie było w stanie powstrzymać mocarnego Bolda. Ten mocarz tajgi bawiąc się ze swoim synem zauważył, że jednak wcześniej łatwiej dawało się przełamać opór młodzika. Ude wrastał w siłę. Pod skórzanym kaftanem zaczynały grać mięśnie młodzieńca a nie jak wcześniej dziecka. Bold zdyszany padł obok syna uwalniając go od swojego ciężaru. Isza skakała do o koła radośnie poszczekując i merdając ogonem z kolei Czung zabrał się do lizania Ude po twarzy.

Młodzian sprzeciwiał się tej psiej pieszczocie i tarmosił Czunga za skórę na karku. Pierwszy wstał Bold, otrzepał się i rzekł do syna – Ude nie czujesz się głodny? Ude szybko wstał na nogi i śmiejąc się do ojca odpowiedział – Ja? Ja jestem bardzo głodny. – To szykuj zawieszkę do kotła.

Ude sprawnie przygotował trójnóg związał go rzemieniem i oparł o niego suchą żerdź świerkową na jej końcu umocował rzemień zakończony hakiem wykonanym z konaru. Na tym haku powiesił kociołek z wodą.

Bold spokojnie usiadł pod szałasem i ze swojego worka wyciągnął dwie suszone ryby. Cicho zagwizdał przez zęby. Na ten dźwięk Isza podeszła do pana. Bold pogłaskał psa i dał mu ryby. Kiedy kociołek był już nad ogniem Ude podszedł do swojego tobołka i postąpił podobnie do ojca.

To stara zasada łowców północy – Zanim sam się najesz to najpierw zadbaj o towarzyszy łowów, których to węch i słuch są nie zastąpione a poświecenie wiernego psiego plemienia często ratuje życie łowcy.

Kiedy psy jadły spokojnie swoje ryby, Bold wydobył z worka kostkę prasowanej herbaty i odkroił od niej spory kawałek. I kiedy woda zaczęła bulgotać wrzucił do niej herbatę. Ude w tym czasie wyciągnął spory kawał niedźwiedziej szynki zwanej okorok i pociął go w plastry. Następnie umieścił te kawałki na sporządzonym wcześniej rożnie. Jeden koniec rożna trzymał w dłoni a drugi oparł o sęk na jednej z podpórek kotła.

Bold zaczerpnął czarką czaju z kociołka i wrócił na swoje miejsce pod dachem. Ude obracał co chwila rożno aby mięso opiekało się równo ze wszystkich stron. Kiedy już się ładnie zarumieniło, Bold sięgnął za pazuchę i wyciągnął woreczek a z niego wyjął brzozowe pudełko. W nim to przetrzymywał sól. Przyprawił mięso, schował pudełko za pazuchę i wrócił na miejsce. Kiedy mięso było już gotowe myśliwi nasycili nim swój głód. Ude wziął swoją czarkę i zaczerpnął herbaty. Zasiadł koło ojca i zaczął ją pić. W tedy Bold sięgnął do swojego podróżnego wora i wydobył z jego wnętrza blaszane pudełko. I zatrząsł nim jak grzechotką. Oczy Ude zaświeciły się i chłopiec szepnął – Konfietki… twarz malca rozpromieniała jak słonce na wiosnę. Bold podał pudełko synowi. Ten otworzył je i wyjął z niego cukierka. Chwilę trzymał w palcach i po chwili z wielkim namaszczeniem włożył do ust, zamknął oczy i wydał przeciągłe – mmmmmmmmmmmmm… A usta chłopca wykrzywiły się w wesołym grymasie uśmiechu.

Kiedy Ude otworzył oczy, Bold udając bardzo poważnego zapytał – Kiedy to w końcu poświęcisz z dwie skóry i kupisz sobie konfietki sam Ude?? Ude mlaszcząc językiem odpowiedział- szkoda mi skór wolę kupić sobie haczyki i jedwabna linkę na ryby. Na to Bold odpowiedział – Ja więcej ci już ich nie kupię, jesteś duży i polujesz to sobie sam kupuj. Ude ze śmiechem odpowiedział – Nie… ja wiem tylko tak mówisz Tato , ja wiem kupisz … prawda??

W odpowiedzi usłyszał wesoły głos ojca – Przechera Ude z ciebie.

Nagle tą spokojną i wesołą paplaninę przerwało dziwne zachowanie psów. Psy jak na komendę poderwały się i jeżąc sierść cofnęły się w stronę łowców. Z ich paszczach widać było obnażone kły a w gardzielach rósł cichy bulgot.

Ude błyskawicznie był na nogach i trzymał w dłoniach oszczep. Bold nie ruszając się z miejsca, wzrokiem zmierzył odległość do wbitego w pieniek toporka i nadal spokojnie siedząc wbił oczy w ciemność próbując ją przeniknąć. Tajga milczała. Po chwili Bold ujął w dłonie swój oszczep i poszedł w ciemność. Isza choć niechętnie podążyła za nim. Ude stał wpatrzony w ciemność, cały zamieniony w słuch i wzrok.

Po chwili wrócił Bold i spokojnie zasiadł przy ogniu. A na niespokojne pytanie Ude – Co to było? Odpowiedział – Nie wiem.

Po tych słowach zapadło milczenie. Psy niespokojnie ułożyły się obok ognia i co chwila podnosiły głowy kierując swoje uszy i nosy w ciemność tajgi. Jednak ta milczała nie dając odpowiedzi psim zmysłom a co dopiero ludzkim.

Pierwszy milczenie przerwał Ude. Nieśmiałe zapytanie skierowane do Bolda przełamało lody napięcia – Tato, czy mógł być to Kampalen…? Nagle przerwał przestraszony przypomniawszy sobie o upomnieniu ojca.

Bold spojrzał na syna i odpowiedział – Nie wiem Ude wierz mi. Tajga kryje w sobie wiele tajemnic. Kiedy synku samotnie wędrujesz po przez tajgę to czasami ci się zdaje, że ktoś cię obserwuje, że ktoś czai się za krzakiem, pniem lub wykrotem. Duchy tajgi płatają ludzkim zmysłom różne figle.

- Tato a czy ty kiedyś spotkałeś ślady Człowieka Tajgi? – Tak Hakasi nazywali Kampalena aby nie wymawiać jego imienia w czasie łowów aby go nie przywołać. Bold uśmiechnął się i odpowiedział – Nie ja nie spotkałem, chociaż kiedyś kiedy byłem w ułusie Tart- Becz stary myśliwy Urbe pokazywał mi dziwne włosy, które znalazł kiedyś w tajdze. Podobno wisiały tak wysoko, że nie mógł ich sięgnąć z ziemi. Aby je chwycić musiał podskoczyć. Ja sam kiedyś widziałem dziwne tropy na brzegu strumienia. Podobne były do niedźwiedzich tropów ale były rozmyte przez deszcz i nie widziałem odcisków przednich łap niedźwiedzia. Duże były jak dwie moje stopy jak nie większe. Było to jakieś jedenaście zim temu.
- Tato możesz mi coś opowiedzieć o Ludziach Tajgi?

Bold uśmiechnął się, podniósł ramie w geście zachęcającym Ude do podejścia do niego. Ude znał ten gest. Szybko przysunął się do ojca. Ten oparł się o pień cedru, który stanowił podporę szałasu a Ude oparł się na ojcowskiej szerokiej piersi. Bold okrył syna derką z wilczej skóry objął go i zaczął swoją opowieść.

- Jak już wiesz synu, bardzo dawno temu jak jeszcze nie było ludzi na ziemi wielki Uglien – Stwórca Świata tworzył życie na ziemi i między innymi przed ludźmi stworzył te dziwne istoty jednak te okazały się groźne i niewdzięczne stwórcy więc Uglien chciał je wytępić jednak one przetrwały powódź i ukryły się w mrokach tajgi. Po nich Uglien stworzył ludzi, nas Hakasów, Sojotów, Kareli, Ewenów i Ewenków oraz innych ludzi innych plemion. A Kampalenom powiedział, że nie wolno im prześladować nas i polować na nas. Zagroził im wygubieniem ich do końca. Tak więc Kampaleny nie zabijają łowców tajgi, polują i żyją gdzieś w głębi tajgi.

Ja słyszałem od innych łowców, że czasami potrafią Kampaleny podejść do ognia, same nie potrafią go rozniecić ani utrzymać. To kara za nieposłuszeństwo wobec Ugliena. Tak więc samotni wędrowcy czasami czują, że ktoś na nich patrzy, śledzi i idzie za nimi. A kiedy rozłożą obozowisko to w nocy Kampalen potrafi podejść do obozu i kiedy łowca spojrzy w jego czerwone oczy to ulega ich czarowi. Kampalen spokojnie podejdzie do ognia ogrzeje się i wypije herbatę z kotła i nie czyniąc krzywdy myśliwemu odejdzie w tajgę. Na to Ude zapytał – A psy nie będą go atakować? Bold pogładził syna po głowie i odpowiedział – Nie. Psy boją się Kampalena. Człowiek Tajgi ma moc wniknięcia do ich serc, nie czynią mu krzywdy. A myśliwy takie spotkanie pamięta jak przez sen. Tylko brak herbaty w kotle nad ogniskiem i czasami dziwny ślad w pobliżu obozowiska świadczy o niecodziennych odwiedzinach. Psy też nawet przez parę dni od spotkania nie opuszczają łowcy i nawet te najodważniejsze same boją się skoczyć śladem uchodzącej zwierzyny.
Kiedyś jak byłem taki mały jak twój brat Tajdur to opowiadał mi mój dziad Tapczak – Karaj, że widział Kampalena kiedy sam był młody nie wiele starszy od ciebie teraz Ude. Podobno kampalen jest wielki jak niedźwiedź chodzi na dwóch nogach jak my i nie nosi odzieży, jest cały pokryty brązowo-szarą sierścią i ma przenikliwe czerwone oczy.

Tapczak – Karaj opowiadał, że chciał wysłać strzałę za uchodzącym Człowiekiem tajgi ale ogarnęła go taka niemoc, ze nie był w stanie nawet podnieść łuku a co dopiero naciągnąć, nogi jego były jak by z kamienia. Stał tak i patrzył jak dziwny Człowiek Tajgi znikał za linią drzew.

Słyszałem kiedyś też opowieść o tym ,że Kampaleny potrafią pomagać ludziom.
Ude, sennym już głosem zapytał Ojca – Opowiesz mi Tato? Bold jeszcze raz pogładził głowę syna, poprawił wilczą derkę i dołożył do ognia. Po czym przechylił się i sięgnął czarką do kociołka po herbatę. Pociągnął spory łyk ciepłego napoju i zaczął swą opowieść.
Działo się to tak dawno, że słyszała o tym moja prababcia od swojej prababci. A mi przekazała tą opowieść kiedy miałem dziesięć wiosen. Ona zaś miała w tedy ponad osiemdziesiąt zim za sobą.

Tak więc dawno, dawno temu żyła w ułusie Kuhr –Czuk pewna kobieta, która razem z siedmioletnią córką wybrała się na jagody i chociaż wszyscy ją ostrzegali, żeby sama nie zapuszczała się na mokradła i poszła na jagody z innymi kobietami. Ta jednak była bardzo zachłanną i skąpą kobietą i z nikim nie chciała się dzielić jagodami ze swojego miejsca, bo były bardzo dorodne. Tak więc poszła tylko z córka. Zbierały je cały dzień. Córka jak to dziecko szybko się znudziła zbieraniem jagód i biegając z miejsca na miejsce coraz bardziej oddalała się od matki. Ta nawet nie spostrzegła zniknięcia dziecka i dopiero odległy krzyk dziewczynki pomieszany ze strasznym rykiem niedźwiedzia uświadomił jej co się stało. Jednak, że ta kobieta był złą i tchórzliwą niewiastą tak jak tylko usłyszała ryk niedźwiedzia rzuciła wszystko i uciekła. We wsi opowiedziała, że napadł je niedźwiedź i że porwał córkę. Myśliwi poszli rano na miejsce i nic nie znaleźli nawet kropli krwi. Cały ułus opłakał śmierć dziecka. Aż tu trzy wiosny a może pięć wiosen później z puszczy wyszła dziewczynka odziana w niewyprawione skóry zwierząt, miała długie zmierzwione włosy. Psy na początku rzuciły się w jej kierunku ale jak tylko poczuły jej ostry dziwny zapach uciekły z podkulonymi ogonami.

Wszyscy dziwili się na jej widok. A dziewczynka szła przez ułus aż zatrzymała się przed jurtą rodziców. Najpierw podeszła do ojca i pokłoniła się mu a następnie podeszła do matki i jej powiedziała – Moja prawdziwa matka mieszka w tajdze ty nią nie jesteś więc nie roń fałszywych łez. Tyś mnie zostawiłaś kiedy napadł mnie niedźwiedź a obroniła mnie kobieta Człowieka Tajgi – Kampalena.

Kiedy myślałem, że niedźwiedź mnie pożre nagle usłyszałem inny ryk i między mną a niedźwiedziem stanęła Kobieta Kampalen. Stali tak naprzeciwko siebie i ryczeli aż niedźwiedź odszedł wiedząc, że Kampalen dorównuje mu siłą i może go zabić. Później zemdlałam i obudziłam się dopiero daleko w głębi tajgi. Uniesiona przez Kampalena. Byłam pośród nich widziałem ich więcej. Kiedyś moja Matka z Tajgi zabrała mnie na cmentarz tych stworzeń. I ze smutkiem w oczach długo gładziła czaszkę, która była mniejsza od innych. Tak więc zaopiekowała się mną. Nie raz widziałam was jak chodziliście po tajdze, ale zawsze w tedy moja Matka z Tajgi zabierała mnie daleko od ludzi. Chowała mnie i opiekowała się mną jak własnym dzieckiem. Jednak z biegiem czasu coraz bardziej tęskniłam za ułusem i ludźmi. Moja Matka z Tajgi widziała to i w końcu przyprowadziła mnie tu pokazała ułus. Tak więc zrozumiałam, że pozwala mi wrócić do ludzi.

Później dziewczyna ta rosła wśród ludzi. Ci ją szanowali za znajomość ziół i umiejętność leczenia, tych umiejętności Uk-Ba nauczyła się od swojej Matki z Tajgi. W każdą rocznicę powrotu zabierała jedzenie, wyprawione skóry i szła w tajgę. Tam na wyspie na bagnach pod wielkim cedrem składała swe dary a kiedy wracała po paru dniach na ich miejscu leżały jagody, skóry zwierząt i inne podarunki. Kiedy wyszła za mąż i urodził się jej syn zaniosła go w tajgę i pokazała swojej Matce z Tajgi.

Później kiedy był malutki chodziła z nim na jagody i zawsze przynosiła pełne ich naczynia. A malec umorusany jagodami dziecinnym głosem szczebiotał o Babci z Tajgi, która jest wielka i cała obrośnięta włosem. Po takich wyprawach psy długo omijały matkę i syna.

I tak trwało wiele lat mijały lata i zimy aż pewnego dnia dziewczyna zaniosła co roczny podarunek i złożyła go tam gdzie zawsze i przyszła po paru dniach. Był nie tknięty, kiedy wróciła po upłynięciu jednego księżyca rzeczy dalej leżały nie tknięte. Tak jej matka z Tajgi odeszła…

Ude podniósł się i spojrzał w oczy ojca, uśmiechnął się i powiedział – Przecież Mama jest z ułusu Kuhr –Czuk. Bold pokiwał głową nabrał kolejną czarkę herbaty i zapatrzył się w ciemność. Drgnął na moment zdawało mu się, że z ciemności patrzą na niego dwa czerwone węgliki oczu.


Tak czas na mnie muszę ruszać w dalszą wędrówkę. Kończy się sezon na lisa a ja zdobyłem w tym roku tylko trzy skóry. Bywajcie Przyjaciele do następnego spotkania.
Hakas
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
 
     
zdybi 


Pomógł: 2 razy
Wiek: 38
Dołączył: 01 Lut 2009
Posty: 435
Skąd: zachpom
Wysłany: 2010-04-05, 18:38   

Wspaniale :-D Ta atmosfera tajemniczości "przyprawiła" to opowiadanie jak należy ;-)Powodzenia życzę w łowach...I mi czas nadrobić zaległości :-)
_________________
http://lukaszzdyb.blogspot.com
http://mybushcraft.blogspot.com
"Bo życie przecież po to jest,żeby pożyć"
 
 
     
maly 


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 16 Sie 2008
Posty: 507
Skąd: Mazowsze Wschodnie
Wysłany: 2010-04-05, 20:11   

Oj Hakasie, Hakasie... Jak zwykle rozmarzyłem się po Twoim opowiadaniu i myśli moje jak strzały mkną do krainy wiecznie błękitnego nieba. Chciało by się usiąść przy ognisku i słuchać Twych opowieści do świtania...
Nasze drzwi dla Ciebie otworem zawsze stoją, więc przybywaj śmiało, a zasiądziemy w tipi przy ognisku, wypijemy nie jedną czarkę czaju, pogwarzymy. Zosia wytarmosi wąsy wujka Hakasa...
Brakuje Niedźwiedzia w Jastrzębim gnieździe...
_________________
Jeśli jeden człowiek coś potrafi , to i ja mogę się tego nauczyć...!
 
     
Hillwalker 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 43
Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 270
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2010-04-05, 20:18   

Wiem jak pisarz pracuje nad każdym zdaniem, dlatego czytam Twoje kolejne opowiadania powoli, przenosząc umysł w te surowe krainy. Aż człowiek czuje zew wędrówki i chęć zachłyśnięcia się wonią smreków i mchów.

Opisywana w opowieściach miłość między ojcem i synem też jest mi znajoma i bliska.
_________________
" YOU create your own reality "
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-04-05, 20:32   

Witajcie!
Cieszę się, że kolejne moje opowiadanie podobało się i mogło choć trochę pozwolić o ponurej rzeczywistości zniszczonego przez człowieka świata.
Czekam nie cierpliwie Hillwalker na kolejne twoje opowiadanie. Tak samo jak na opowiadanie Zdybiego.
Mały Jastrzębiu mam nadzieję stanąć gościną już nie długo w Twoim ułusie. Chcę z Tobą zasiąść w namiocie potu i przy ogniu.
Serdecznie pozdrawiam, Błękitne Niebo Bracia!
Hakas
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
 
     
wolf78 


Pomógł: 4 razy
Wiek: 41
Dołączył: 27 Mar 2008
Posty: 194
Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2010-04-05, 21:23   

Witaj Hakasie :-) opowiadanie bardzo przyjemnie się czyta , to juz kolejne Twoje opowiadanie które wydrukowałem z zamiarem przelania tego ręcznie na papier czerpany :-) .Pozdrawiam i trzymaj tak dalej
_________________
http://wilkwkuchniczylimojegotowanie.blogspot.com/
 
 
     
Valdi 


Pomógł: 9 razy
Wiek: 47
Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 957
Skąd: Litwa-Vilnius
Wysłany: 2010-04-05, 21:45   

Jak zawsze świetne, pełne napięcia opowiadanie!
_________________
http://wild-terra.blogspot.com
 
     
CTHULHU 


Wiek: 32
Dołączył: 18 Lut 2010
Posty: 34
Skąd: Civitavecchia
Wysłany: 2010-04-07, 09:38   

Jasny gwint :-P to jest lepsze od J.R.R. Tolkiena, z wrażenia spadłem ze stołka...
to się nazywa powieść przygodowa. :-D Coś niesamowitego






Pozdrawiam :-P
 
     
Vatlix 

Wiek: 24
Dołączył: 02 Mar 2009
Posty: 3
Skąd: Kraków
Wysłany: 2010-04-08, 09:00   

Świetne opowiadanie. Strasznie wciąga!! :-D
 
 
     
thrackan 
Manufaktura strużyn


Pomógł: 10 razy
Wiek: 33
Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 936
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-04-08, 09:10   

Hakasie, po przeczytaniu Twojego opowiadania długo nie chciałem go w myślach opuścić. Piękna historia.
_________________
Kilka zdjęć: http://www.23hq.com/thrackan/album/list
 
 
     
Michal N 
Metyl Podgrzybek


Pomógł: 10 razy
Wiek: 38
Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 1259
Skąd: Warszawa-Mokotów
Wysłany: 2010-04-08, 10:14   

Powtórzę za kolegami, świetne opowiadanie Hakasie. Bardzo lubię czytać Twoje opowiadania przed snem gdy już ciemno za oknem, i palą się świece, to sprawia niesamowity nastrój dla tych wspaniałych opowieści.
_________________
 
 
     
Hakas 
KAPKANCZYK


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 02 Lip 2008
Posty: 209
Skąd: Pomorze Zachodnie
Wysłany: 2010-06-30, 21:37   

Witajcie Leśni Bracia i Siostry. Już dawno nie zasiadalem z Wami przy wirtualnym ogniu, oj źle sie dzieje bo prawie wygasło. Valdi stary druhu co tam w puszczy litewskiej słychać, o witaj Mały Jastrzębiu jak tam twoje canoe, Zdybi druhu połowiłeś już pstrągów? W maju najlepszy był wobler przypominający strzelbię potokową. O jak że mi miło widzieć i Was Fredi, Dębie i Wszystkich pozostalych. Pozwólcie, że zasiądę, naleję sobie czareczkę czaju i zacznę opowiadanie. Tak więc słuchajcie Wszyscy.



Wiosenny świt budził uśpioną tajgę. Po śniegu i mrozie nie został nawet ślad. Rzeki wróciły do swoich koryt. Świadectwem wiosennego rozszalałego żywiołu wody były pozawieszane na piachach i gałęziach przybrzeżnych drzew i krzewów, kępy zeszłorocznych traw, trzciny , zerwanej z drzew kory oraz szary, mulisty nalot na korze tychże drzew. Nalot ten i wiechcie traw sięgały wysokości trzech mężczyzn świadcząc o potędze żywiołu. Po powodziowe ozdoby smutnymi brunatnymi kępami zwieszały się z gałęzi czyniąc drzewa podobnymi do świętych drzew szamańskich i kurhanów zwieńczonych słupami, na których Hakasi wieszają wotywne kawałki włosia, wełny czy też kawałki skórzanych pasków i rzemieni. Drzewa i kurhany takie nazywają się OBO. Tak i te nabrzeżne drzewa i krzewy zdawały się być takimi OBO przyrody. Gdzie tajga i rzeki złożyły dziękczynne ofiary duchom tej krainy w podzięce za słońce, życie i uwolnienie z objęć mrozu i lodu. Jenisej, co po hakasku oznacza Matkę Rzek spokojnie toczył swe pięknie rozlane wody prastarym korytem. Tajga jawiła się wszystkimi odcieniami zieleni. Od blado zielonego koloru młodych liści olchy, brzozy i młodych igiełek modrzewia po ciemno zielone barwy koron starych jodeł, cedrów i świerków. Wstawał piękny słoneczny dzień. Ptaki zanosiły do nieba swym śpiewem modlitwę do dobrego Ugliena. Ich śpiew zdawał się sławić wiosnę, życie, narodziny, dzień.

Ude otworzył oczy i przeciągnął się głośno ziewając. Nie chciało mu się wychodzić z pod wilczych skór posłania. Cztery dni na samotnym szlaku tajgi zmęczyły młodzika. Ude podziwiał swojego ojca Bolda za wytrwałość na szlaku. I nieważne czy ten łowca plemienia Hakasów brnął w śniegu czy też przemierzał syberyjską krainę na grzbiecie konia. Nigdy nie widać było po nim zmęczenia. Ude pragnął być takim jak ojciec. Kiedy szedł z ojcem nigdy nie pozwalał sobie na okazywanie słabości. Jedynie kiedy docierał do ułusu i zaszywał się w skóry na swym posłaniu zasypiał natychmiast. Wtedy jego matka poprawiała na nim okrycie i gładziła jego krótko przycięte włosy wsłuchując się w głęboki oddech śpiącego syna. Ude nawet nie czuł tych pieszczot, spał kamiennym snem. Czimur, bo tak na imię miała matka Ude, kiedy syn wracał zmęczony nad siły z kolejnej łowieckiej wyprawy zawsze czyniła wyrzuty Boldowi, że męczy ponad zdrowy rozsadek syna. Na te wyrzuty Bold tylko uśmiechał się i mówił, że kiedy młode drzewo jest smagane silnym wiatrem to kiedy dorośnie nie da się wiatrowi obalić. Tak jest z młodym łowcą jest teraz czas aby zaprawić go w trudach życia na szlaku. Bold zawsze przypominał swojej żonie – Pamiętasz? Mnie nigdy, nikt nie żałował i zobacz kim teraz jestem. Ude ma być łowcą a nie zniewieściałym otrokiem. Jednak miłość matczyna zawsze wszystko widzi w innych barwach. Czimur starała się zrozumieć Bolda i jego postępowanie jednak jej serce, pod którym nosiła przecież Ude zawsze ściskało się niepokojem kiedy młodzieniec samotnie wybierał się w tajgę czy też ruszał z ojcem na łosie lub niedźwiedzie.

Ude założył ręce pod głowę i zapatrzył się w błękit nieba, który przebijał się pomiędzy konarami świerków. Młodzieniec zatopił się w sobie tylko znanych myślach i marzeniach kiedy to usłyszał ostrzegawcze skrzeki wiewiórek . Na ten sygnał leśnego alarmu młodzik błyskawicznie poderwał się z posłania i chwycił oparty o drzewo oszczep. Był gotowy stawić czoła niebezpieczeństwu. Ten nagły ruch obudził śpiącego burego psa. Czung tak jak jego pan błyskawicznie stanął na nogach. Skierował uszy w stronę hałasu a nosem łowił górny wiatr. Szukając w nim zapachu niebezpieczeństwa, które mogłoby zagrażać jego panu. Tych dwóch wędrowców łączyło już wiele przygód syberyjskiego szlaku. Były to pojedynki z wilkami i stawienie czoła zimowej zamieci. Teraz znów byli gotowi na przyjęcie nowego wyzwania. Jednak ono nie nadchodziło. Tak samo jak alarmujący skrzek wiewiórek zakłócił ciszę poranka tak samo ustał. A przyroda i okolica znów rozbrzmiewała jedynie ptasim trelem i szumem lekkiego wietrzyku w koronach starych drzew.

Ude z powrotem oparł oszczep o pień świerku pod którym spał. Rozejrzał się po okolicy i zabrał się za zwijanie obozu. Zwinął wilczą derkę pod którą spał i spakował sakwy. Sprawdził rzemienie ogłowia, popręgi siodła i puśliska strzemion.
Wyprostował się i spojrzał w stronę drugiego krańca polany, gdzie spokojnie pasł się spętany ogier. Ude uśmiechnął się do swoich myśli – ach jak lato różni się od wiosny, zimy czy jesieni. Jest ciepło i przyjemnie, jest miód, owoce leśne i dziko rosnący czosnek oraz cebula i co bardzo ważne nie trzeba chodzić na piechotę bo jest pasza w tajdze i konie stają się nieodłącznymi towarzyszami wędrówek.

Ude stał tak chwilę i myślał, nagle otrząsnął się z zamyślenia powiedział stanowczo sam do siebie czy też do psa – Zostajemy jeszcze dzień! Beztroska młodości wzięła górę nad statecznością. Cóż jest potrzeba młodemu a już doświadczonemu myśliwemu w tajdze. Kiedy czysta woda jest w strumieniu wpadającym do jeziorka ukrytego gdzieś w głębi tajgi, stare świerki zapewniają schronienie i dach nad głową oraz opał, a sakwy wypełnione są różnymi smakołykami schowanymi przez zapobiegliwą matkę w tajemnicy przed ojcem. Chociaż tak matka chciała zabezpieczyć syna na szlaku. A i sama Matka Tajga darzy dobrobytem tych co potrafią z niej czerpać.

Ude skoczył do sakwy i wydobył z niej skórzaną torbę myśliwską ,a z niej małe zgrabne pudełko wykonane z kory brzozowej. Kryło ono skarby młodego łowcy. Ude otworzył je powoli bojąc się aby jego zawartość nie wypadła w trawę. A były tam rzeczy, które były jego skarbami – haki na ryby, pleciona jedwabna linka oraz gruba pleciona linka z końskiego włosia, do której dowiązany był przepon wykonany z mosiężnego drutu zakończonego dużym solidnym hakiem. Jego przeznaczeniem było niedopuszczenie do przecięcia plecionki przez mocne zęby szczupaków.

Ude rozejrzał się dookoła i zauważywszy kępę leszczyny, wyciągnął podróżny toporek z sakwy i ruszył wyciąć dwa kije, które miały posłużyć mu za wędziska.
Szybko i sprawnie wyciął dwa leszczynowe giętkie pędy, okrzesał je i z tak przygotowanymi wędziskami ruszył nad brzeg jeziorka. Nagle zatrzymał się i zaczął czegoś szukać wzrokiem. Po chwili znalazł to czego szukał. Był to stary przewrócony świerk. Ude podszedł do niego i wydobył nóż. Za jego pomocą podważył korę na pniu. Zaczął dłubać w zbutwiałym drewnie pnia. Twarz jego zdradzała skupienie tak jak by szukał tropu marala czy też wilka ale w tej chwili tak samo cenne jak skóry czy panty wydawały się pędraki bytujące w zgniłym pniu.

Piękne, białe, duże o czarno brązowych łbach znakomicie nadawały się jako przynęta na omula. Może nie były tak skuteczne jak czerw pszczół czy też larwy os daleko im było do larw chruścika ale wiosną nie było co wybrzydzać. Ude znalazł ich parę. Schował larwy skrzętnie w brzozowym pudełku i wrócił nad jezioro.

Chwilę stał wpatrzony w ciemną toń jeziorka, stał i szukał dogodnego miejsca na zasiadkę. Lubił polować, był to sens życia jego i jego współplemieńców z tajgi. Jego krewni mieszkający na granicy tajgi i stepu tak jak klan marala zajmowali się hodowlą bydła, owiec i koni jednak ród Abba- Abcziaka był od pokoleń związany z tajgą i łowami. Członkowie tego rodu byli doskonałymi jeźdźcami jednak na czas zimy oddawali swoje konie pod opiekę krewnych ze stepu.

Ude znalazł w końcu miejsce, które go satysfakcjonowało. Lekkim krokiem podszedł do tafli jeziorka. Był lekko pochylony, chował się za kępą oczeretu. Najpierw rozwinął lekką wędkę, na hak założył larwę i zarzucił w toń jeziora posyłając przynętę niedaleko podtopionego krzaka karłowatej, bagiennej wierzby. Hak z pędrakiem powoli zagłębiał się w ciemnej wodzie jeziorka. Wkrótce zniknął z oczu młodzika. Ude wpatrywał się w krążek kory przetkany cienką dudką kaczego pióra. Lekki wiaterek marszczył wiosenną toń jeziora.

Ude czekał, obserwował spławik. Nagle … spławik drgnął, poruszył się jak żywy, zatańczył na powierzchni wody rozsyłając koliste kręgi fali. Po czym powoli zaczął zagłębiać się w toni jeziora. Ude zareagował natychmiast. Szybkim ruchem uniósł leszczynowe wędzisko. W tej chwili poczuł lekki opór. To nie było to na co liczył. Na końcu wędki trzepotał się mały, pięknie ubarwiony okoń. Zadziornie stroszył płetwę grzbietową i rozchylał pokrywy skrzekowe. Ude sprawnie zdjął małą rybkę z haka. Jednak nie wypuścił jej. Podniósł z ziemi ciężkie wędzisko. Sprawnie zaczepił okonka za pysk na dużym haku i wędka poszybowała do wody. Ude starał się ustawić swoją wędkę niedaleko zatopionej korony drzewa. Ude wiedział, że w takich miejscach często czają się zębate szczupaki. Duży spławik niespokojnie podskakiwał na tafli jeziorka. Ude wrócił do swojej wędki, założył nowego pędraka i znów zastygł w oczekiwaniu.

Błogie wiosenne nicnierobienie. Wszystkie troski zimy zostały gdzieś tam. Były tylko wspomnienia przebytych przygód. Ciężkiej purgi i wilczej watahy. Ude cieszył się życiem. Jego rodzinny ułus był parę dni drogi od miejsca, w którym się znajdował. A jego opóźnienie na szlaku nie miało na nic wpływu. Ojciec pojechał do Minusińska sprzedać skóry zdobyte zimą, a on miał przywieźć do ułusu kapkany czyli sidła na sobole i inne futerkowe zwierzęta. Zostawili je w szałasie kiedy wracali do domu. Tu w tajdze nikt nic nie kradnie. Nie ma potrzeby zabierania od razu wszystkiego. Sezon łowiecki był bogaty zdobyli wiele skór.

Ude zamyślony, wpatrywał się w spławik. Gdy do jego uszu dobiegł cichy chrzęst łamanej gałązki. Ude podskoczył jak uderzony nahajem. Szybko rozejrzał się po okolicy. Jego wzrok dokładnie lustrował każdy szczegół krajobrazu, jego umysł przetwarzał i przypominał sobie każdy kształt gałęzi, kępy trawy, krzewu. Słuch łapał każdy dźwięk. Przyroda trwała w ciszy i w spokoju. Koń spokojnie nadal się pasł, czung spał przy sakwach rozkoszując się ciepłem wiosennego słońca.

Trzask powtórzył się i z kępy olszyny wyszedł olbrzymi łoś. Olbrzym tajgi spokojnie wszedł do wody. Nie zauważył młodego Hakasa lub go po prostu zignorował. Łoś spokojnie pławił się przez chwilę w wodzie po czym zanurzył swój wielki kanciasty łeb. Po chwili uniósł go a z jego pyska wystawała świeża podwodna trawa. Łoś rozpoczął żerowanie. Ude myślał przez chwilę odłożył wędkę i bardzo ostrożnie wycofał się w stronę obozu. Tam szybko z sajdaka wydobył swój łuk, przekroczył go tak aby dolne łęczycko zaparło się na stawie skokowym prawej nogi a majdan spoczął pod udem lewej, szybkim sprawnym ruchem założył cięciwę. Zarzucił kołczan na plecy, był gotów.

Ude podchodził łosia. Czung chciał się do niego przyłączyć jednak stanowczy gest Ude i mocny szept osadził psa na miejscu. Czung rozumiał, że jego czas wkrótce nadejdzie. I on też weźmie udział w polowaniu.

Ude skradał się lekko, kryjąc się za kępami młodej i zeszłorocznej trawy, trzciny. Jedna z jego strzał spoczywała już na cięciwie łuku. Krok po kroku zbliżał się do wielkiego zwierza. Jego wargi bezgłośnie szeptały modlitwę do duchów łowiska i duchów opiekuńczych rodu.

- To ja Ude syn Bolda, łowca, Wasz syn. Proszę Was Duchy łowiska, Duchy tajgi i wiatru. Sprzyjajcie mi na łowieckim szlaku, niech moje strzały nie chybią celu. Proszę Was, skierujcie tchnienie wiatru ku mnie aby zwierz mnie nie wyczuł. Dajcie moc memu ramieniu aby nie puściło cięciwy zbyt wcześnie. Dajcie memu bratu łosiowi szybką śmierć…

Ude skradał się powoli, z wyuczoną precyzją i zręcznością, którą potęgowała jego wrodzona dzikość dziecka tajgi. W tej chwili nie był chłopcem, był myśliwym, spokojnym, groźnym i nieubłaganym drapieżnikiem. Cały zamieniony w słuch i wzrok, wtopiony w otoczenie. Niewidzialny dla swego celu. Wykonywał czynności, których nauczył go ojciec.
Podchód trwał już chwilę, dystans zmniejszał się z każdym krokiem. Widać Duchy łowiska i tajgi sprzyjały młodemu hakaskiemu łowcy. Będą mu sprzyjać przez całe jego długie życie, a kiedy spocznie w dłubanej trumnie w konarach szamańskiego drzewa przez pokolenia jego sława będzie śpiewana przy rodowych ogniach.

Teraz jednak nieświadomy przyszłości odległej jak księżyc od ziemi. Ude był zatracony w polowaniu. Chłonął go każdą częścią siebie. Był już blisko, schowany za karłowatą brzozą obserwował zwierze, czekał aż wyjdzie z wody. Kiedy by je trafił w wodzie łoś mógłby uciec głębiej a on sam nie byłby w stanie wyciągnąć olbrzyma na brzeg. Tak więc czekał. Ude był cierpliwy. Jeszcze rok temu, wypuściłby już strzałę, ale teraz nie, czekał aby skutecznie ugodzić zwierze. Czas przestał istnieć był tylko On i łoś. Drapieżnik i jego ofiara.

Łoś spokojnie żerował na podwodnej łące posilając się świeżymi łodygami i kłączami. Od czasu do czasu prychnął, stęknął, wstrząsnął olbrzymim łbem. Ude trwał w ukryciu czekając stosownej chwili aby wypuścić pierzastego posłańca śmierci. Tajga i On byli jednością.

Łoś skończył żerowanie i wyszedł z wody. Stanął na brzegu jeziora i otrząsnął się. Krople wody otoczyły mocarza tajgi. Przetykane promieniami słońca zaiskrzyły wszystkimi kolorami tęczy. Łoś stanął i spojrzał w stronę Ude. Chłopiec poczuł jego wzrok na sobie, zwierz patrzył na niego inteligentnie głębią swoich wielkich ciemnych oczu. Tęcza otaczająca zwierzę opadła rosą na trawę i grzbiet łosia dając dalej nieziemską poświatę tęczy.

Ude poczuł spojrzenie łosia w całym ciele, duszy i umyśle. Zdawało się, że łoś przenika myśli chłopca. Ude nie był w stanie się nawet poruszyć. A łoś złapawszy delikatne tchnienie wiatru w swoje wielkie chrapy stęknął cicho jak by na pożegnanie i majestatycznym kłusem właściwym dla swojego gatunku oddalił się w stronę kępy olszyny. Po chwili zniknął niczym zjawa nie czyniąc najmniejszego nawet hałasu.

Ude stał nie mogąc się nawet poruszyć, zaczarowany chwilą. Powoli opuścił w pół podniesiony łuk, zdjął strzałę i schował ją w kołczanie. Jednak po chwili wyjął ją z powrotem, podszedł do kępy olszyny gdzie wcześniej schował się łoś. Złamał ją i położył na rozwidleniu gałązek olchy. Ukłonił się i powiedział – Dziękuję Wam Duchy tajgi, łowiska, łowów za ukazanie mi prawdy o życiu i istnieniu. Już nigdy bez potrzeby nie skieruję strzały czy też oszczepu w dzieci tajgi, a moich braci.

Po tych słowach skierował się do pozostawionych wędek. Ach żeby był tu ojciec, ciekawe co by zrobił i co by powiedział. Ude dopiero teraz przypomniał sobie starą opowieść o Wielkim Uglienie Stwórcy Świata, jak schodzi pod postacią zwierząt na świat aby sprawdzać czystość myśli i poczynań łowców. Ude uśmiechnął się do siebie i do swoich myśli. Czyż by to miało właśnie spotkać jego?

Słońce zaczęło jak by mocniej i jaśniej świecić a kolory stały się bardziej wyraźne. Ude cieszył się życiem, przygodą, młodością, beztroską.
_________________
Wędruję poprzez świat polując, walcząc
i uzdrawiając

Przeklęty, kto miecz swój trzyma z dala od krwi - Bellicosa anima
Damnatus, qui gladio suo ab sanguem reservat - Bellicosa anima
Ostatnio zmieniony przez Fredi 2010-07-02, 20:27, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Michal N 
Metyl Podgrzybek


Pomógł: 10 razy
Wiek: 38
Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 1259
Skąd: Warszawa-Mokotów
Wysłany: 2010-07-02, 18:00   

Hakasie, zaczarowałeś mnie. Jakże miło przeczytać taką opowieść . W tym jest głębia, w tym jest sens. Słów brakuje aby prosić o następne :-P
I znowu się podlizuję :mrgreen: ale po przegranej Brazylianos jest to dopuszczalne.
 
 
     
yaktra 
tropiciel/ fotograf


Pomógł: 5 razy
Wiek: 57
Dołączył: 05 Kwi 2010
Posty: 833
Skąd: z krainy szaraka
Wysłany: 2010-07-02, 18:56   

Michal N napisał/a:
Jakże miło przeczytać taką opowieść . W tym jest głębia, w tym jest sens.

Jest i głębia jest i sens. Tak sobie myślę, że to po prostu miłość.
To się czyta jednym tchem na wzór powieści Cooper'a, Curwood'a, lub podobnych i nie gorszych polskich autorów jak Korda czy Karpowicz.
Ech, miłością do książki zaleciało. Marzy mi się przeczytać ( choć trochę głupio w tym wieku ) ZŁOTE SIDŁA
żyć chwilą przelaną na papier ( OK - niech będzie nawet papier wirtualny ) czuć to co czuje zwierz w stanie zagrożenia.
Jak powiada Karpowicz
cytat - wielu mnie wciąż zapytuje: skąd tak dokładnie znam życie zwierząt, ich dnie i noce?
Obserwacja, tropienie, właśnie dnie i noce na Szlaku Przyrody. Nie wystarczą bowiem studia, za mało oczytania w wielkich poprzednikach, za mało też czerpania z opowiadań ludzi związanych z życiem Przyrody.

Trzeba samemu deptać leśne ścieżki: być warchlakiem pod czarnym niebem nocy, wynosić z lisem szczenięta z płonącego lasu, odprawiać w górach gody z jeleniami, śpiewać z wilgą na majowej gałęzi brzozy, mieć czerwone od męki oczy wilka śmiertelnie porażonego strzałem...
Każdego z wielbiących humanizm i humanitaryzm zapraszam na wiecznie świeży i kształtujący Szlak Życia Przyrody - koniec cytatu.

Od siebie dodam;
czuć odwiatr "DWUŁAPEGO" przeklęty to zapach dla zwierza. Połączony z zapachem stali budzi niepokój, stawia BRAĆ LEŚNĄ na baczność, karze uciekać. Uciekać w największy matecznik aby poczuć ciszę, ciszę jaką daje niedostępny teren...
to jest ta miłość o której mówi Hakas.
Ejj człowieku, czy Ty myślałeś nad wydaniem Książki?
_________________
Okiem naszych obiektywów http://yaktrafotografia.jimdo.com/
 
     
zdybi 


Pomógł: 2 razy
Wiek: 38
Dołączył: 01 Lut 2009
Posty: 435
Skąd: zachpom
Wysłany: 2010-07-03, 11:54   

Witaj Hakas :-D Bardzo się ciesze,że nadal piszesz. I tym razem przeczytałem opowiadanie jednym tchem. To jednak zaciekawiło mnie jeszcze bardziej- pewnie wiesz dlaczego ;-)
Hakas napisał/a:
Zdybi druhu połowiłeś już pstrągów? W maju najlepszy był wobler przypominający strzelbię potokową.

Pstrągów połowiłem w tym roku na przednówku. Później woda bardzo zmalała a "kropki" zrobiły się bardzo przebiegłe,szczególnie te większe. Miałem kiedyś wspomniany przez ciebie wabik. Był dobry. Pewnie dlatego,że przypomina naturalny pokarm. Ale dość już offtopa. Opowiadanie bajeczne,tak dalej druhu!
_________________
http://lukaszzdyb.blogspot.com
http://mybushcraft.blogspot.com
"Bo życie przecież po to jest,żeby pożyć"
 
 
     
Hillwalker 


Pomógł: 7 razy
Wiek: 43
Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 270
Skąd: Dąbrowa Górnicza
Wysłany: 2010-07-04, 06:48   

W Twoich opowiadaniach ważniejsze od tego CO piszesz jest JAK to robisz, dlatego można je czytać po kilka razy z równą przyjemnością. Długo kazałeś czekać na następny tekst, ale warto było :-)
_________________
" YOU create your own reality "
 
     
Valdi 


Pomógł: 9 razy
Wiek: 47
Dołączył: 29 Sie 2007
Posty: 957
Skąd: Litwa-Vilnius
Wysłany: 2010-10-15, 22:33   

Miałem do przejrzenia 2500 postów. Twoją historię tajgi zostawiłem na koniec. Piękne to!Pozdrawiam
_________________
http://wild-terra.blogspot.com
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 12